Czy służba zdrowia przeżyje rządy ministra Radziwiłła?

Czy służba zdrowia przeżyje rządy ministra Radziwiłła?

Dr Marek Balicki,
psychiatra, były minister zdrowia
Niektóre wprowadzane zmiany mogą tak przeorać system, że pogorszy się dostęp części pacjentów do opieki zdrowotnej, co będzie wymagało działań naprawczych. Powinniśmy wreszcie ustalić, ile, gdzie i jakich szpitali potrzeba, żeby ludzie czuli się bezpiecznie. Tego problemu nie rozwiązuje ustawa ministra Radziwiłła. Zamiast tego nakłada dodatkowe wymagania na istniejące placówki. W efekcie w niektórych miejscach szpitali i oddziałów będzie mniej, co grozi ograniczeniem dostępu do leczenia. Druga główna zmiana dotyczy finansowania szpitali: będą miały wyznaczany łączny budżet na dany rok, niezależny od liczby przyjętych pacjentów czy wykonanych procedur. Przejście z obecnego, mocno niedoskonałego systemu na zupełnie odwrotny może spowodować duży bałagan, dlatego bezpieczniej byłoby wprowadzić system mieszany. Podsumowując, ustawa nie rozwiąże żadnego z podstawowych problemów szpitali, a może być źródłem nowych.

Dr n. med. Piotr Krasucki,
emerytowany adiunkt Zakładu Zdrowia Publicznego WUM
Dopóki będą żyli pacjenci, służba zdrowia będzie istnieć. Jest jednak źle, a prawdopodobnie będzie jeszcze gorzej. Żadna dotychczasowa ekipa, łącznie z ekipami Ewy Kopacz i Zbigniewa Religi, którzy byli lekarzami, nie potrafiła zrozumieć, że dobre funkcjonowanie ochrony zdrowia musi być oparte na bardzo dobrym funkcjonowaniu lekarzy pierwszego kontaktu. Tymczasem utarło się, że jedynym prawdziwym lekarzem jest klinicysta, który stoi przy łóżku chorego, a jedyną prawdziwą medycyną – medycyna szpitalna. W rzeczywistości prawdziwą medycyną jest medycyna pierwszego kontaktu. Gdy sprawnie działa podstawowa opieka zdrowotna (POZ), w większości przypadków szpital jest niepotrzebny. Wszystkie dotychczasowe reformy rozbijały się o nieuwzględnianie priorytetu podstawowej opieki zdrowotnej i tak będzie tym razem.

Urszula Michalska,
przewodnicząca Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej
Minister Radziwiłł od początku wzbudzał kontrowersje, ale dostał od nas kredyt zaufania. Na razie jednak zamiast jakichkolwiek zmian na lepsze mamy jedno wielkie zamieszanie. Nie dostrzega się ani pracowników ochrony zdrowia, ani pracodawców. Trudno to wytrzymać, ale przeżyjemy te rządy, bo jesteśmy już uodpornieni na różne decyzje polityczne. Przyzwyczailiśmy się do rewolucyjnych zmian w lecznictwie. Od ściany do ściany: albo system w pełni budżetowy, albo ubezpieczeniowy itd. Największe konsekwencje ponoszą oczywiście pracownicy i pacjenci.

Elżbieta Zakrzewska,
dyrektor Samodzielnego Publicznego ZOZ w Mysłakowicach
Służba zdrowia przeżyje każdego ministra, ale należy się zastanowić, do czego doprowadzą rządy ministra Radziwiłła. Moim zdaniem do zmniejszenia dostępu do leczenia, zwłaszcza na terenach wiejskich. Tamtejsze samorządy z trudem utrzymują podstawową opiekę zdrowotną i mają ogromne problemy z przyciągnięciem specjalistów. Lekarz pierwszego kontaktu jest tam jednocześnie internistą, pediatrą i ginekologiem, a jeśli trzeba – także anestezjologiem czy chirurgiem. Jeżeli pieniądze zaczną trafiać głównie do jednostek POZ zatrudniających wielu specjalistów, lekarze pouciekają z prowincji. Po reformie malutkie ośrodki zdrowia, które w wielu gminach są jedynymi punktami ratunkowymi, po prostu przestaną istnieć.

Wydanie: 9/2017

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy