Tysiąc złotych dla każdego – rozmowa z dr hab. Ryszardem Szarfenbergiem

W roku 2009 ponad 17% Polaków doświadczało ubóstwa i wykluczenia lub było nimi zagrożonych

Götz Werner, przedsiębiorca niemiecki, napisał niedawno książkę, w której domaga się, by państwo płaciło każdemu obywatelowi – od niemowlęcia do starca – po tysiąc euro miesięcznie. Jego pomysł omawiano m.in. w czasie debaty w ZDF – drugim kanale niemieckiej telewizji publicznej. W Polsce podobna propozycja zostałaby uznana – oględnie mówiąc – za egzotyczną.
– Dla mnie idea powszechnego dochodu obywatelskiego nie jest egzotyczna. Interesuję się nią od dłuższego czasu. W innych krajach podobne koncepcje pojawiają się od dawna, w niektórych na niewielką skalę próbowano wprowadzić zgodne z nimi rozwiązania. Dlatego nie wiem, o jaką egzotykę panu chodzi.
Z perspektywy polityki społeczno-gospodarczej prowadzonej w Polsce po 1989 r. idea obywatelskiego dochodu powszechnego jest bez wątpienia egzotyczna.
– Zgodzę się, że w Polsce przyjmuje się ona dużo gorzej niż w Niemczech, Austrii lub Szwajcarii.
Jest prawie nieznana. Proszę wyjaśnić, o co w niej chodzi.
– Powszechny dochód obywatelski zasadniczo różni się od znanych obecnie świadczeń socjalnych. Podkreślona w nazwie powszechność wskazuje, że to świadczenie powinno przysługiwać każdemu. Aby je otrzymać, nie trzeba być ubogim, płacić składek jak w przypadku emerytur, pracować ani potwierdzać gotowości pracy, nie trzeba też mieć na utrzymaniu dzieci…

Pracodawca musi się starać

Za co powinno nam się należeć to świadczenie?
– Formułuje pan pytanie tak, jakbyśmy musieli wszystko rozpoznawać w kategoriach coś za coś. Tymczasem jest to dochód bezwarunkowy. Lepsze zatem jest pytanie, dlaczego nam się należy.
Dlaczego?
– Przede wszystkim dlatego, że każdy człowiek ma przyrodzoną godność i związane z nią prawo do życia w warunkach odpowiadających tej godności. Powszechny dochód obywatelski można uzasadnić, opierając się na Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Europejskiej Karcie Społecznej lub Karcie Praw Podstawowych UE. We wszystkich tych dokumentach, ratyfikowanych przez Polskę, sformułowano prawo do zabezpieczenia społecznego. Po to mamy w kapitalizmie politykę społeczną, aby zapewnić każdemu zabezpieczenie w razie wystąpienia tzw. ryzyk socjalnych: starości, choroby itp. Jednak w praktyce ona sama naraża godność na szwank. Państwowa pomoc społeczna jest warunkowa, adresowana – należy spełnić odpowiednie kryteria, głównie dochodowe, by uzyskać świadczenia pieniężne. Trzeba się o nie starać, dowodząc, że jest się biednym, niezdolnym do pracy. Trzeba wpuszczać do domu pracownika socjalnego, który sprawdza sytuację i decyduje, czy pieniądze faktycznie nam się należą. Ale i tak urzędnik, który działa w ramach obowiązującego prawa i musi się do niego stosować, uderza w naszą godność znacznie mniej niż dobroczyńcy prywatni, których można tylko poprosić o pomoc, a oni – według własnego uznania – decydują, czy jej udzielić. Od ich rozstrzygnięcia nie przysługuje żadna możliwość odwołania. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze stygmatyzacja w otoczeniu – pobierasz świadczenia, korzystasz z dobroczynności, więc nie radzisz sobie, jesteś nieudacznikiem.
Czy nie obawia się pan, że powszechny dochód obywatelski dałby niepracującej rzeszy konsumentów piwa i wina nie tyle prawo do godnego życia, ile do godnego picia?
– Należymy do krajów, w których generalnie obywatelom się nie ufa. Sądzi się, że tylko szukają okazji, by naciągnąć państwo. Wpojono nam myślenie, że jeśli ludziom coś dajemy, nie wymagając niczego w zamian, na pewno wszystko przepiją, zmarnotrawią, zejdą na złą drogę. Nawet moi koledzy z uczelni śmieją się, że jeśli będzie powszechny dochód obywatelski, to od razu zrezygnują z pracy. Chciałbym zobaczyć, jak odchodzą z uniwersytetu, siadają przed telewizorem i piją piwko. Wyobrażenie, że ludzie nie mają wrodzonej aktywności, że potrzebny jest im straszak, żeby byli aktywni i użyteczni, jest błędne.
Philippe Van Parijs, jeden ze znanych rzeczników powszechnego dochodu obywatelskiego, zapewnia, że wprowadzenie tej idei oznaczałoby „wolność od tyranii szefów, mężów i biurokratów”.
– Wiedząc, że mamy zagwarantowane świadczenie, nie musimy przyjmować oferty pracy, która nam nie odpowiada. „Szef”, czyli pracodawca, musi się bardziej starać, bo nie ma tej rezerwowej armii, która tylko czeka na zwolnione miejsca pracy. O wolności od „biurokratów” – urzędników, a także prywatnych filantropów, którzy decydują, czy przyznać nam pomoc, czy nie, już mówiliśmy. Powszechny dochód obywatelski mógłby skłonić niepracujące kobiety do zerwania toksycznych związków z mężami, partnerami – obecnie przed tym krokiem powstrzymuje je m.in. uzależnienie finansowe od nich. Do tego katalogu Philippe’a Van Parijsa można jeszcze dorzucić wolność wyboru zajęcia, możliwość realizacji własnych pasji, zainteresowań, działalności społecznie użytecznej, chociaż nieprzynoszącej korzyści finansowych, np. wolontariatu. Powszechny dochód obywatelski umożliwiałby ludziom bardziej innowacyjne podejście do życia, nie musieliby dawać się wtłoczyć w ramy, które narzuca im społeczeństwo, czyli głównie klasa średnia.
Dzięki powszechnemu dochodowi obywatelskiemu człowiek zyskuje więc nie tylko godność, ale i wolność, bo, jak to ujął Götz Werner, „jeżeli nie muszę się martwić o swoją egzystencję, mogę się odważyć na nowe pomysły”.
– Powtarza w ten sposób jeden z ważnych argumentów zwolenników powszechnego dochodu obywatelskiego, który potwierdzają też badania. Wynika z nich, że wysoki poziom zabezpieczenia socjalnego przekłada się na większe poczucie wolności, poziom podejmowania ryzyka, innowacyjności. Przykładem są państwa skandynawskie. Czy Szwedzi lub Finowie zeszli na złą drogę przez hojne państwo opiekuńcze? Wystarczy porównać wskaźnik prizonizacji – liczbę więźniów przebywających w jednostkach penitencjarnych na 100 tys. mieszkańców – państw skandynawskich i USA. Tam, gdzie poziom zabezpieczenia socjalnego jest niski i selektywny, ludzie częściej łamią reguły współżycia społecznego. W krajach, w których mają zagwarantowany byt, chętniej podejmują nowe wyzwania. Powszechny dochód obywatelski zawiera wielki potencjał wolności dla wszystkich. Pytanie tylko, na ile wolność jest dla współczesnych sił politycznych, w tym socjaldemokracji, wartością, dla której warto ponieść duże koszty.

Ludzie nadliczbowi

Dawniej – w epoce industrialnej – podstawowe hasła społeczne ogniskowały się wokół pracy. Żądano powszechnego zatrudnienia, gwarantującego dochód oraz zabezpieczenie emerytalne, rentowe i opiekę medyczną. W naszej konstytucji jest nawet zapis, że władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego zatrudnienia. To już jedynie pozostałość minionej epoki. Powszechny dochód obywatelski jest, jeśli dobrze rozumiem, próbą odpowiedzi na problemy nowej epoki – postindustrialnej?
– Współczesny rynek pracy wygląda zupełnie inaczej niż w epoce industrialnej. Ludzie – z powodu braku pracy – mają przerywane kariery zawodowe, trudniej im wypracować godziwe emerytury. Sytuację pogarsza jeszcze starzenie się społeczeństw i samotne rodzicielstwo. Praca etatowa jest wypierana przez tzw. elastyczne formy pracy, które nie zawsze dają prawo do świadczeń w razie problemów. To wszystko sprawia, że ubezpieczenia społeczne – jako instrument zabezpieczenia – obecnie sprawdzają się słabiej. Powszechny dochód obywatelski to odpowiedź części środowisk starających się znaleźć alternatywne rozwiązanie, które zdawałoby egzamin w nowych, zmienionych warunkach.
n XIX-wieczna literatura rosyjska spopularyzowała pojęcie zbędnych ludzi, obecnie mówi się o ludziach nadliczbowych. W Polsce wskaźnik zatrudnionych nie przekracza 60% ogółu osób w wieku produkcyjnym. Ludzie siedzą w domach, tracą więzi społeczne, zmniejsza się ich poczucie wartości, wpadają w depresje, uzależnienia…
– Z perspektywy godności nie ma ludzi zbędnych ani nadliczbowych. Czy wybierając kierunek studiów, powinniśmy się kierować potrzebami gospodarki, która wytwarza popyt na wybrane kategorie pracowników, czy własnymi zainteresowaniami, wiedząc, że dla gospodarki możemy okazać się „zbędni” lub „nadliczbowi”? Czy mamy ulec dyktatowi? Jeśli gospodarka kapitalistyczna kogoś nie potrzebuje, to nie znaczy, że jest on zbędny. Oczywiście, że powszechny dochód obywatelski, chroniąc godność człowieka, może go wesprzeć w trudnych sytuacjach życiowych, motywować do aktywności, udziału w życiu społecznym, rozwoju – także zawodowego. Przy tym podjęcie pracy nie zmniejszałoby świadczenia. Połączenie pensji i dochodu obywatelskiego mogłoby otwierać nowe perspektywy rozwoju.
To rozwiązanie, choć wydaje się radykalne, nie godzi w podstawy systemu, nie jest antysystemowe.
– Idea powszechnego dochodu obywatelskiego nie wydaje mi się rewolucyjna, nie uderza w stosunki własności, fundamenty kapitalizmu. Gdybyśmy zapytali Karola Marksa i innych radykalnych krytyków kapitalizmu, stwierdziliby zapewne, że to rozwiązanie ma niewielkie znaczenie dla zmiany systemu, nie podważa kapitalizmu, lecz jedynie obecny sposób myślenia o polityce społecznej. Być może dostrzegliby także, iż powszechny dochód obywatelski, wzmacniając pozycję pracownika wobec pracodawcy, mógłby wpłynąć na zmniejszenie poziomu wyzysku. Z drugiej strony ta idea mogłaby osłabić – i tak już słabą w wielu krajach – pozycję związków zawodowych.
Nieprzypadkowo zatem wiceprzewodnicząca OPZZ skrytykowała przedstawiony jesienią ub.r. przez minister pracy Jolantę Fedak pomysł emerytury obywatelskiej – uprawnienia do niej miałyby osoby, które nie płacą składki. Z drugiej strony Centrum Adama Smitha uznało, że emerytury obywatelskie dla wszystkich mogłyby zastąpić obecny system emerytalny – świadczenia byłyby wypłacane bezpośrednio z budżetu państwa.
– Liberałowie nawiązują do idei podatku negatywnego (dochodu gwarantowanego) Miltona Friedmana, który kilka lat temu próbował wprowadzić – równolegle z podatkiem liniowym – ówczesny minister finansów Czech Vlastimil Tlustý. Nazwa podatek negatywny bierze się stąd, że uzyskując dochód niższy od pewnego progu, zamiast płacić podatek lub korzystać z ulg, otrzymujemy świadczenie. Gdyby wprowadzono podatek negatywny, osoby nieuzyskujące żadnych dochodów otrzymałyby kwotę równą wspomnianej granicy, a ci, których dochód jest wyższy, ale nadal mniejszy od progu, różnicę między nim a faktycznym dochodem.
Czyżby minister Fedak chciała wdrażać pomysły neoliberałów?
– Nie sądzę, bo musiałaby zlikwidować większą część ministerstwa, którym kieruje. Neoliberałowie chcą zastąpić podatkiem negatywnym cały system zabezpieczenia społecznego. Powszechny dochód obywatelski może zastąpić jedynie część typowej pomocy społecznej, uzupełni więc system – nadal zaś powinny istnieć inne formy świadczeń finansowych. Ponadto państwo wspierałoby nadal usługi zdrowotne, edukacyjne, integracyjne itp.

Minimum egzystencji

Ile osób w Polsce korzysta obecnie z pomocy państwa?
– Ok. 2 mln Polaków korzysta z pomocy społecznej – z członkami ich rodzin to ponad 3,7 mln. Ze świadczeń rodzinnych korzystało w 2009 r. 2,3 mln rodzin. Do tego dochodzą dodatki mieszkaniowe, renty socjalne dla osób niepełnosprawnych od młodości, które nie są świadczeniem o charakterze ubezpieczenia społecznego.
Czy te świadczenia pomagają w wychodzeniu z ubóstwa?
– Zgodnie z badaniami, gdyby nie było tych świadczeń, ubóstwo w Polsce zwiększyłoby się raczej umiarkowanie – od 1 do 3%. Dzieje się tak, dlatego że wysokość świadczeń jest w naszym kraju bardzo niewielka. Podobnie jak udział wydatków na pomoc społeczną w PKB.
Powszechny dochód obywatelski zmieniłby radykalnie tę sytuację?
– To zależy od jego wysokości. Można byłoby go oprzeć na minimum egzystencji lub minimum socjalnym – oba wskaźniki wylicza Instytut Pracy i Spraw Społecznych. Minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa wynosiło w końcu ubiegłego roku 478 zł (dla gospodarstw większych kwota przypadająca na jedną osobę jest mniejsza), minimum socjalne dla gospodarstwa jednoosobowego – 940 zł miesięcznie, a np. dla gospodarstwa pięcioosobowego – 745 zł. Powszechny dochód obywatelski porównywalny z minimum egzystencji pewnie nie byłby wystarczający – danie ludziom środków zapewniających jedynie przeżycie nie rozwiązywałoby ani problemu biedy, ani wykluczenia społecznego. Lepsze byłoby oparcie wysokości powszechnego dochodu na minimum socjalnym, które uwzględnia nie tylko przetrwanie biologiczne, ale także dobra i usługi pozwalające na udział w życiu społecznym, np. kulturę, rekreację i edukację.
Taka sama kwota dochodu obywatelskiego przysługiwałaby dorosłym i dzieciom?
– Tak, choć pozostaje do rozstrzygnięcia, w jaki sposób przekazywać te pieniądze dzieciom – czy przez rodziców, czy może umieszczać je w specjalnym funduszu, z którego zgromadzone środki byłyby wypłacane po uzyskaniu pełnoletności na wskazane cele, np. dalszą edukację, własną firmę, mieszkanie. Byłby to taki fundusz równych szans.
Dla potomków Kulczyka też?
– Jeśli chcemy rozwiązań powszechnych, to dla wszystkich. Jeśli chcielibyśmy rozwiązań wyrównujących szanse najuboższym, należałoby odejść od powszechności, uruchomić system sprawdzania, kto jest ubogi, i regularnie kontrolować, czy w okresie dochodzenia do pełnoletności rodzina dziecka nie wyzwoliła się z ubóstwa. Dziecko Kulczyka – jako argument w dyskusji – pojawiło się w związku z wprowadzeniem becikowego, które ma cechy świadczenia powszechnego, ale jest jednorazowe – przyznawane wszystkim kobietom po urodzeniu dziecka, bez względu na poziom dochodu ich rodzin. Przeciwko powszechności tego świadczenia była lewica parlamentarna, choć przecież równocześnie opowiada się ona za powszechnym – dla biednych i bogatych – dostępem do edukacji i służby zdrowia. Zarówno Jan Kulczyk, jak i bardzo ubogi Jan Kowalski są równymi wobec prawa obywatelami. Na miejscu lewicy zajmowałbym się nie wykluczaniem bogatych z systemu polityki społecznej, lecz silniejszym osadzaniem ich w tym systemie. Coraz częściej słyszymy opinie osób uzyskujących wysokie dochody, że nie chcą obowiązkowych systemów ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych, bo sami inwestują w swoje emerytury i nie korzystają z publicznej służby zdrowia. To jeszcze jeden argument przemawiający za powszechnością dochodu obywatelskiego.
Kompletnie już zapomnieliśmy, że mieliśmy budować kapitalizm oparty na powszechnym uwłaszczeniu, podziale – między wszystkich obywateli – majątku narodowego. Skończyło się na Powszechnym Programie Prywatyzacji i niewiele wartym świadectwie udziałowym oraz obiecaniu przez Lecha Wałęsę „stu milionów dla każdego”.
– Czyli powszechność, o której mówimy, nie była wtedy kwestionowana. Panowało przekonanie, że każdy z nas ma prawo do własności i wszyscy powinniśmy stać się właścicielami. Wówczas nie zadawano pytania, za co się wszystkim należy i dlaczego wszystkim należy się po równo. To był przejaw starej idei: każdy obywatel powinien mieć własność, z której mógłby się utrzymać i być niezależnym w wyborach życiowych i politycznych. Ta myśl była szczególnie bliska społeczeństwom, których gospodarka opierała się na rolnictwie – każdy otrzyma kawałek ziemi na własność i będzie ją uprawiał. Powszechny dochód jest w społeczeństwach zurbanizowanych ekwiwalentem tego dawnego poletka. Daje nie tylko dochód, poczucie godności, bezpieczeństwa i wolności, ale także obywatelskości, przywiązania do państwa w jego kształcie ustrojowym. Często wskazuje się, że ubóstwo i wykluczenie społeczne są niebezpieczne dla demokracji, bo ludzie ubodzy i wykluczeni mogą poprzeć skrajnych polityków, którzy obiecają im cudowne rozwiązanie problemów. Ograniczenie rozmiarów ubóstwa i wykluczenia sprzyja wyborowi polityków umiarkowanych przez ludzi, którzy w innej sytuacji głosowaliby na przedstawicieli partii radykalnych. Czyli powszechny dochód obywatelski to narzędzie stabilizujące demokrację, umacniające system. Warto pamiętać, że polityka społeczna w kapitalizmie była reakcją państwa na działania robotników, którzy zakładali własne kasy zapomogowe i spoglądali z nadzieją na rewolucjonistów. Jej wprowadzenie miało legitymizować kapitalizm. Być może im bardziej skąpa i ograniczona polityka społeczna, tym mniejsza legitymizacja kapitalizmu w oczach obywateli.

Wyzwania epoki

Ile to by kosztowało?
– To najtrudniejsza część dyskusji o powszechnym dochodzie obywatelskim. Gdyby był on na w miarę przyzwoitym poziomie – tysiąca złotych miesięcznie – kosztowałby rocznie przeszło 450 mld zł, czyli ponad jedną trzecią naszego obecnego PKB.
Wierzy pan, że takie pieniądze kiedyś się znajdą?
– Mamy wciąż do czynienia z naciskiem, aby pomoc społeczna była jeszcze bardziej warunkowa, bo ludzie rzekomo psują się, gdy „dostają coś za nic”. Nie wierzę we wprowadzenie powszechnego dochodu obywatelskiego „w czystej formie” w ciągu najbliższych lat, a może i dekad. Za to jestem przekonany, że to rozwiązanie będzie coraz poważniej brane pod uwagę, odpowiada bowiem na wyzwania epoki. Globalizacja ponownie ukazała, że kapitalizm ma wady, a klasyczne rozwiązania z epoki industrialnej już się nie sprawdzają i trzeba poszukiwać alternatywy. Myślenie naszych polityków zmierza we właściwym kierunku, o czym świadczy propozycja minister Jolanty Fedak dania emerytur wszystkim osobom starszym niezależnie od ich okresów składkowych, kont emerytalnych itp. Niektóre obowiązujące świadczenia na dłuższe okresy już są przyznawane niezależnie od dochodu, bez warunku ubóstwa – np. renta socjalna dla osób niepełnosprawnych od młodości i świadczenie pielęgnacyjne.
W rządzie Donalda Tuska pojawiło się stanowisko pełnomocnika ds. osób wykluczonych. Czy Bartosz Arłukowicz powinien się zainteresować powszechnym dochodem obywatelskim?
– Na pewno powinien się zainteresować ubóstwem i wykluczeniem oraz propozycjami rozmaitych rozwiązań, które mogłyby zmniejszyć rozmiary tych zjawisk. W 2009 r. ponad 17%, czyli ok. 6,4 mln Polaków, doświadczało tych problemów lub było nimi zagrożonych.


Dr hab. Ryszard Szarfenberg, wicedyrektor Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu (EAPN Polska), w skład którego wchodzi 29 organizacji (m.in. Caritas Polska, Federacja Polskich Banków Żywności, Stowarzyszenie MONAR, Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta, Stowarzyszenie Przyjaciół Międzynarodowego Ruchu ATD Czwarty Świat).

 

Kategorie Wywiady

Komentarze

  1. Mirek
    Mirek 5 czerwca, 2011, 11:48

    Panie Profesorze proszę swój dochód podzielić przez 1000 zł .Następnie każdym 1000 zasponsorować jakiegoś nieroba lub pijaczka a 1000 zł zostawić dla siebie i tak żyć .Ja tyram ,płacę podatki ,zus nie chcę tych nierobów utrzymywać a Pan może

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Julian
    Julian 12 czerwca, 2011, 10:51

    Od dłuższego czasu tkwiłem w przekonaniu,że w naszym kraju nikt nie myśli o „uczłowieczeniu” kapitalizmu..a tu proszę taka miła niespodzianka:) Pomysł jest rzeczywiście rewelacyjny/rewolucyjny, dlatego tez sadze że w najbliższej przyszłości nie ma żadnych szans na powodzenie:( (patrz komentarze do artykułu). Niemniej jednak, proszę mnie zaliczyć do grona zwolenników tegoż pomysłu.

    P.S.
    Wciąż zadziwia mnie pazerność, chciwość, egoizm, interesowność panującą pośród nas. Czy tak trudno zrozumieć, że gdy sytuacja najbiedniejszych z nas sie poprawi to i nam będzie żyło się lepiej?
    Pozdrawiam wszystkich bijących bałwochwalcze pokłony Wielkiej Złotówce.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Julian raz jeszcze
    Julian raz jeszcze 12 czerwca, 2011, 10:57

    A propos..poraża mnie stopień przyswajania słowa pisanego przez pierwszego z komentujących…teraz wiem dlaczego idea do Pana nie trafia..skoro Pana doktora zrobił Pan już profesorem to co jeszcze udało się Panu w głowie poprzekręcać?

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Karaluch
    Karaluch 14 czerwca, 2011, 20:55

    Sądzę, iż ma Pan rację. Też niedawno myślałem, iż takie rozwiązanie staje się powoli nieuchronne. Pracuję w sądzie pracy i widzę codziennie, jak nasz system prawa pracy i ubezpieczeń społecznych (dosyć w gruncie rzeczy podobny do ogólnoeuropejskiego), jest przestarzały i nieadekwatny. Z jednej strony fikcyjne przepisy w rodzaju art. 22 Kodeksu pracy (pochodzącego w swych zasadniczych zrębach z 1974 r.), statuujące obowiązek zatrudniania na podstawie umowy o pracę, całkowicie i coraz powszechniej ignorowane. Z drugiej – skomplikowane i często zmieniane przepisy zasiłkowo – rentowo – emerytalne, po ludzku niesprawiedliwe w teorii i praktyce. Nadto należy nałożyć potężną „czapę” urzędowo (ZUS, MOPS-y etc.) – sądową, powołaną do obsługi tego interesu. Jest to oczywisty obłęd dla każdego kto się tym zajmuje i ma do swojego zajęcia odrobinę dystansu. Niestety myślenie takie jak Pańskie jest jeszcze zbyt nowe, aby mogło w najbliższym czasie być brane poważnie pod rozwagę, a szkoda. Niemniej jednak jestem przekonany, że idea ta w średnim okresie czasu, 10 – 20 lat przebije się do powszechnej świadomości i zyska szerszą akceptację. Zwłaszcza, iż problem z brakiem pracy, na tle nieuchronnych postępów automatyzacji będzie się tylko powiększał. Pozdrawiam.

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. Marek Suchoń
    Marek Suchoń 27 czerwca, 2011, 10:11

    Przyszła mi do głowy jeszcze jedna zaleta wprowadzenia powszechnego dochodu obywatelskiego nie wymieniona w rozmowie: szansa na zmniejszenie bezrobocia. Mając ten dochód nie każdy będzie chciał zatrudniać się w drugim miejscu pracy – w ten sposób pozostanie ono wolne dla kogoś innego.

    Odpowiedz na ten komentarz
  6. squash
    squash 19 stycznia, 2013, 14:57

    Szanowny Pan doktor jest logicznym i matematycznym idiotą. I nie chciałbym, żeby to brzmiało jak obraza, choć zapewne nią jest. Moją intencją jest jednak pokazanie stanu umysłu pana doktora i wszystkich, którzy taki pomysł popierają i w niego wierzą. W mojej opinii osoba, która ma tytuł doktora powinna trzymać jakiś minimalny poziom. Tutaj jednak mamy do czynienia z brakiem tego poziomu. Dobrze, że pan doktor dostrzega, że jednak istnieje jeden problem – finansowanie tego pomysłu. Pan doktor widzi też różne problemy obecnego świata. Ja dodam jeszcze jeden – większość ludzi nie maj pojęcia czym jest pieniądz. W uproszczeniu – pieniądz jest tylko kawałkiem blachy lub papieru zastępującym towary lub usługi. Wystarczy teraz do tego całego durnego wywodu zastąpić słowo pieniądz słowem towary lub usługi (nazwijmy je jako: dobra) i nagle dziecko z podstawówki rozumie, że ilość tych dóbr jest dostarczana na rynek w jakiejś ograniczonej ilości. Jeśli doprowadzi się do tego, że cześć z tych dóbr będzie rozdawana pomiędzy ludzi za sam fakt ich istnienia to natychmiast widzimy, że system po jakimś czasie zacznie się lawinowo zawalać. Coraz więcej ludzi będzie chciało, żyć na cudzy koszt, a ci którzy będą chcieli dostarczać te dobra na rynek będą się buntowali, że coraz więcej im się zabiera, żeby dostarczyć je innym. Efektem tego byłby powszechny deficyt dóbr z konsekwencją w postaci głodu i buntu. Być może wcześniej powstawałaby szara strefy. Ludzie pracowaliby dla siebie, żeby w ogóle przeżyć. Jeśli pan doktor, chciałby to powstrzymać musiałby ludzi z szarej strefy zamykać w więzieniach lub wprowadzić terror. Podobną historię widzieliśmy już filmie „Folwark zwierzęcy”. Warto obejrzeć. Moja córka, która chodzi obecnie do pierwszej klasy podstawówki powiedziała mi niedawno: „Tatusiu, gdybyś dawał mi codziennie po 1000 złotych to ja po roku oddałabym ci wszystko i bylibyśmy bogaci”. Pogłaskałem ją tylko po głowie i wytłumaczyłem jaki błąd popełnia w rozumowaniu. Nie wiem tylko czy pana doktora ma kto pogłaskać po głowie i wytłumaczyć mu jego mechanizm rozumowania. Takie marzenia może mieć każdy z nas. Któż nie chciałby np. umieć lewitować i pragnie tego mimo, że wie, że to jest niemożliwe w obecnej fizyce. Takie pomysły są dokładnie czymś takim. Tutaj jednak mamy do czynienia z kimś kto jest doktorem! Jak ktoś taki może głosić takie idee. Jeśli próbuje wkręcić ludzi dla, żartu to winszuję – dobry numer. Jeśli jednak mówi poważenie to rektor uczelni powinien go wyrzucić z hukiem. Dodatkowo doktora warto zdegradować do poziomu osoby, która nie ma nawet matury, żeby plecienie takich bzdur nie było firmowane przez tytuł doktorski.
    Dziękuję za uwagę.

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. Fenix
    Fenix 28 kwietnia, 2013, 12:15

    Zgadzam się co do ustanowienia dochodu podstawowego lecz nie obywatelskiego ,a CZŁOWIEKA. Bo co z emigrantami którzy nie posiadają obywatelstwa danego państwa . Czy będą poza nawiasem prawa ?To musi się stać globalnie .Prawem człowieka prawo do godnego życia .

    Odpowiedz na ten komentarz
  8. emmet
    emmet 29 kwietnia, 2013, 00:35

    Socjalizm w czystej postaci. Ilez to razy jeszcze spoleczenstwo musi to przerobic, zeby sie wreszcie nauczylo, ze odpowiedzia jest wolnosc, a nie skracanie lancucha.
    Wedlug pana Doktora, odpowiedzia na polityke socjalna jest zaostrzona polityka socjalna.

    „W każdym kraju, w każdym wielkim mieście istnieją najprawdziwsze ośrodki marksizmu – społeczności ludzkie, którym państwo zupełnie bezpłatnie gwarantuje mieszkanie, ogrzewanie, pomoc lekarską, wyżywienie, odzież oraz zatrudnienie. Członkowie tych społeczności, wprawdzie formalnie, ale są jednak równi – otrzymują jednakowe jedzenie, jednakowe ubranie, mają jednakowe warunki egzystencji.

    Gdzie można spotkać taką idyllę? W więzienaich.

    Tam życie zorganizowane jest tak, jak chciał Marks – nie istnieje własność prywatna, ludzie mają zabezpieczone wszystko, czego potrzebują do przetrwania, i gwarantuje im się pracę. Więzienie i obóz koncentracyjny to ideał, do którego dąży każde marksistowskie państwo.”
    Wiktor Suworow

    Odpowiedz na ten komentarz
  9. emmet
    emmet 29 kwietnia, 2013, 00:37

    Socjalizm w czystej postaci. Ilez to razy jeszcze spoleczenstwo musi to przerobic, zeby sie wreszcie nauczylo, ze odpowiedzia jest wolnosc, a nie skracanie lancucha.
    Wedlug pana Doktora, odpowiedzia na polityke socjalna jest zaostrzona polityka socjalna.

    „W każdym kraju, w każdym wielkim mieście istnieją najprawdziwsze ośrodki marksizmu – społeczności ludzkie, którym państwo zupełnie bezpłatnie gwarantuje mieszkanie, ogrzewanie, pomoc lekarską, wyżywienie, odzież oraz zatrudnienie. Członkowie tych społeczności, wprawdzie formalnie, ale są jednak równi – otrzymują jednakowe jedzenie, jednakowe ubranie, mają jednakowe warunki egzystencji.

    Gdzie można spotkać taką idyllę? W więzienaich.

    Tam życie zorganizowane jest tak, jak chciał Marks – nie istnieje własność prywatna, ludzie mają zabezpieczone wszystko, czego potrzebują do przetrwania, i gwarantuje im się pracę. Więzienie i obóz koncentracyjny to ideał, do którego dąży każde marksistowskie państwo.”
    Wiktor Suworow

    Odpowiedz na ten komentarz
  10. ktosiek
    ktosiek 22 października, 2013, 22:01

    Polska nie ratyfikowała Karty Praw Podstawowych

    Odpowiedz na ten komentarz
  11. Emerytka
    Emerytka 12 listopada, 2013, 08:21

    Pracowalam 30 lat zeby dostac 1000zl emerytury a sa tacy ktorzy nie skalali sie praca i też po tysiączku?
    A kto bedzie pracowal zeby taki fundusz się tworzył? no bo skądś te kwoty brac się muszą.
    Tradycyjne czy się robi czy się leży…….? jakie kryteria będą obowiązywać? czy żadne?

    Odpowiedz na ten komentarz
  12. W77
    W77 16 lutego, 2015, 22:00

    Nie lubię wdawać się w puste gadanie typu skąd wziąć itp. ponieważ wiem,że takie gadki głownie generują ludzie chciwi,którym zależy na niewolnictwie w Polsce. Pomysł jest genialny,zwłaszcza pod kątem wyzysku – opowiem krótko dlaczego tak myślę i nie zniechęcajcie się czytaniem,bo historia jest z życia wzięta. Pracowałem jako zaawansowany operator tokarek CNC,wytwarzaliśmy pewien detal dla pewnej marki,dokumentacja zarówno dla nas jak i dla klienta wyglądała tak samo z zewnątrz,dlatego doszło do pomyłki i w nasze ręce trafiła faktura.Wiecie co było dalej? – zobaczyliśmy prawdziwe zyski brutto pracodawcy – wiecie jak się kształtowały? – 250sz*15zł to daje na zmianę 3750zł brutto,a my,cóż byliśmy tylko wołami roboczymi i otrzymywaliśmy napiwek w wysokości aż 70 zł.
    Pytanie jest proste:ile dochodów obywatelskich należy mi się za to,choćbym tylko leżał na dupie i macie odpowiedź gdzie są te pieniądze,więc nie chrzańcie mi tu o demoralizacji,bo większą jest najniższa krajowa za pracę,na której jakiś złamas robi kokosy. Wie o tym większość pracujących . Niemcy funkcjonują tak od dawna – chodzi tylko o to by uczciwie pracując,uczciwie zarobić .Dziękuję za uwagę.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy