Bajdarką przez Kolski

Największym minusem pobytu na Półwyspie Kolskim są komary

Bajdarką przez Kolski

Z pociągu jadącego z Moskwy do Murmańska wysiedliśmy w Apatytach. Nad rzekę zawiozła nas taksówka; napompowaliśmy kajaki i ruszyliśmy w dół spokojnej na razie rzeki Umba.
Po dwóch godzinach pierwszy poważny próg zwany Padunem. Wysiedliśmy z bajdarek (dmuchanych kajaków), żeby dokładnie mu się przyjrzeć. Był wielki! Składa się z trzech trudnych miejsc na przestrzeni kilometra, gdzie woda mknie szybko tworząc wysokie fale. Spadek wynosi 10 m. Zrobiliśmy przenoskę. Rosjanie przemierzający Umbę na pontonie również. Wszyscy trochę tego żałowaliśmy, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że jest za zimno na kąpiel.
Zaczęliśmy wiosłować i wypłynęliśmy na jezioro Kapustnyje. Region ten zawdzięcza swoją rzeźbę temu samemu zlodowaceniu, które ukształtowało naszą Suwalszczyznę.
Włożyliśmy kaski i ruszyliśmy na podbój progu zwanego Rozbójnikiem. Na początku wszystko szło dobrze, ale kiedy wydawało się, że niebezpieczeństwo minęło, obróciło nasz kajak bokiem. Na szczęście udało się go doprowadzić do właściwej pozycji. Z satysfakcją wpłynęliśmy na jezioro Dziedkowa Lambina. Znowu wiosłowaliśmy około 5 km po spokojnej wodzie.
Następnego dnia wypłynęliśmy na rozszerzenie rzeki z dużą wyspą i wysoką na ponad 10 m skarpą lewego brzegu. Tego dnia czekał nas jeszcze jeden poważny próg – Kanozierski. Płynęliśmy dość szybko, po drodze mijając bystrza Karieżki z wystającymi na powierzchnię głazami oraz pokonując szybki i mocny próg Karelski.
W miarę zbliżania się do Kanozierskiego, byliśmy coraz bardziej podekscytowani. Napięcie potęgował potężny łomot wody. Zatrzymaliśmy się przed przeszkodą. Po prawej stronie zobaczyliśmy wąski pas wody o znacznie mniejszym przepływie. Postanowiliśmy zaatakować z tej strony.
Ostro zabujało kajakiem i wpadliśmy na kamień. Nie mogliśmy wydostać się z zasadzki. Szamotaliśmy się, bo nasz kajak przez cały czas zalewała lodowata woda. W rezultacie trzasnęło wiosło. Jakimś cudem udało się w końcu ześlizgnąć z głazu. Niestety, okazało się, że uszkodziliśmy dno.
Kolejnego dnia przepłynęliśmy przez malowniczą deltę i naszym oczom ukazało się olbrzymie jezioro Kanoziero. Dmuchało coraz silniej, aż zrobiły się fale tak duże, że nie dało się płynąć. Zatrzymaliśmy się więc na wyspie aż na trzy dni. Łowiliśmy ryby i wygrzewaliśmy się w słońcu. Kiedy zbieraliśmy się do opuszczenia naszej oazy, znowu zerwał się silny wiatr. Postanowiliśmy go wykorzystać. Złączyliśmy kajaki i rozciągnęliśmy pomiędzy nimi pałatkę. Wiał fordewind i nasz prowizoryczny żagiel pięknie się wybrzuszył. Dopłynęliśmy do przeciwległego brzegu jeziora, gdzie Umba dzieli się na trzy odnogi, z których najpopularniejsza jest Nizma, gdyż nie płynie już przez żadne jeziora. Po początkowych bystrzach rzeka się uspokaja i przez około 6 km toczy się niemal bez nurtu wśród mokradeł.
Do pokonania został nam jeszcze jeden próg, zwany Padunem Nizmieńskim. I tym razem się udało. Bolały tylko ręce od ostrego manewrowania wiosłem i gardło od ostrzegawczych krzyków. Pokonaliśmy właściwie ostatnią przewidzianą przeszkodę i nagle zrobiło się nam przykro, że to już koniec przygody. Dalej płynęliśmy wśród nielicznych bystrzy i znacznie liczniejszych rozlewisk. Największe, Miedwieże Plioso, to w istocie ośmiokilometrowe jezioro. Na horyzoncie pojawił się most łączący trasę z Umby do Kandałakszy.

Magdalena Masewicz
fot. Magdalena Masewicz i Tomasz Kozieł

Informacje praktyczne:
Dla wielu kajakarzy barierą mogą być wysokie trudności techniczne. Warto może jednak rozważyć dokonywanie przenosek w trudnych miejscach. Wyraźne ścieżki wiodące wzdłuż bystrzy świadczą, że nie jest to rzadkie wśród rosyjskich turystów.
Na Półwyspie Kolskim wiosną wcale nie jest zimno, mimo że leży za kołem podbiegunowym. Wynika to z tego, że poddany jest wpływom ciepłego Golfsztromu. Jednak zmiana warunków pogodowych może nastąpić w ciągu nawet kilkunastu minut. W górach może to oznaczać wichury i opady śniegu, ale na nizinach grozi raczej tylko niżową deszczową pogodą. W obu natomiast przypadkach trzeba być przygotowanym na nagłe i silne wiatry. Temperatury wiosną mogą wykosić ok. 15 st. C.
Największym minusem pobytu na Półwyspie Kolskim są komary. Należy zaopatrzyć się w moskitiery chroniące twarz. Na szczęście komary nie lubią wiatru i otwartej przestrzeni. Pozwala to odpocząć od nich na rzece.

Jednak wszystkie niedogodności rekompensują białe noce. Warto schować zegarki i żyć tylko zgodnie z zegarem natury.
Dojazd:
Na Półwysep Kolski dogodnie jest jechać przez Brześć (aby uniknąć dodatkowych granic państw bałtyckich). We wtorki i piątki odchodzi do Mińska wagon doczepiany tam do kursującego dwa razy w tygodniu pociągu do Murmańska. Inną możliwością są połączenia z przesiadką w Petersburgu lub nieco dłuższe połączenie z przesiadką w Moskwie. Podróż trwa ok. dwóch dób. Kosztuje ok. 30 $ w jedną stronę.
Powrót:
Pociąg bezpośredni Murmańsk-Brześć kursuje dwa razy w tygodniu (środa, sobota) w godzinach późnowieczornych. Z Kandałakszy około północy, a z Apatytów o 1,5 godz. wcześniej. Z biletami nie ma żadnych kłopotów nawet w dniu odjazdu.
Noclegi:
Namioty można rozbijać w każdym miejscu. Często można spotkać miejsca biwakowe z przygotowanymi rosyjskimi baniami, czyli saunami.
Jedzenie:
Zapas na cały pobyt trzeba mieć ze sobą, ale jeziora pełne są ryb. Woda jest czysta, nadaje się do picia.

Wydanie:

Kategorie: Bez kategorii

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy