Odwrócenie ról

Odwrócenie ról

Portugalia, dawna potęga kolonialna, dziś jest kolonizowana przez angolskie inwestycje

Korespondencja z Lizbony

Lizbona staje się placem zabaw dla rosnącej klasy średniej w Angoli – pisał już dwa lata temu portal Politico, zwracając uwagę na ekspansję i coraz większe wpływy zamożnych Angolczyków w Portugalii. Nowa burżuazja z Angoli już od wielu lat przyjeżdża na zakupy do ekskluzywnych butików przy Avenida da Liberdade w centrum Lizbony. Właśnie tu zamożni Afrykańczycy z niegdysiejszej kolonii wydają mnóstwo pieniędzy na luksusowe ubrania, buty czy torebki. Coraz częściej w Portugalii osiedlają się angolscy nababowie, finansiści i inwestorzy, którzy wykupują udziały w bankach czy koncernach budowlanych, energetycznych i medialnych.

Angolczycy stali się również wiodącymi nabywcami prestiżowych nieruchomości, takich jak Estoril Sol Residence – wybudowany siedem lat temu w nadmorskiej miejscowości Cascais luksusowy kompleks mieszkaniowy. Ceny apartamentów zaczynają się tu od 1 mln euro i rosną do 5 mln. Od wielu lat Cascais było ulubionym miejscem bogatych i sławnych lizbończyków, do stolicy bowiem jest stąd zaledwie 25 km. Ostatnio do tej malowniczej miejscowości przybywa coraz więcej majętnych mieszkańców dawnej kolonii, którzy wykupują tamtejsze posiadłości. Estoril Sol Residence nazywany jest teraz budynkiem Angolczyków, bo wykupili w nim już ok. 30 apartamentów.

– Istnieją silne więzi emocjonalne między Portugalią a Angolą. Do wspólnego języka dochodzą jeszcze pokrewieństwo kulturowe oraz powiązania rodzinne i przyjacielskie – mówi Celso Filipe, portugalski dziennikarz i autor książki „Władza Angoli w Portugalii”. – Portugalia, która kiedyś była kolonizatorem, dziś jest kolonizowana przez angolskie inwestycje. Już od jakiegoś czasu czuć, że historyczne role się odwróciły.

Lekarstwo na kryzys

Relacje Portugalii i Angoli były szorstkie. W zamożnej i jednej z najważniejszych kolonii portugalskich mieszkało ok. 350 tys. białych osadników – największa biała populacja w Afryce Subsaharyjskiej, na całym kontynencie ustępująca tylko RPA. W 1974 r., po bezkrwawej rewolucji goździków, która obaliła dyktaturę Marcela Caetana, następcy Antónia Salazara, i zakończyła istnienie reżimu, nowy rząd w Lizbonie postanowił doprowadzić do niepodległości terytoriów kolonialnych. Jednakże niezależność Angoli rodziła się w bólach. Nowe państwo musiało się zmierzyć z wojną domową, w której walczyły ze sobą dwie partyzantki: lewicowy Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli (MPLA) i Narodowy Związek na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli (UNITA), mający poparcie USA i RPA. Wojna trwająca aż do 2002 r. pochłonęła 500 tys. ofiar cywilnych.

W stosunkach między Portugalią a Angolą długo panowała podejrzliwość. Jednak w latach 90. Lizbona zaakceptowała reżim wywodzącego się z MPLA prezydenta José Eduarda dos Santosa i uznała go za godnego zaufania rozmówcę i partnera gospodarczego. To był niezwykły zwrot dla tego kraju, zdominowanego przez Portugalię, która od wieków wykorzystywała jego zasoby naturalne. W ostatnich latach relacje Lizbony z Luandą stały się bliskie i intensywne.

Zamiana ról między dawną potęgą kolonialną a jej byłymi zamorskimi terytoriami trwała od wielu lat, ale nabrała tempa od roku 2008, kiedy dotknięta kryzysem gospodarczym Portugalia musiała wdrożyć program oszczędnościowy. Natomiast w Angoli tendencja była odwrotna – po zakończeniu wojny domowej rynki międzynarodowe i zagraniczni inwestorzy z wielkim zainteresowaniem spoglądali na to państwo. Dzięki zaangażowaniu Chin, a także za sprawą rosnącego wydobycia ropy, złota, diamentów i innych surowców naturalnych, kraj przeżywał bum gospodarczy. W latach 2002-2008 tempo wzrostu wynosiło ok. 15% PKB. Dziś Angola uchodzi za trzecią największą gospodarkę w Afryce. Lizbona zaś szukała nowych rynków dla swoich firm i sektora bankowego, które mocno ucierpiały na skutek kryzysu finansowego.

Nowi osadnicy

Właśnie w tym czasie angolski gigant naftowy Sonangol nabył akcje największego prywatnego banku w Portugalii, Millennium BCP. Następnie władze w Luandzie zaproponowały zmiażdżonej kryzysem Lizbonie pożyczki.

Wkrótce Angolczycy zaczęli uzyskiwać udziały w innych gałęziach gospodarki portugalskiej, m.in. w telekomunikacji (NOS, jedna z większych portugalskich firm, zajmująca się dostawami usług internetowych, dystrybucją filmów itd.), mediach (Global Media), budownictwie, przemyśle (Efacec), energetyce i przemyśle spożywczym. Wykupywali nawet gospodarstwa rolne, i to właściwie na całym terytorium Portugalii, od Douro, gdzie produkowane są słynne wina porto, aż do Algarve. Inwestowali w kluby piłkarskie (m.in. Sporting Lizbona), w czasach kryzysu utrzymywali luksusowe restauracje i sklepy detaliczne. Portugalskie media zaczęły się rozpisywać o „nowych osadnikach” i o rosnących wpływach Angoli w ich kraju.

Według danych Banku Portugalii w latach 2010-2014 angolskie inwestycje wzrosły z 645 mln do 1,53 mld euro. Angola jest dziś czwartym największym partnerem handlowym Portugalczyków, po Francji, Hiszpanii i Niemczech.

Jak twierdzi António Monteiro, były minister spraw zagranicznych Portugalii, a obecnie prezes zarządu banku Millennium BCP, te inwestycje pomogły przetrwać wielu portugalskim firmom, w tym jego bankowi. – To był inwestor bardzo mile widziany. W pewnych momentach był jedynym liczącym się w naszym kraju – przekonuje.

Oficjalnie główni inwestorzy pochodzący z tego afrykańskiego kraju są osobami prywatnymi. W rzeczywistości jednak w większości przypadków to ludzie związani z obecną władzą, a konkretnie z byłym już prezydentem José Eduardem dos Santosem, który władał krajem przez prawie cztery dekady (od 1978 r. aż do września 2017 r.).

Afrykańska księżniczka

Najbardziej wyrazistym symbolem obecności Angoli w Portugalii jest najstarsza córka byłego prezydenta, Isabel dos Santos. Według magazynu „Forbes” jej majątek szacuje się na ok. 3,5 mld dol. „Afrykańska księżniczka”, jak czasem nazywana jest przez portugalskie i anglojęzyczne media, mieszka na przemian w Luandzie, Lizbonie i Londynie. Bardzo lubi przebywać i fotografować się z gwiazdami Hollywood i europejskimi celebrytami, lecz jeśli prześledzimy jej konto na Twitterze, dowiemy się, że przede wszystkim uważa się za bizneswoman. O swoim instynkcie przedsiębiorcy mówiła w 2013 r. w wywiadzie dla brytyjskiego „Financial Timesa”, opowiadając, jak to już w wieku sześciu lat sprzedawała kurze jajka. Ostatnio natomiast przemawiała nawet w prestiżowej London School of Economics.
Jako najstarsze dziecko byłego prezydenta Isabel zyskała wiele udziałów w angolskich firmach związanych m.in. z branżą diamentową, telefonią komórkową i bankowością. Ma też duże udziały w firmach portugalskich: bankach, gigancie energetycznym Galp, firmie telekomunikacyjnej NOS i innych przedsiębiorstwach. Od roku jest również prezesem państwowej firmy naftowej Sonangol. Gdy dziennikarze „New York Timesa” próbowali się dowiedzieć, z jakich źródeł pochodzi jej majątek, Isabel dos Santos powiedziała, że na początku lat 90. zajmowała się małymi firmami dystrybucji napojów i logistycznymi, a także restauracją oraz firmą organizującą imprezy plenerowe. Marcolino Moco, były premier Angoli, nie ma jednak żadnych wątpliwości, że Isabel całe bogactwo zawdzięcza nie własnym talentom, ale ojcu, który panował prawie cztery dziesięciolecia w kraju obfitującym w ropę naftową. Według angolskich działaczy praw człowieka i niezależnych dziennikarzy José Eduardo dos Santos przez lata troszczył się głównie o to, by wszystkie koncesje na eksploatację diamentów i ropy naftowej trafiały do niego, jego rodziny, przyjaciół i osób zaufanych, m.in. byłych członków rządu i wojskowych.

Biznes w cieniu korupcji

Isabel jest przykładem nie tylko wpływów Angoli w Portugali, lecz także angolskiego nepotyzmu i korupcji. W grudniu 2015 r. organizacja Transparency International umieściła ją na liście 15 przypadków symbolizujących korupcję. Sama Angola ma opinię jednego z najbardziej skorumpowanych państw, a Luanda jest uważana za najdroższą stolicę świata. Jak wynika z raportu firmy konsultingowej Mercer, wynajem dwupokojowego mieszkania w Luandzie kosztuje miesięcznie 4 tys. dol., danie w restauracji – 20 dol., a markowe spodnie – ok. 150 dol. Dobra te są dostępne tylko obcokrajowcom i członkom partii rządzącej. Najniższa pensja w Angoli jest bowiem równowartością ok. 90 euro.

Władze byłej portugalskiej kolonii są bardzo wyczulone na wszelkie próby zaglądania im do kieszeni. Jeśli jakiś kraj próbuje przejrzeć inwestycje prowadzone przez to afrykańskie państwo, Angolczycy straszą, że przestaną mu sprzedawać ropę i będą handlować np. z Chinami. Tak było w 2012 r., gdy portugalska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie korupcji i prania brudnych pieniędzy przez angolskich inwestorów. Zarzuty postawiono m.in. wiceprezydentowi Angoli Manuelowi Vicentemu, byłemu prezesowi Sonangolu. Rząd w Luandzie nazwał działania Portugalii neokolonializmem, zemstą ze strony byłego patrona kolonialnego i zagroził zerwaniem kontaktów gospodarczych. Ówczesny minister spraw zagranicznych w centroprawicowym rządzie Portugalii, Rui Machete, szybko przeprosił Angolczyków za śledztwo. Smaczku sprawie dodaje fakt, że jego syn Miguel Machete jest partnerem biznesowym syna byłego prezydenta.

Obecny minister spraw zagranicznych Augusto Santos Silva zajął w kwestii śledztwa dotyczącego angolskich oligarchów odmienne stanowisko. Odkąd w 2015 r. władzę przejęli socjaliści, rząd nie próbuje blokować prokuratury ani sądów. W tym roku prokurator generalny ponownie wniósł przeciwko Vicentemu oskarżenie o korupcję i pranie brudnych pieniędzy za czasów, gdy był szefem Sonangolu. Vicente miał przekupić sędziego, aby ten umorzył śledztwo w sprawie jego transakcji w firmie naftowej.

Część analityków i portugalskich mediów zauważa, że Portugalia przestała przymykać oko na korupcję w angolskich elitach nie tylko ze względu na zmianę władzy. Wraz ze spadkiem cen ropy naftowej gospodarka Angoli w ostatnim czasie nieco spowolniła, a co za tym idzie, zmniejszyło się tempo angolskich inwestycji w Europie. Zbyt duże niejasności i afery korupcyjne zaczęły zaś być coraz bardziej uciążliwe dla Portugalczyków.

Nie oznacza to jednak nagłego pogorszenia relacji na linii Luanda-Lizbona. We wrześniu prezydent Portugalii Marcelo Rebelo de Sousa wziął udział w ceremonii inauguracji nowego prezydenta Angoli, João Lourenço. W przemówieniu podkreślał braterskie więzi między narodami i wyraził nadzieję na pogłębianie relacji gospodarczych.

Wydanie: 47/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy