W 28. numerze „Przeglądu” polecamy

W 28. numerze „Przeglądu” polecamy

TEMAT Z OKŁADKI
Listy z Wołynia
Pisanie o ludobójstwie, jakiego doświadczyli Polacy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, jest jak bicie głową w mur. Mur wypełniony niewiedzą, obojętnością i świadomie fałszowaną historią. Ale też, co jeszcze gorsze, hipokryzją, obłudą i głupotą polityków. Dziś mordercy z OUN i UPA, z Banderą i Szuchewyczem na czele, stali się na Ukrainie narodowymi bohaterami. A o Polakach, którzy przeżyli tam piekło, zapomina się. Jak o młodym małżeństwie polsko-ukraińskim, w którym żona nie chciała zabić męża. Kiedy nadeszła czarna godzina dla wsi Franka i Ołeny, wystraszeni ludzie biegali jedni do drugich, naradzając się, co robić. Domy ukraińskie nagle odgrodziły się od polskich zamkniętymi furtkami i głuchym milczeniem, jakby jakaś zaraza zapanowała. Franek i Ołena wykopali w ziemi kryjówkę. Oprawcy z ukraińskiej sotni znaleźli ich i tam. Ołena patrzyła, jak z Franka pasami zdzierali skórę, by ostatecznie odebrać mu życie, wbijając gwóźdź w czaszkę. Strzał w głowę był wybawieniem.

WYWIAD
Nie będzie baz, będzie rotacja
– Najważniejsze decyzje szczytu w Warszawie, wynegocjowane zresztą dużo wcześniej, to sprawy już powszechnie znane, jak ustalenie tzw. stałej rotacyjnej obecności sił NATO na wschodniej flance – podkreśla dr hab. Jerzy Maria Nowak, były ambasador przy NATO. Oznacza to obecność Sojuszu na flance wschodniej bez irytowania Rosji. – Będzie to jedna brygada, podzielona na cztery części. Stałych baz, o które walczył obecny rząd, nie będzie. Dodatkowe siły na wschodniej flance nie naruszają porozumień z Rosją z 1997 r. i 2002 r. A jakie znaczenie ma ich stacjonowanie? Pół symboliczne, pół rzeczywiste – to sygnał, że tu jest NATO, nasze terytorium. To oznacza, że trochę modyfikuje się w praktyce podejście do stosowania art. 5 traktatu. Ten artykuł denerwuje państwa takie jak Polska jednym zapisem – że w razie ataku każdy sojusznik podejmuje działania, „które uzna za konieczne”. Teoretycznie może więc ograniczyć się do deklaracji. Teraz będzie gwarancja nie tylko słowna, ale i siły, jeszcze na początkowym etapie. Równolegle będzie prowadzony dialog z Rosją. Nie zależy nam na wygranej wojnie z Rosją, bo zanim byśmy ją wygrali, z Polski niewiele by się ostało – podkreśla ambasador.

Lewica jako większe dobro
W Polsce od lat brakowało autentycznej, socjalnej lewicy. Dlatego powstało Razem – podkreśla Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, członkini zarządu krajowego partii Razem. – Chodziło o wypełnienie tej luki, o stworzenie partii, która nie tylko nie wstydzi się ludzi, ale przede wszystkim reprezentuje tych, których prawa są notorycznie łamane lub którzy przez lata byli pozbawieni bezpieczeństwa socjalnego, wspiera ich i pomaga im się samoorganizować. Lewica ma dziś trudne zadanie: przekonać ludzi, których realne potrzeby i prawa latami były marginalizowane, a teraz zostały dostrzeżone, że wybór między bezpieczeństwem socjalnym a prawami obywatelskimi i wolnością jest z gruntu fałszywy. Można mieć i jedno, i drugie. Na tym właśnie polega prawdziwa, godna tego miana demokracja.

KRAJ
Kto będzie się przejmował Redzikowem
Mieszkańcy podsłupskiego Redzikowa nie są zadowoleni z umieszczenia w ich miejscowości amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Są przekonani, że tarcza ma służyć obronie Amerykanów, a na nich może ściągnąć niebezpieczeństwo. Były protesty mieszkańców, występują w tej sprawie samorządowcy, ale nikt nie słucha głosów niezadowolenia. A wojskowa inwestycja jest dla regionu wyraźnie niekorzystna. Po pierwsze, ogranicza plany zagospodarowania przestrzennego. Po drugie, biznes z takich miejsc ucieka, bo baza jest jak elektrownia jądrowa w pobliżu. Tyle że elektrownie przynoszą wpływy z podatków czy pracę dla ludzi, a tarcza nic. Ma to być baza zamknięta, amerykańscy żołnierze nawet zakupów nie będą robić na miejscu. Region słupski z powodu umieszczenia w Redzikowie tarczy straci prawie 3 mld zł w ciągu 25 lat. Amerykańska instalacja ma zaś przynieść w tym okresie 900 mln zł korzyści.

Z pańskiej woli
W pobliżu mazurskiego jeziora Orzysz, we wsi Pańska Wola, ma powstać ferma świń. Mieszkańcy są przeciw, a wójt uważa, że to dobre miejsce na taką inwestycję. Chlewnię zaplanowano na ponad 15 tys. zwierząt. Hodowla tylu świń w czteromiesięcznych cyklach spowoduje zasmrodzenie całej okolicy, zwłaszcza wylewana na pola gnojowica. Mieszanina zwierzęcych odchodów i wody spłynie z pagórkowatych pól do rowów melioracyjnych, stamtąd do jeziora Orzysz, a potem do całego systemu jezior mazurskich, w tym do Śniardw. Mieszkańcy są bezsilni wobec działań zamożnego inwestora, mającego przychylność nawet regionalnej dyrekcji ochrony środowiska, która wydała pozytywną dla niego opinię, choć zupełnie inaczej ocenia fermę specjalista uniwersytecki.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 28/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy