Luksemburski raj podatkowy

Luksemburski raj podatkowy

Nie płacisz, nie pijemy

Setki, tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy publikacji opisujących, jak wielkie koncerny unikają płacenia podatków, pozostawały bez echa. O tych praktykach mówiło się od dziesięcioleci. I oczywiście unikanie płacenia podatków było i jest w pełni legalne.
A jednak zdarza się, że spółki muszą ograniczyć apetyt. Zwłaszcza jeśli ich przychody i zyski zależą od reputacji, jaką cieszą się wśród klientów.

Starbucks w latach 1998-2012 zapłacił w Wielkiej Brytanii jedynie 8,6 mln funtów podatku dochodowego. Jak to możliwe, jeśli tylko w roku 2011 amerykański gigant, sprzedając kawę i ciasteczka, zarobił w Zjednoczonym Królestwie 398 mln funtów, zapytali dziennikarze Agencji Reutera. Wyśledzili oni, że firma w latach 2007-2012 wykazywała straty, gdy jednocześnie szefowie jej brytyjskiego oddziału przy różnych okazjach opowiadali o wypracowanych zyskach.

Starbucks stosował te same sztuczki, co Apple, Amazon, Facebook czy Google – opłaty licencyjne na rzecz holenderskiej spółki plus wysokie koszty zakupu kawy z holenderskich magazynów, plus różnego rodzaju transfery gotówki itp.
Opis owych praktyk tak zbulwersował brytyjską opinię publiczną i polityków, że firma zaczęła odczuwać skutki bojkotu przez klientów. Dlatego w czerwcu zeszłego roku ogłosiła, że zapłaci w Wielkiej Brytanii podatek korporacyjny – 5 mln funtów.
Przykład ten nie podziałał na największy na świecie sklep internetowy Amazon, który mimo obrotów liczonych w miliardach euro prawie wcale nie płaci w Europie podatków. Czyżby jego inwestycja w Polsce – trzy nowe wielkie centra logistyczne – miała związek z tym, że w krajach Starej Unii zagęszcza się wokół niego atmosfera? Szefowie Amazona muszą wiedzieć, że za unikanie płacenia podatków nad Wisłą nic im nie grozi. Jeśli oczywiście będzie to zgodne z prawem. A co do tego nie mam wątpliwości.

Inną drogą poszły Węgry. Premier Viktor Orbán nie bawił się w subtelności, tylko dokręcił śrubę podatkową zagranicznym bankom, firmom telekomunikacyjnym i sieciom handlowym. Podniósł się krzyk, że to łamanie europejskich zasad i wartości, że Orbán zmierza ku dyktaturze, ale cel został osiągnięty. Pod koniec ubiegłego wieku podobny manewr wykonał premier Malezji Mahathir bin Mohamad, który musiał wyprowadzić kraj z kryzysu dalekowschodniego w 1998 r. I udało się.

Państwa Unii Europejskiej są w trudniej sytuacji, rozdarte między rosnącymi potrzebami budżetów i problemem starzejących się społeczeństw a koniecznością rywalizacji podatkowej i coraz większymi oczekiwaniami światowych koncernów, które domagają się przywilejów. Nie sposób przewidzieć, czym to się skończy.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 48/2014

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy