Dług Tuska, dług Gierka

W 1980 r. zadłużenie stanowiło 9,8% dochodu narodowego, a spłaty odsetek 2-3%. Obecnie zadłużenie stanowi około 40% PKB

Zdaniem Marka Belki, dług Gierka w 1980 r. stanowił 200% ówczesnego PKB, dzisiejszy dług Polski to jedna piąta obecnego PKB, nie ma zatem czym się martwić. Wniosek, jaki z rozważań Belki wynika, jest co najmniej bulwersujący: PKB w 2010 r. jest dwudziestokrotnie większy niż w 1980 r. Czemu się więc martwić: pełen luksus.
Pozostali tzw. ekonomiści bankowi biorący udział w dyskusji na łamach „Gazety Wyborczej” nie są aż tak wielkimi optymistami, choć w sumie również oni sugerują nieprzejmowanie się obecnym zadłużeniem Polski. Jak jednak naprawdę wygląda to obecne zadłużenie?

Sprawa pierwsza:
ile wyniosło zadłużenie Gierka?

W roku 1980 cały dług Polski wyniósł 23 mld ówczesnych dolarów, w tym zadłużenie bieżące – krótkookresowe – 3,4 mld dol., a średnio- i długookresowe 19,6 mld dol. Odróżnienie to jest na tyle istotne, że pierwszy rodzaj długu trzeba było spłacić w ciągu paru miesięcy. Według wyliczeń Europejskiej Komisji Gospodarczej, dochód narodowy Polski w 1980 r. wyniósł 245 mld dol., co oznacza, że zadłużenie stanowiło 9,8%, spłaty odsetek zaś 2-3% tego dochodu. Do wyliczeń wykorzystano kurs parytetu siły nabywczej (po angielsku: ppp) w wysokości 118 zł za dolar – jedyny możliwy przelicznik w ówczesnej sytuacji; przedmiotem handlu zagranicznego było wtedy tylko około 10% produkcji, reszta była wytwarzana wyłącznie na potrzeby rynku wewnętrznego. Do dochodu narodowego nie wliczono też usług nieprodukcyjnych, które wlicza się obecnie. Kurs czarnorynkowy był w 1980 r. prawie sześciokrotnie wyższy niż kurs parytetowy. Dotyczył on jednak ułamka procenta wartości towarów, które były eksportowane bądź importowane z zagranicy za dewizy kupowane po kursie czarnorynkowym. Nic więc dziwnego, że dochód narodowy Polski w 1980 r. przeliczony na dolary po kursie czarnorynkowym musiał być co najmniej sześć razy mniejszy niż przeliczony po kursie parytetowym, ale według obliczeń Belki był aż 20 razy mniejszy, skoro dług zagraniczny Polski, określmy go w przybliżeniu na 20 mld dol., miał być równy dwuletniej wartości ówczesnego PKB.

Sprawa druga:
ile wynosi zadłużenie Tuska?

W przeciwieństwie do długu Gierka, który prawie w całości został zaciągnięty przez państwo, na obecne zadłużenie Polski w łącznej wysokości 280 mld dol. składa się dług publiczny samorządowy i rządowy w wysokości około 90 mld dol. oraz dług niepubliczny przedsiębiorstw – około 190 mld dol. Nie zmienia to jednak faktu, że wobec zagranicy polskie państwo odpowiada za całość zadłużenia. Produkt krajowy brutto (PKB) wynosi obecnie (dane z końca 2009 r.) 1343,6 mld zł, po przeliczeniu więc kursem parytetowym (jedynym możliwym) na dolary jego wartość wynosi około 680 mld dol. Dlatego obecne polskie zadłużenie stanowi około 40% tego dochodu. W porównaniu do dochodu narodowego zadłużenie jest więc czterokrotnie większe niż w roku 1980.

Sprawa trzecia:
wiarygodność płatnicza Polski

Czy dzisiejsze zadłużenie jest groźne dla wiarygodności płatniczej Polski w świecie? Na razie nic nie wskazuje na to, by Polsce obecnie groziła niewypłacalność, czyli bankructwo, ale wystarczy drobna panika, byśmy znaleźli się tam, gdzie jest Grecja. A panika taka jest możliwa na tle szybko zwiększającego się nie tylko zadłużenia zagranicznego, lecz także wewnętrznego Polski.

Sprawa czwarta:
na co poszły te długi?

Co Polska sfinansowała za 280 mld dol.? Długi Gierka w 80% przeznaczone zostały na sfinansowanie inwestycji; w latach 70. wybudowano około 570 nowych fabryk. Tylko do roku 2003 dochody z ich prywatyzacji wyniosły (zgodnie z oficjalnymi danymi) 40 mld dol., czyli dwukrotnie przewyższyły wielkość zadłużenia w 1980 r. Dochody z prywatyzacji drugiej części fabryk gierkowskich uzyskane w latach 2004-2010 nie zostały dotychczas opublikowane; nie są zapewne mniejsze niż uzyskane w pierwszym etapie.
Niestety, długi Tuska przeznaczone zostały w przeważającej części na sfinansowanie konsumpcji. Nie można ich więc sprzedać. Co gorsze, nie wszystkie grupy społeczne skorzystały na tym jednakowo; najbardziej zyskały grupy najlepiej sytuowane, o najwyższych dochodach, najmniej – najgorzej sytuowani.
Proponowane obecnie przez niektórych ekonomistów (zwła-szcza Leszka Balcerowicza) metody zmniejszenia tempa zadłużania się Polski przez cięcie wydatków publicznych godzą niestety w tych drugich. Ze względów społecznych należałoby więc szukać zgoła odmiennych metod.

Autor jest profesorem, rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej

Kategorie Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy