Intryga tej trzeciej

Intryga tej trzeciej

Kolejne dowody dotyczyły kondycji fizycznej i umysłowej Jana W. – Tata do ostatniej chwili życia był aktywny – twierdził Jacek W. – prowadził samochód, z racji działalności społecznej przygotowywał dokumenty, składał podpisy na przelewach bankowych, polisie ubezpieczeniowej. Proszę zapytać jego lekarza rodzinnego, dr. Piotra U., czy uskarżał się na niedowład prawej ręki. Prawdą jest, że trzy lata wcześniej przeszedł udar, ale na szczęście lekki, bez trwałych śladów.

Jackowi W. trudno było uwierzyć, że ojciec, aby spisać testament, szukał odległej gminy, skoro niemal za płotem miał starostwo w Nowym Dworze Mazowieckim i znajomego starostę. Jeśli już koniecznie chciał ominąć notariusza (co wydaje się nieprawdopodobne, bo gdy dzielił się rodzinnym majątkiem z siostrą, załatwił wszystko przez rejenta), zrobiłby to w swoim mieście.

Jacek W. poinformował prokuraturę, że jakkolwiek jego stosunki z ojcem były chłodne (co było konsekwencją rozwodu rodziców, a następnie braku zainteresowania Jana W. życiem dorosłego syna), wielokrotnie był zapewniany, że jest jedynym spadkobiercą rodzinnej posiadłości.

Kiedy prokuratura rejonowa wszczęła śledztwo, Jacek W. zaczął zbierać kolejne dowody popełnienia oszustwa. Nie wierząc w bezwładną rękę ojca (czy ktoś, kto nie ma czucia w dłoni, może uruchamiać silnik kosiarki?), dotarł do lekarza pierwszego kontaktu, aby uzyskać więcej informacji na temat stanu pacjenta po udarze. Doktora informacja o chorej ręce zaskoczyła, ale Jan W. rzadko pokazywał się w przychodni, należało zajrzeć do dokumentacji. Kiedy jednak w archiwum odszukał teczkę Jana W., znalazł tam zastrzeżenie złożone przed pielęgniarką środowiskową Elżbietą Sz.: chory nie zgadzał się na udostępnianie komukolwiek jego dokumentacji medycznej. Jedyną upoważnioną osobą była „ukochana Ewunia J.-K.”.

W tej sytuacji Jacek W. poprosił prokuraturę o zabezpieczenie w aptece recept wykupywanych przez ojca. Ewa J.-K. powiedziała lekarzowi z pogotowia, który wypisał akt zgonu, że jej mąż (przedstawiła się jako żona) cierpiał z powodu licznych dolegliwości. Tymczasem neurolog, który badał Jana W. w związku z przebytym udarem, nie potwierdzał takiego stanu pacjenta. Przepisywane leki miały jedynie wzmocnić organizm człowieka po siedemdziesiątce.
W karcie pacjenta nie było też wpisu, że pielęgniarka środowiskowa do końca życia Jana W. przychodziła do jego domu robić mu zastrzyki. Elżbieta Sz. ostatni raz widziała Jana W. 10 marca 2009 r.

Była jeszcze jedna sprawa do wyjaśnienia – sprzedaż samochodu. Syn Jana W. twierdził, że pojazd został wyprowadzony z posesji po śmierci ojca, a był w to zaangażowany Zbigniew J. Ewa J.-K. przerobiła datę na dokumencie sprzedaży, tak aby wyglądało, że do transakcji doszło jeszcze za życia właściciela opla.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 52/2015

Kategorie: Reportaż

Komentarze

  1. Damian
    Damian 5 stycznia, 2016, 03:52

    Przeczytajcie artykul Maxa Kolonko o zamachach we Francji oraz ludziach, ktorzy steruja ISIS. To szokujace, ze ludzie potrafia zabic wlasnych rodakow dla wladzy i pieniedzy… http://www.bookstar.pl/8091

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy