Skazane na wieszak

Skazane na wieszak

Ustawa z 1993 r. mówi o obowiązku wprowadzenia do programów nauczania szkolnego wiedzy „o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji”. Jednak edukacja seksualna jest podporządkowana w wielu szkołach nauce Kościoła. Zgodnie z przekazem rządzącej partii wartości chrześcijańskie mają być promowane w mediach i szkołach, a one są nie do pogodzenia – jak tłumaczy Kościół – z prawami reprodukcyjnymi.

– Pozwoliliśmy wprowadzić religię do szkół. Zrobił to rząd, który głośno obiecywał demokrację i praworządność, a po cichu, niezgodnie z obowiązującym prawem – instrukcją ministra – wprowadził lekcje religii. Dzisiaj mamy armię wyznaczonych przez Kościół katechetów. Będą posłuszni duchownym, bo dzięki nim, choć z naszych podatków, mają etat i pensję. W PRL wiadomo było, że liczył się sekretarz PZPR, teraz podobną rolę odgrywa katecheta, mając często realny wpływ na to, co w szkole można, a czego nie wolno.

Mamy skutki tego wychowania. Urodzeni po 1989 r. od dzieciństwa słyszą o tzw. kompromisie aborcyjnym, mają za sobą wieloletnią edukację religijną. Ich nastawienie – co pokazują badania CBOS – jest znacznie bardziej antyaborcyjne niż osób pamiętających ustawę z 1956 r.

– Ten „kompromis” jest manifestacją hierarchii władzy w Polsce, pokazuje, że można ponad głowami osób, których dotyczy, decydować o ich życiu i zdrowiu. Demonstruje, jak niska jest pozycja kobiet w Polsce. Słabość widać i w tym, że daliśmy sobie narzucić język. Połączona w jajowodzie komórka męska i żeńska, blastocysta, która często jest naturalnie wydalana, czasem przekształca się w zarodek, a czasem w raka, nazwana została dzieckiem poczętym lub nienarodzonym. Ten język zszedł z ambon do Kodeksu karnego, Kodeksu cywilnego, do naszego codziennego języka.

Bogate sobie poradzą

Sojusz Lewicy Demokratycznej w 1996 r. doprowadził do zmiany ustawy, ale zablokował ją Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla. Po powrocie SLD do władzy w 2001 r. rząd Leszka Millera spasował w tej sprawie, bo chciał uzyskać przychylną neutralność Kościoła w kwestii przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

– To świadczy najlepiej, jak słabi są politycy i jak przemyślna jest strona kościelna. Czy Kościół był na tyle niepojętny, że nie widział, jakie korzyści odniesie z wejścia do UE i dopłat jako największy w Polsce latyfundysta? Leszek Miller, rezygnując z walki o prawa reprodukcyjne, był więc kolejnym politykiem, który pokazał, że z kobietami można się nie liczyć, można je traktować jako zakładniczki i kartę przetargową. A Kościół zachowuje się jak komiwojażer – wsadza stopę w uchylone drzwi i rozpycha się, żądając coraz więcej.

Nie zamierzam bronić SLD, ale patrząc na obecny Sejm, zaczynam tęsknić za wieloma dawnymi posłankami i posłami lewicy. Mamy partię Nowoczesną, którą w innych krajach nazwano by Archaiczną, mamy PO, przy której niemiecka chadecja to Himalaje liberalizmu. Czy zna pani w obecnym parlamencie osoby mające podobne spojrzenie na prawa kobiet, prawa reprodukcyjne, neutralność światopoglądową państwa?

– Proszę mnie o to nie pytać, wolę trzymać się prawa, wypowiadać się, jak prawo jest formułowane i stosowane.

Ktoś to prawo jednak stanowi. Jeśli widzimy, jacy są prawodawcy, możemy przewidzieć, jakie ustawy napiszą.

– Powiedzmy wyraźnie – bogate kobiety sobie poradzą, nawet jeśli prawo do aborcji zostanie całkowicie zniesione. Chyba że zamkną granice, ale nawet wówczas lekarze, tak jak dziś, będą zarabiać na usuwaniu ciąży. Biedne będą cierpieć jeszcze bardziej, niektóre, także w wyniku powikłań, umrą, będziemy znajdować kolejne noworodki w śmietnikach. Zlikwidowanie powszechnego dostępu do badań prenatalnych – to przewiduje projekt tzw. ustawy obywatelskiej – doprowadzi do wielu nieszczęść. To zamach na życie i zdrowie płodu, bo w Polsce wciąż jeszcze są wysokiej klasy miejsca, gdzie płody się leczy, wykonuje skomplikowane operacje już w okresie prenatalnym, a dzięki nim rodzi się zdrowy człowiek. Zakaz badań prenatalnych głoszony pod pretekstem ratowania życia niszczy życie!

W tym wszystkim jest mnóstwo ignorancji i hipokryzji. Zgodnie z badaniami więcej nielegalnych aborcji dokonują kobiety o tradycyjnych przekonaniach niż te o poglądach liberalnych. Głoszone uroczyście wartości nie wytrzymują ciśnienia skrzeczącej rzeczywistości. Lekarze opowiadają o politykach z prawej strony proszących o dokonanie aborcji u żony, córki, kochanki, znajomej, twierdząc, że ich przypadek jest wyjątkowy. Tę okrutną sytuację można zmienić jedynie wtedy, gdy zapewnimy kobietom prawo do integralnego decydowania o sobie i gdy będą respektowane także te zapisane w ustawie z 1993 r. prawa. Jeśli będziemy traktować kobiety jak ludzi i serio respektować ich prawa reprodukcyjne, aborcja będzie legalna, bezpieczna i dopiero wtedy rzadka.

Nie widzę żadnego światełka w długim tunelu.

– To znaczy, że nie dostrzega pan kobiet i mężczyzn protestujących z wieszakami – niezwykle tragicznym i obrazowym symbolem tego, na co kobiety są skazywane. Nie widzi pan ludzi, którzy wreszcie wyszli na ulice w obronie życia, zdrowia i prawa kobiet do decydowania o sobie. Także w ramach Komitetu Obrony Demokracji, który obudził społeczeństwo obywatelskie.

Zrobił to z liderami partyjnymi, którzy boją się upomnieć o prawa reprodukcyjne i wypowiedzieć głośno słowo gender. Nie wierzę w siłę KOD w sprawach dotyczących praw kobiet. Pamiętam nadzieje, jakie wiązano z Kongresem Kobiet. Słowa, słowa, słowa…

– Kongres Kobiet przekłada się na dziesiątki codziennych działań w całej Polsce, setki załatwionych spraw, poczucie tysięcy kobiet, że nie są same, że razem mogą zrobić to, co uważają za prawe i słuszne. Pan oczekuje wielkiego BUM!, tymczasem ta melodyjka może na razie jest cicha, za to niemilknąca. Zapraszam na Kongres Kobiet – 12-13 maja.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2 3

Wydanie: 18/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy