Prawybory czas zacząć

Prawybory czas zacząć

W tej ostatniej kwestii identyczne poglądy głosi Ted Cruz, drugi najpoważniejszy kandydat do republikańskiej nominacji. Cruz to nie tylko przeciwnik ograniczeń w dostępie do broni palnej, ale również osobisty wróg Obamacare – walka z reformą systemu opieki zdrowotnej jest jego priorytetem. Zapowiada on cofnięcie „każdego słowa” Obamacare i zastąpienie jej kontami oszczędnościowymi, na których każdy będzie mógł odkładać pieniądze, w tym na leczenie i opłacanie studiów dzieci. Oszczędnościom ma sprzyjać zwiększenie zarobków, co będzie możliwe dzięki wprowadzeniu podatku liniowego dla osób fizycznych (10%), niewielkiemu zwiększeniu kwoty wolnej od podatku, obniżeniu podatku dla przedsiębiorstw i skasowaniu większości podatków, np. podatku spadkowego czy składek na ubezpieczenie zdrowotne. Cruz także zapowiedział także deportacje nielegalnych imigrantów, ściślejsze odgrodzenie się od południowych sąsiadów i wstrzymanie legalnej imigracji, „dopóki bezrobocie w USA utrzymuje się na nieakceptowalnie wysokim poziomie” (obecnie stopa bezrobocia wynosi ok. 5%). Senator z Teksasu deklaruje bezwzględną walkę z małżeństwami jednopłciowymi i z nadmiernie rozbudowaną administracją federalną – zamierza np. zlikwidować Departament Edukacji i IRS (skarbówkę).

Na zasadzie kontrastu z Trumpem i Cruzem Marco Rubio usiłuje się prezentować jako kandydat rozsądny, którego mogą zaakceptować również wyborcy środka. Jednak w poglądach na dostęp do broni, pragnieniu odwołania Obamacare („katastrofa niszcząca miejsca pracy”) czy dążeniu do zmniejszenia aktywności rządu federalnego nie różni się od nich. Rubio też jest przeciwnikiem małżeństw jednopłciowych, poza tym nie wierzy w to, że człowiek wywiera wpływ na zmianę klimatu, i chce ograniczenia nielegalnej imigracji, nim dojdzie do jakiejkolwiek reformy polityki imigracyjnej. W jego opinii najlepszym sposobem na pobudzenie amerykańskiej gospodarki mają być cięcia stawek podatkowych.

Od republikańskiego konsensusu odchodzi nieco Chris Christie, chociaż i on jest przeciwnikiem małżeństw jednopłciowych i ograniczania dostępu do broni palnej, a Obamacare to w jego opinii „pomyłka”. Jak trzej pozostali kandydaci nawołuje do cięć w stawkach podatkowych, ale nie jest tak radykalny jak Ted Cruz. Postuluje za to reformę systemu edukacji, a także rozbudowę mechanizmów wsparcia dla najbiedniejszych studentów. Zdecydowanie sprzeciwia się otwieraniu USA na uchodźców z Bliskiego Wschodu. Uważa, że wszyscy imigranci powinni nosić urządzenia umożliwiające ustalenie ich miejsca pobytu, aby można było ich szybko deportować, gdyby wygasła ich wiza. Zmniejszeniu liczby nielegalnych imigrantów ma sprzyjać uszczelnienie granicy z Meksykiem i kontrolowanie przedsiębiorstw pod kątem legalności pobytu zatrudnianych przez nie osób.

Co dalej?

Propozycje wyborcze kandydatów demokratycznych i republikańskich są tak różne, jakby ich partie działały w dwóch zupełnie innych państwach. Co więcej, szczególnie wśród republikanów trwa zaciekły wyścig na radykalizm. Być może jest to sposób na przekonanie do siebie tzw. republikańskiej bazy, czyli partyjnych aktywistów, ale czy z tak radykalnych pozycji będzie możliwy później zwrot w kierunku centrum i bardziej umiarkowanych wyborców? Zwłaszcza że skrętowi w prawo Partii Republikańskiej towarzyszy skręt w lewo Partii Demokratycznej, co oznacza, że droga z krawędzi spektrum politycznego do środka robi się jeszcze dłuższa. Kimkolwiek będzie następny prezydent USA, jedno jest pewne – będzie przewodził bardzo podzielonemu państwu i społeczeństwu.

Strony: 1 2

Wydanie: 4/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy