Archiwum
Jemy coraz szybciej. Co znika z naszych talerzy?
Artykuł sponsorowany Śniadanie w biegu, obiad przy biurku, kolacja z dostawy pod drzwi. Tak wygląda coraz więcej dni i trudno się dziwić, bo tempo życia nie odpuszcza nikomu. Jemy szybciej, wygodniej i częściej z pudełka niż z własnego garnka. Na pierwszy
Wdrożenie ERP w przedsiębiorstwie – kluczowe etapy dla małych i średnich firm
Artykuł sponsorowany Jeśli podjąłeś decyzję o wdrożeniu nowego środowiska ERP, ważne jest staranne zaplanowanie całego procesu. Konieczna staje się analiza procesów biznesowych, szkolenia pracowników, a często wykroczenie poza standardowe funkcjonalności systemu. Jak
Jak wybrać prezent dla taty, żeby naprawdę go zaskoczyć?
Artykuł sponsorowany Na pytanie o prezent tata odpowiada, że wszystko już ma? To jeszcze nie znaczy, że trzeba sięgnąć po kolejny kubek z napisem. Dobry pomysł często kryje się w codziennych nawykach, wspomnieniach albo planach odkładanych na później. Podpowiadamy, jak go znaleźć.
Co się stanie, gdy nie uzupełnisz braku po zębie? Skutki zdrowotne i estetyczne
Artykuł sponsorowany Utrata pojedynczego zęba bywa traktowana pobłażliwie, zwłaszcza gdy ubytek znajduje się w bocznym odcinku łuku zębowego i nie widać go podczas uśmiechu. Wielu pacjentów wychodzi z założenia, że brak nieistotnej wizualnie „piątki” czy „szóstki” nie wpływa na codzienne
Montaż SMT a pełna automatyzacja – sposób na wysoką wydajność produkcji
Artykuł sponsorowany Współczesna produkcja urządzeń elektronicznych wymaga nie tylko precyzji, ale również szybkości, powtarzalności i sprawnej organizacji pracy. Rosnące zapotrzebowanie na układy elektroniczne sprawia, że wykonywanie wielu operacji ręcznie jest coraz mniej efektywne. Pełna automatyzacja pozwala
Czy historii da się sensownie uczyć?
Absolwent podstawówki może nie usłyszeć o Bierucie, Gierku i Jaruzelskim, ale musi poznać „Inkę” i „Janka Wiśniewskiego”
Wielki francuski historyk Fernand Braudel uważał, że historia „jako krytyczna refleksja nad przeszłością jest odpowiedzią na problemy, pytania i niepokoje dnia dzisiejszego”. Dlatego szczególną wagę przywiązywał do nauczania w szkole „tej najbardziej wymagającej, najnowszej i najbardziej interesującej spośród nauk o człowieku”. „Trzeba wzbudzić w młodych ludziach zainteresowanie i pomóc im zrozumieć świat, w którym przyjdzie im żyć i któremu przyjdzie im stawić czoło”, pisał w „Gramatyce cywilizacji” (Warszawa 2006, s. 9).
Czy taki sposób myślenia bliski jest ludziom kierującym polską edukacją? Można mieć co do tego wątpliwości – i dotyczy to wszystkich kolejnych ekip rządowych. Historia odgrywa bowiem w Polsce rolę szczególną, będąc nie tylko nauką (ten wymiar jest w zasadzie ograniczony do wąskich środowisk akademickich), ale przede wszystkim narzędziem oddziaływania elit politycznych i medialnych na ogół społeczeństwa. Stąd niewielkie zapotrzebowanie na historię jako rzetelną wiedzę o wydarzeniach i procesach z przeszłości, za to ogromne na propagandę historyczną, która ma służyć kształtowaniu obywateli i wyborców w duchu określonej ideologii (choć oczywiście nikt tego wprost nie mówi, a i samego słowa ideologia nikt nie używa, chyba że jako zarzutu wobec przeciwników).
Nic dziwnego, że szkolne nauczanie historii zawsze padało ofiarą propagandy historycznej, gdyż państwowy system oświaty stanowił i nadal stanowi ogromną pokusę dla polityków i ich ideologów. Tak było w czasach zaborów, gdy ze szkoły próbowano uczynić narzędzie rusyfikacji i germanizacji. Tak było w II RP, gdzie szkoła miała ukształtować obywateli lojalnych tyleż wobec niepodległego państwa, co wobec jego elity rządzącej, która tę niepodległość wywalczyła. Tak było oczywiście również w Polsce Ludowej, bo choć stopień ideologizacji edukacji historycznej słabł wówczas z każdą dekadą, nie ulegało wątpliwości, że właśnie historia miała być uzasadnieniem istnienia tego państwa, jego ustroju i położenia geopolitycznego.
Natomiast po roku 1989 nastąpił po części powrót do przedwojennej propagandy historycznej, a po części odreagowanie schematów PRL-owskich poprzez ich proste, czasem wręcz prostackie, odwrócenie: klerykalizm w miejsce antyklerykalizmu, antykomunizm w miejsce „rewolucyjnych tradycji”, antysowietyzm w miejsce „przyjaźni ze Związkiem Radzieckim”. Przy czym im większy wpływ na oblicze III RP zdobywała prawica, tym bardziej było to widać w szkolnych programach i podręcznikach.
Skrajnym tego przykładem stał się wprowadzony pod koniec rządów PiS nowy przedmiot dla szkół średnich, o nazwie historia i teraźniejszość, do którego kwintesencję prawicowej wizji świata i jego dziejów stanowił podręcznik prof. Wojciecha Roszkowskiego. Słuszne oburzenie na to „dzieło” nie powinno jednak przysłaniać faktu, że ten sam prof. Roszkowski w pierwszej dekadzie III RP był czołowym autorem podręczników do historii zatwierdzanych przez kolejne ekipy – nawet niemające nic wspólnego z prawicą – które kierowały resortem edukacji. Współautorką tych podręczników była zresztą wiceminister Anna Radziwiłł, politycznie związana z Unią Wolności.
Kompas 26
A ponieważ polska prawica jest coraz radykalniejsza, to i jej stosunek do historii się zradykalizował, w czym największy udział ma oczywiście Instytut Pamięci Narodowej, a obecnie także wywodzący się z IPN lokator Pałacu Prezydenckiego. Pod prostacką wizją historii, jaką publicznie głosi dr Nawrocki, żaden szanujący się uczony by się nie podpisał, a jednak to właśnie Nawrocki i jego byli podwładni z IPN mają największy wpływ na kształtowanie świadomości historycznej nie tylko młodych pokoleń.
W tej sytuacji wprowadzenie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nowej podstawy programowej z historii wydaje się zadaniem mocno ryzykownym. Oczywiście „Reforma26. Kompas Jutra” obejmuje wszystkie przedmioty szkolne, więc nie tylko historia będzie budziła emocje przeciwników obecnego rządu. Wielkie rozgorączkowanie wywołuje choćby nowy przedmiot – edukacja zdrowotna. Nie miejmy jednak złudzeń, nowa podstawa programowa z historii też stanie się narzędziem walki politycznej, choć może jeszcze nie teraz.
Od 1 września br. weszły bowiem zmiany w klasie IV szkoły podstawowej – czyli tej, w której zaczyna się edukacja historyczna – natomiast 1 września 2027 r. nowe podstawy programowe wejdą w pierwszych klasach szkół ponadpodstawowych. I to wtedy należy się spodziewać głównego ataku na „Reformę26”, tym bardziej że będzie to najgorętszy okres kampanii wyborczej i żadna z prawicowych partii nie zmarnuje okazji, by uderzyć w „antypolską” politykę „lewackiej” ministry Barbary Nowackiej w „niemieckim rządzie Tuska”.
To zaś oznacza, że na żadną sensowną dyskusję na temat edukacji historycznej w Polsce nie ma co liczyć. A szkoda, bo dyskusja taka bardzo by się przydała – i to z udziałem prawdziwych fachowców, a nie krzykliwych polityków i rozgorączkowanych ideologów. Na szczęście jednak głos takich fachowców jakoś dochodzi do resortu edukacji, gdyż „Reforma26. Kompas Jutra” w zakresie historii idzie w kierunku, na jaki dotąd nie było szans. W oficjalnym dokumencie ministerialnym wymienione są postulaty nauczycieli – uzyskane w ramach konsultacji społecznych – które „starano się uwzględnić w nowej podstawie”:
- ograniczenie wymaganych treści, tak by realizacja głównych zapisów podstawy programowej stała się wykonalna;
- odejście od encyklopedyzmu – przesunięcie akcentów z pamięciowego opanowywania materiału w stronę rozwijania umiejętności historycznych (analizy i interpretacji, krytycznego myślenia);
- poszerzenie autonomii
Jak Duce uwiódł Włochy
Artykuły Mussoliniego zwiastowały politykę prowadzoną za pomocą tweetów
Populizm jest terminem niejasnym i ogólnikowym, często używanym nieprecyzyjnie, czasem wręcz mylnie. To wyraz amulet, po który się sięga za każdym razem w obliczu rzeczywistości niepokojącej, nieuchwytnej i groźnej, jakby służył do lingwistycznych egzorcyzmów. Obnosimy go wszędzie tak samo, jak niegdyś nosiło się w procesjach figury świętych patronów, by zażegnać kataklizm lub głód, podczas gdy należałoby posługiwać się nim ostrożnie i oszczędnie.
Jeśli o mnie chodzi, to starając się od wielu lat zrozumieć fenomen Mussoliniego i patrząc na niego z punktu widzenia pisarza XXI w., dysponując zatem podwójnym obrazem, jakbym miał dwuogniskowe soczewki i widział jednocześnie przeszłość i teraźniejszość, dostrzegłem w nim cechy charakterystyczne dla politycznej fizjonomii populizmu, zwłaszcza w sposobie sprawowania przywództwa. Właściwie bardziej niż „cechy” są to reguły, normy działania. Zidentyfikowałem procedury i techniki polityczne, które 100 lat temu pozwoliły przywódcy faszyzmu uwieść Italię po tym, jak ją zgwałcił (albo nawet równocześnie), posługując się swymi paramilitarnymi bojówkami.
Personalizacja autorytarna
„Ja jestem narodem”. To pierwsza reguła populizmu Mussoliniego. Mussolini populista – i po nim wszyscy inni populistyczni przywódcy aż do naszych dni – zaczyna się od tego stwierdzenia. Jest aroganckie, pretensjonalne i nielogiczne, ale Duce na nim nie poprzestaje. Nie przejmując się tym, że popada w logiczno-gramatyczną sprzeczność, formułuje także stwierdzenie odwrotne: „Naród jest mną”. O ile w pierwszej konstatacji zapędza się w przesadzoną synekdochę, o tyle w drugiej, redukując wielość do pojedynczej figury charyzmatycznego lidera, dokonuje zabiegu jeszcze bardziej niebezpiecznego. Termin „populista” jest jednym z tych wyrazów, które same w sobie wyjaśniają wszystko. Wszystko i nic. Utożsamienie jednostki ze zbiorowością jest tym samym co zredukowanie „wszystkiego” do „prawie niczego” pojedynczego bytu. Ja jestem narodem, naród jest mną. Zachłanne „ja” populisty poprzedza każdą myśl, argumentację czy każdy program, nadaje silne personalistyczne piętno wszystkim propozycjom politycznym.
W przypadku Benita Mussoliniego wejście do polityki tego „wszechżernego ja” zapowiedziała rewolucja w jego języku dziennikarskim. Widać ją w jego artykułach prasowych – błyskotliwych i skutecznych, na swój sposób doskonałych, które miały niewiele wspólnego z ówczesnym stylem dziennikarskim, zwłaszcza zaś z dominującymi na początku XX w. tekstami pozostającymi jeszcze pod wpływem XIX-wiecznej kultury literackiej. Benito Mussolini nigdy nie zapomniał, że zaczynał jako dziennikarz (przez 20 lat swojej dyktatury zachował prawo własności i – za pośrednictwem osób trzecich – kierownictwo założonej przez siebie gazety). Nam też nie wolno o tym zapominać.
Agitator z Predappio zadebiutował w życiu publicznym jako dziennikarz. Zanim założył „Il Popolo d’Italia”, wezwano go w 1912 r. z prowincji do Mediolanu, do kierowania organem prasowym socjalistów, dziennikiem „Avanti!”, tym samym, którego siedzibę w kwietniu 1919 r. pierwsi faszyści, zdemobilizowani ardyci, doszczętnie zdemolowali i podpalili.
Przyszły Duce zasłużył sobie na powierzenie mu tej funkcji sensacyjnym wystąpieniem na krajowym kongresie socjalistycznym w Reggio Emilia, gdzie brutalnie zaatakował paru sędziwych przedstawicieli umiarkowanego skrzydła partii za to, że złożyli wizytę rannemu w zamachu królowi. Zmusił ich publicznie do przyznania się do sprzeczności, obrażał ich, a nawet znieważał. Wpadł w ekstazę retoryczną i podkreślał jeszcze ten swój stan przesadną gestykulacją. Wrzeszczał i złorzeczył, walił pięściami w trybunę i przeklinał. Publiczność się podzieliła. Niektórzy uznali go za szaleńca (…). Inni widzieli w nim przyszłość (…).
Tak czy owak, Mussoliniego powołano do kierowania gazetą socjalistów. I z pewnością nie było przypadkiem, że siedem lat później pierwszym znaczącym aktem przemocy faszystowskich squadrystów zjednoczonych z nacjonalistami, ardytami i futurystami, przy biernym
Fragmenty książki Antonia Scuratiego Faszyzm i populizm. Mussolini dzisiaj, przeł. Alina Pawłowska-Zampino, Post Factum/Sonia Draga, Katowice 2025
Liberalna Francja chroni swoich urzędników
Korespondencja z Francji
Przez prawie 10 lat urzędnik wysokiego szczebla z ministerstwa kultury wykorzystywał rozmowy rekrutacyjne, by fotografować kobiety bez ich wiedzy. Podczas spotkań podawał im środki moczopędne, a następnie doprowadzał do sytuacji, w których musiały oddawać mocz w jego obecności. Swoje eksperymenty skrupulatnie dokumentował. Według śledczych liczba jego ofiar sięgnęła 250. Teraz pokrzywdzone kobiety domagają się ukarania państwa za to, że przez lata pozostawało bezczynne w sprawie jego zachowań.
Oskarżenie
W komunikacie opublikowanym na początku roku Laure Beccuau, prokurator przy sądzie w Paryżu, wyjaśniła, że śledztwo rozpoczęło się 19 czerwca 2018 r. pod nadzorem prokuratury w Metzu. Było ono następstwem zawiadomienia o naruszeniu prywatności, po tym jak Christian Nègre, zastępca dyrektora regionalnego ds. kultury regionu Grand Est, został przyłapany na robieniu swojej rozmówczyni zdjęcia spod stołu.
15 czerwca 2018 r. urzędnik został zawieszony w obowiązkach.
W toku śledztwa po analizie jego sprzętu komputerowego odnaleziono tabelę zawierającą informacje o 181 spotkaniach z kobietami, fotografowanymi przez niego w sytuacjach fizycznego cierpienia. Ustalono, że podczas spotkań podawał im w kawie lub w herbacie środki moczopędne i czekał, aż zmuszone silną potrzebą fizjologiczną poproszą go o możliwość skorzystania z toalety.
Zarzuty postawiono 24 października 2019 r., a dodatkowe – w 2023 r. Dotyczyły podawania szkodliwych substancji, stosowania przemocy przez osobę wykonującą zadania służby publicznej, naruszenia prywatności oraz napaści na tle seksualnym. Czyny te popełnione zostały pomiędzy rokiem 2009 a 2018. 5 grudnia 2018 r. prokuratura w Metzu przekazała sprawę prokuraturze w Paryżu.
„Do tej pory spośród 248 zidentyfikowanych ofiar co najmniej 180 osób przystąpiło już do sprawy w charakterze oskarżycieli posiłkowych. We współpracy ze stowarzyszeniami France Victimes i Paris Aide aux Victimes wdrożono system EVVI (system oceny potrzeb ofiar), aby zbadać wpływ tych wydarzeń na każdą z poszkodowanych osób, udostępnić im dostosowane do ich potrzeb informacje oraz, w razie potrzeby, skierować do odpowiedniej opieki”, wskazywała w komunikacie prokuratura. Zwróciła się do każdej z dotąd jeszcze nieprzesłuchanych ofiar, aby jak najszybciej się zgłosiły i, jeśli mogą, wystąpiły o status oskarżyciela posiłkowego. Zakończenie całego postępowania przygotowawczego przewidywane jest na koniec tego roku.
Głos ofiar
„Zaczęłam odczuwać silny ból w podbrzuszu, w pęcherzu, miałam wszystkie objawy omdlenia wazowagalnego, czyli zimne poty, kołatanie serca, zaburzenia widzenia. I silną potrzebę oddania moczu, jakiej nigdy wcześniej nie odczuwałam”, mówiła 5 lutego br. na antenie France Inter Alizée, jedna z ofiar. Napaści doświadczyła w 2011 r. Była stażystką w ministerstwie kultury, kiedy Nègre zaproponował jej herbatę i rozmowę podsumowującą jej pracę. Po ok. 40 minutach Alizée źle się poczuła. Nègre zaproponował, że odprowadzi ją do najbliższej toalety. Po czym wszedł z nią do środka, by słuchać, jak oddaje mocz. Kobieta wyszła stamtąd bardzo zawstydzona i całkowicie rozbita. Ani przez moment nie pomyślała jednak, że ktoś mógł dodać czegoś do jej herbaty – czytamy z kolei w artykule zamieszczonym w serwisie France Info.
W 2018 r. Alizée natrafiła na artykuł
Obrońca Librusa
Zaskoczymy was. Coraz częściej z Nawrockim jest jak z kurą. Kurą, która grzebie. A jak grzebie, to coś zostanie wygrzebane. Tygodnik „Nie” sprawdził, co mogło kierować Nawrockim, gdy kompletnie bez sensu zawetował ustawę umożliwiającą pilotaż państwowego bezpłatnego e-dziennika. Kto na tym wecie zarobił? Ten ktoś to PCG Polska, która jest częścią Public Consulting Group z Bostonu. Czyli właściciele Librusa. Tego samego, z którego korzystają miliony polskich uczniów, rodziców i nauczycieli. Oczywiście nie za darmo. Czy przyjaźń Nawrockiego z Amerykanami musi nas tyle kosztować?
Szejk z Pcimia i przekręt stulecia
Daniel Obajtek, kradzież 1,5 mld zł i łaskawość prokuratora
„Cały świat o tym czyta. Wstyd na cały świat”, ubolewał premier Donald Tusk, komentując artykuł w „Financial Timesie”. Brytyjski dziennik, którego czytelnikami są światowi przywódcy polityczni i elity biznesowe, napisał o aferze spółki córki Orlenu – Orlen Trading Switzerland (OTS), odsłaniając nieznane dotychczas kulisy. Dziennikarze dotarli m.in. do akt z postępowania przed sądem arbitrażowym w Dubaju, gdzie Orlen próbował odzyskać utracone pieniądze. Chodzi o gigantyczną kwotę ponad 1,5 mld zł.
Wysokie ryzyko defraudacji
Latem 2022 r. w mieście Baar w szwajcarskim kantonie Zug, ulubionym raju podatkowym nafciarzy z Rosji, zarejestrowana została spółka Orlen Trading Switzerland. Daniel Obajtek stworzył ją rzekomo po to, aby kupować po konkurencyjnych cenach paliwa na rynkach światowych. Tyle że Orlen miał już w strukturze wyspecjalizowany dział zakupów paliw. I jak proroczo ostrzegały wewnętrzne służby bezpieczeństwa Orlenu – Biuro Kontroli i Bezpieczeństwa, specjalna komórka powołana do strzeżenia kluczowych interesów koncernu – w notatce rozesłanej do najważniejszych osób w spółce i państwie, nie można było wykluczyć, „że projekt ma na celu wyprowadzenie środków z PKN Orlen, a tym samym istnieje wysokie ryzyko defraudacji”.
Jednak premier Mateusz Morawiecki ani odpowiadający za służby specjalne Mariusz Kamiński nie zareagowali. A przecież doskonale wiedzieli, kim jest Obajtek i jak trafił na stołek prezesa Orlenu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że gdy PiS doszło do władzy, ten „niezwykły człowiek” – jak mówił o nim Jarosław Kaczyński – był wójtem Pcimia i zasiadał na ławie oskarżonych w procesie grupy przestępczej gangstera o pseudonimie „Prezes”. Obajtek miał wyłudzić z firmy swoich wujów 1,4 mln zł i podzielić się pieniędzmi z zaprzyjaźnionymi gangsterami, a także przyjąć 50 tys. zł łapówki od „Prezesa” w związku z ustawieniem gminnego przetargu, za co groziło mu nawet 10 lat więzienia.
Prezes PiS postanowił za wszelką cenę ratować Obajtka. W tym celu… zmieniono Kodeks postępowania karnego, tak by prokurator mógł z sądu wycofać akt oskarżenia wobec Obajtka, a potem umorzyć śledztwo. Operacja ta została zainicjowana w Ministerstwie Sprawiedliwości, przeprowadzona przez parlament, a nowe prawo zatwierdził prezydenckim podpisem Andrzej Duda. Czyli aby ratować jednego gościa przed więzieniem, obóz władzy zmienił prawo.
Szemrane towarzystwo
Wróćmy jednak do Orlenu i OTS. Na czele spółki córki stanął Samer A., obywatel Polski urodzony w palestyńskiej rodzinie w Libanie. Zdaniem „Financial Timesa” mężczyzna był członkiem Organizacji Wyzwolenia Palestyny w Tunisie, a potem studiował w Polsce. Natomiast według ustaleń Biura Kontroli i Bezpieczeństwa PKN Orlen Samer A. miał utrzymywać kontakty z terrorystyczną i finansowaną przez Iran organizacją Hezbollah, a także był zamieszany w nielegalny handel ropą pochodzącą z tego kraju. Jakby tego było mało, kiedy Samer A. trafił do Orlenu, jego nazwisko przewijało się w śledztwie bydgoskiej prokuratury w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT, o czym za moment.
Zastępcą Samera A. w OTS został Marcin O., menedżer związany ze spółkami PGNiG i według służb bezpieczeństwa Orlenu zamieszany „w afery korupcyjne i piramidy finansowe badane przez CBA”.
W 2023 r. Samer A. spotkał się z 25-letnim Kam Ho „Alexem” Tse, szefem dopiero co zarejestrowanej w Dubaju spółki Hannon International. Prezes OTS zwrócił się do młodego Chińczyka o pomoc w zdobyciu ropy naftowej z Wenezueli. Panowie poznali się kilka miesięcy wcześniej na wyścigach Formuły 1. Według relacji „FT” Tse stanowczo nalegał na rozliczenie transakcji w kryptowalucie, a nawet zasugerował pośrednictwo w rozliczeniach. Choć wydawało się to szalone, Samer A. przystał na te warunki i pod koniec listopada 2023 r. szwajcarska spółka Orlenu zawarła z firmą Chińczyka kontrakt na zakup ok. 6 mln baryłek wenezuelskiej ropy za 345 mln dol. Zaledwie kilka dni po podpisaniu umowy OTS przelał spółce Hannon 230 mln dol. zaliczki (sic!).
Problem w tym, że Kam Ho „Alex” Tse nie miał pojęcia o handlu ropą. O pomoc w realizacji zlecenia dla spółki Orlenu poprosił pośrednika, 46-letniego Włocha o nazwisku Vitonicola Mariano. Mężczyzna ten zajmował się mydłem i powidłem: działał w branży gastronomicznej, potem








