Błędy systemowe

Błędy systemowe

Film braci Sekielskich obnażył błędy strukturalne i systemowe. Nie tylko w polskim Kościele. Kilka przypadków ukazanych w filmie to w istocie niewiele. Od dawna wiadomo, że duchowni w Polsce wykorzystują swoją społeczną pozycję. Nie tylko w kwestiach ukazanych w filmie. Także w polityce. W Polsce ksiądz jest traktowany bardzo specyficznie. Jako ktoś w pół drogi między człowiekiem a Bogiem. Czasem przybiera to wymiary komiczne. Gdy dziecko w I klasie pytało katechetkę, czy ksiądz siusia, ta odpowiedziała z całą powagą: „Tak, ale rzadziej”. Pozycja księdza w społeczności, zwłaszcza wiejskiej czy małomiasteczkowej, jest szczególna. Zaufanie do niego jest nieograniczone. Nawiasem mówiąc, państwo traktuje księdza podobnie. Czy księża rozliczają się z dochodów? Niechby mieli nawet podatek zerowy, ale niechby wypełniali deklaracje PIT. Ale nie. Dochody Kościoła są poza wszelką ewidencją. Już to samo demoralizuje. Kusi poszczególnych proboszczów czy przeorów do prania pieniędzy. Znam osobiście przypadek, gdy do przeora przyszedł jeden ze znanych biznesmenów z propozycją: dam księdzu miliard na remont klasztoru, proszę mi pokwitować dwa. Czemu nie? Kościół i tak nie płaci podatku i nie musi się rozliczać przed nikim. A biskupi? Zachowują się i żyją jak arystokraci Polski przedrozbiorowej. Pałace, stroje, służba. Życie w luksusach. A że wywodzą się na ogół z innych niż arystokracja warstw społecznych, nadrabiają braki wykształcenia i obycia pychą i arogancją. Nie ma to nic wspólnego z ubóstwem apostolskim, do którego chętnie się przyznają.

Kolejne wielkie odkrycie. Ukazani w filmie Sekielskich księża byli tajnymi współpracownikami SB. Bezpieka, która tak szczegółowo inwigilowała księży, nie wiedziała o ich nadużyciach seksualnych? Oczywiście, że wiedziała. Czy w PRL, mimo walki z Kościołem, wybuchła jakaś afera seksualna księdza? Nie. Dlaczego? W żargonie bezpieki mówiono, że księży do tajnej współpracy pozyskiwano w oparciu o trzy rzeczy: „worek, korek, rozporek”. Przekręty finansowe, jazda po pijanemu, afery seksualne.

Nie wiedzieć czemu, film wywołał burzę. Nie wiedzieć czemu, bo przecież pokazuje w sumie tylko kilka przykładów. Na dobrą sprawę każdy polski katolik, z doświadczenia swojego i swoich najbliższych, zna więcej. Czy nie znali ich biskupi?

Tu kilka uwag. Komentarze są z gruntu błędne. Mówi się o pedofilii polskich duchownych. Rzecz w tym, że ani film nie jest o pedofilach, ani pedofilia nie jest problemem Kościoła. Czas wyjaśnić podstawowe pojęcia. Pedofilia to parafilia. Dawniej powiedzielibyśmy „zboczenie”. To ukierunkowanie popędu płciowego ku dzieciom. Myślę, że żaden z pokazanych w filmie księży nie był (nie jest!) pedofilem. To normalni heteroseksualni mężczyźni, zmuszeni celibatem do tłumienia najsilniejszego z popędów, popędu płciowego. Nie mogąc zaspokoić go w sposób naturalny, w związku heteroseksualnym z kobietą, zaspokajali go w sposób substytucyjny, a dla nich łatwo dostępny – z nieletnimi, ministrantami, dziewczynkami uczęszczającymi na lekcje religii. Zamiast normalnego współżycia seksualnego, oficjalnie i wbrew fizjologii im zakazanego, w imię materialnych interesów Kościoła, szukali zastępczych metod zaspokojenia popędu. Przychodziło im to zbyt łatwo z dwóch powodów. Po pierwsze – tej nadzwyczajnej pozycji społecznej, po drugie – z poczucia absolutnej bezkarności. Mieli świadomość, że w razie wpadki cały hierarchiczny Kościół będzie ich chronił. To problem nie tylko pokazanych w filmie. To problem wielu młodych księży i zakonników.

Ale reakcje na film Sekielskich ujawniły także inne patologie. W świecie polityków i dziennikarzy w pierwszej kolejności. To, że film obejrzało paręnaście milionów ludzi, spowodowało reakcję dziennikarzy i przede wszystkim polityków. Pokazało to niekompetencję obydwu tych środowisk. Dziennikarze zapraszali do studiów i na łamy prasy nie specjalistów: psychologów, psychiatrów, seksuologów czy kryminologów, którzy mieliby tu coś sensownego do powiedzenia, ale polityków. Ci zaś, bez względu na opcję, działali wedle utartych schematów. Niepomni tego, że zanim coś się powie, dobrze jest pomyśleć, a jak się nie wie, zapytać tego, kto wie. Bredzili więc w mediach politycy wszystkich opcji.

Przy okazji wypowiadanych bredni obrzucali się wzajemnymi oskarżeniami, kto bardziej zaniedbał ściganie pedofilów. PiS zapowiedziało zdecydowana walkę z nimi. Zapomniało najwyraźniej, że czołowy prawnik tego obozu, osławiony prokurator Piotrowicz, jedna z najbardziej odrażających postaci polskiej sceny politycznej, zasłynął w swoim czasie tym, że nie chciał ścigać za nadużycia seksualne proboszcza z Tylawy. Wydaje mi się, że ta postawa była nawet początkiem kariery prokuratora Piotrowicza w PiS.

Widząc, że film wywołał taki rezonans społeczny, obóz PiS przefosował zmiany w prawie karnym. Kierowano się tu jedynie populizmem penalnym i mądrością ministra Ziobry oraz jego zastępcy, geniusza Jakiego. Za „pedofilię” PiS proponowało karać pozbawieniem wolności do lat 30 i niemożnością zatarcia skazania za takie przestępstwo. Mało tego, w ostatniej chwili rządzący wycofali się z propozycji, aby granicę wieku osoby, z którą pod groźbą kary nie wolno, nawet za jej zgodą obcować płciowo ani wykonywać „innych czynności seksualnych”, podnieść z 15 do 17 lat. I dobrze, że z tego zapisu się wycofano, bo po pierwsze, już od XVIII w. nikt nie ma wątpliwości, że nie surowość kary powstrzymuje przed przestępstwem, ale jej nieuchronność. Grożąca kara do 30 lat pozbawienia wolności nie powstrzyma potencjalnych przestępców bardziej niż obecnie grożąca do lat 15, jeśli wykrywalność tych przestępstw (i ich zgłaszalność) pozostanie na tym samym poziomie. Jeśli zaś wiek, od którego można decydować o swoim pożyciu seksualnym, podniesiono by z 15 lat do 17, doprowadziłoby to do licznych absurdów. Dziś kodeks zabrania obcowania płciowego lub wykonywania innej czynności seksualnej z nieletnim poniżej 15. roku życia. Ta granica wieku wprowadzona została do polskiego kodeksu karnego w 1932 r. Argumentacja twórców kodeksu była taka, że po 15. roku życia, biorąc pod uwagę ówczesny wiek wystąpienia pierwszej miesiączki, mamy do czynienia z kobietą, przed 15. rokiem – jeszcze z dzieckiem. Po prawie 100 latach wiek wystąpienia pierwszej miesiączki zdecydowanie się obniżył. 15-letnia dziewczynka jest już na ogół nie dzieckiem, ale młodą kobietą. Kobieta 16-letnia wedle kodeksu rodzinnego i opiekuńczego teoretycznie może już wyjść za mąż. Według proponowanych wcześniej zapisów jeszcze przez rok nie tylko nie mogłaby współżyć seksualnie z własnym mężem, ale nawet nie mogłaby być pieszczona, głaskana po miejscach intymnych, piersiach (to wypełnia znamiona „innej czynności seksualnej”). Biorąc pod uwagę aktualny wiek inicjacji seksualnej, znacznie poniżej 17 lat, większość licealistów popełniałaby przestępstwa seksualne i mogłaby trafić do więzienia na 30 lat. To, że to wszystko wymyśla aseksualny Jarosław Kaczyński, to jeszcze mogę zrozumieć. Ale czy nikt z jego otoczenia nie dostrzega w tym kosmicznego absurdu?

Tak, wedle proponowanego prawa, licealista całujący w usta niespełna 17- czy 16-letnią koleżankę, nawet za jej zgodą, popełni przestępstwo zagrożone karą do 30 lat pozbawienia wolności.

Chciałoby się powiedzieć: politycy, przestańcie bredzić i czynić absurdy! Dziennikarze i politycy, zanim coś powiecie, pomyślcie choć przez chwilę, coś może poczytajcie, może zapytajcie ekspertów.

Film Sekielskich obnażył nie tylko słabość polskiego Kościoła, ale przy okazji także słabość naszej klasy politycznej i naszego dziennikarstwa.

Wydanie: 21/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. Ja
    Ja 23 maja, 2019, 23:18

    „Psychologia” rodem z Faktu lub Super Expressu. Co w takim razie można powiedzieć o księżach, którzy utrzymują stosunki seksualne w kobietami, skoro według pana redaktowa dzieci sa ich substytutem?
    Celibat to bezżeństwo, a nie wstrzemięźliwość seksualna. Proszę tego nie mylić.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • ireneusz50
      ireneusz50 7 czerwca, 2019, 22:14

      akt seksualny bez sakramentu jest grzechem, kapłan nie moze być nosicielem grzechu, konsekwencja tego celibat jest wstrzemięźliwością seksualną, chyba ze jestes nosicielem katolickiej moralności.

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. ireneusz50
    ireneusz50 7 czerwca, 2019, 22:22

    bezkarna pedofilia w kościele katolickim jest forma zapłaty elit politycznych za poparcie udzielone w latach osiemdziesiątych w walce z legalnym i praworządnym państwem.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Laik
    Laik 12 czerwca, 2019, 17:15

    Jeszcze bardziej rozpowszechniony wśród księży jest homoseksualizm. Ten sposób zaspokajania potrzeb seksualnych jest na wskroś niezgodny z nauką kościoła, jest bowiem uważany za grzech ciężki. Ksiądz taki sprawuje sakramenty będąc w stanie grzechu ciężkiego. Ale te fakty nie są poruszane, czyli brnie się w zakłamanie.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „LaikAnuluj pisanie odpowiedzi