Problem języka

Problem języka

Gdy pilot prezydenckiego tupolewa zobaczył, że ginie, wykrzyknął w stanie najwyższej rozpaczy: o kurwa! Ten okrzyk wydał mi się w pierwszej chwili bardziej niewytłumaczalny niż lądowanie we mgle. Wobec tego przedśmiertnego okrzyku jest się tak zmieszanym, że chciałoby się o tym nie myśleć. Jednak chwila zastanowienia się jest niezbędna. Czy mamy prawo się dziwić? Słowo „kurwa” tak weszło Polakom w usta, że może nie jest już słowem, lecz nieartykułowanym dźwiękiem, okrzykiem, jak gęsie gę! gę!, kacze kwa! kwa!, krowie meee!, psie hau! hau! itp.
Jestem święcie przekonany, że ginący pilot w czasach PRL wykrzyknąłby: o Jezu! A gdyby zdążył, to jeszcze: Matko Boska! Państwowy ateizm nie wyrugował religijnych zaklęć z języka uczuć, dokonuje tego dopiero demokratyczny kapitalizm.

Powojenna plebeizacja społeczeństwa nie od razu przeniosła się na język, ale z czasem osłabiła zakaz obsceniczności i w końcu wulgaryzmy stały się trudne do zniesienia. Próbowano jednak od czasu do czasu i w różnych miejscach zahamować zalew języka przez tsunami paskudnych przekleństw. Może wspomniałem kiedyś, że generał Jaruzelski jako dowódca dywizji wydał rozkaz zabraniający używania w koszarach plugawych słów. Trwałych skutków taki zakaz nie mógł spowodować, ale zapewniam, że jeszcze rok po tym, jak Generał odszedł ze Szczecina, język koszarowy w tym mieście był dużo przyzwoitszy niż dziś w szkołach podstawowych. Jeżeli oficer – mówię o tamtym czasie i miejscu – używał przed studentami „szkolonymi wojskowo” słów nieprzyzwoitych, to dla dowcipu i niejako w cudzysłowie. Dziś chłopcu albo dziewczynie leją się z ust jak gnojówka (określenie Wiesława Górnickiego). Filmowcy polscy, trochę na wzór amerykańskich, ale z przesadą naśladowców, wyszukują co obrzydliwsze słowa, żeby nimi obudzić drzemiących widzów. Istnieje nauka filmologia – nie byłoby bez znaczenia naukowe ustalenie, kto i kiedy po raz pierwszy przed widownią dopuścił się pogwałcenia przyzwoitości językowej. Pilot ze wszystkich stron słyszał ten język i nasiąkał nim. Już nad lotniskiem koledzy z innego samolotu gnojówkowym językiem zachęcali go do lądowania.
Ludziom, którzy bulgoczą ledwie artykułowaną mową, można powierzyć tylko najprostsze roboty – i kręcenie filmów. Do obsługiwania samolotów takich bym nie dopuścił. Na lotnisku Kennedy’ego w Nowym Jorku czekaliśmy w kolejce do polskiego samolotu. Może kwadrans, może dwadzieścia minut przed planowanym odlotem zjawiła się załoga z walizami i wypchanymi torbami. Nic wówczas niezwykłego, ale leciutki niepokój odczułem: czy wioząc tak cenne dobra, że aż w Nowym Jorku trzeba było ich szukać, będą mogli poświęcić dość uwagi pilotowaniu samolotu? Ten atom niepokoju szybko zniknął, gdyby jednak rozmawiali ze sobą dzisiejszym pornograficznym językiem, pewnie bym stchórzył, mam bowiem takie przekonanie, że kto mówi „kurewskim” i „zajebistym” językiem, nie powinien prowadzić skomplikowanych pojazdów mechanicznych ani obsługiwać niebezpiecznych i precyzyjnych urządzeń. Ktoś taki powinien poświęcić się sztuce filmowej.

Słowem „kurwa” w zasadzie wolno posługiwać się tylko bez sensu; kto pamięta antylepperowską seksaferę, ten wie, że gdy pojawi się prawdziwa kurwa, to trzeba szukać dla niej jakiejś nobliwej nazwy.
Słuchałem kiedyś bardzo ciekawej wypowiedzi pani prof. Jędrychowskiej z Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Niestety, ktoś jej przerwał, bo przeważnie ludziom się wydaje, że istnieją ważniejsze tematy niż sposób przekazywania sobie pojęć i uczuć, tego, co ludzie mają w głowie.
Istnieją poszlaki – mówię ostrożnie, bo nikt tego metodycznie nie badał – że Polacy mają większe upodobanie w obscenicznym języku niż ich sąsiedzi ze wschodu i zachodu. Gdy byłem kiedyś na uniwersytecie w Kijowie, odbywała się obrona doktoratu naukowca ze Lwowa. Towarzyszyła mu grupa kolegów. Gdy rozpoznali we mnie Polaka, zaczęli parodiować polskie pieśni, a także przedwojenne slogany patriotyczne. Ja jednak nie jestem obraźliwy na punkcie narodowym, śmiałem się razem z nimi. Potem przeszli do popularnych przed wojną polskich piosenek i to dopiero mnie zastanowiło. Były one, można powiedzieć, pieprzne, ale można też powiedzieć: bardzo nieprzyzwoite. I Ukraińcy ze Lwowa nie dla samej zabawy je śpiewali, lecz po to, aby wyszydzić polską mentalność. Z tego oraz ich komentarzy wywnioskowałem, że ukraińska inteligencja przedwojenna pogardzała Polakami za ich mowę pełną nieprzyzwoitości. Zachodzi jednak wielka różnica między dzisiejszą słowną kopulacją a ówczesnymi metaforami, w których dzisiejszy Polak niczego by się czasami nie domyślił.

l

Obecność Zygmunta Baumana w mediach polskich i światowych przywodzi mi na pamięć czasy studenckie. Był chyba adiunktem, gdy zaczynałem studia. Pamiętano, że przyszedł z wojska, ale wielu wybitnych wykładowców było przedtem oficerami, nawet wyciszona pani Mayerowa służyła w Brygadzie Międzynarodowej w Hiszpanii. Bauman był świetnym, uwodzicielskim mówcą. Bronił kiedyś swojego przyjaciela, przeciw któremu protestowali studenci domagający się zastąpienia go Leszkiem Kołakowskim. Bauman argumentował, że zarówno on sam, jak jego przyjaciel są zwykłymi nauczycielami akademickimi, podczas gdy tacy jak Leszek trafiają się między profesorami jeden na tysiąc.
Bauman wyraża się w mowie i piśmie słowami poszukanymi, służącymi przekazaniu niuansów i subtelności. Chodzi mu o osiągnięcie wysokiego stopnia komunikatywności, ale nieporozumienia wokół jego wypowiedzi na temat Izraela pouczają, że najpewniejszym sposobem na bycie komunikatywnym jest posługiwanie się grubymi, powszechnie używanymi sloganami.

Wydanie: 38/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Stan
    Stan 29 września, 2011, 20:15

    Szkoda, że tak rzadko Pan publikuje na tematy wspólczesne.
    Korzystam z Pana pisanych wypowiedzi żeby oczyść się z błota, którym nasiąkam w czasie lektury blogowej i słuchając przekazu medialnego.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Q
    Q 11 października, 2011, 21:48

    Zawsze z przyjemnościa Pana czytam . Tym razem jednak , ta „kurwa” ma głębsze , psychologiczne znaczenie . Analizowałem ten problem również na własnym przykładzie . Otóż , gdyby piloci Tu 154 lecieli BEZ nacisków na lądowanie , owej „kurwy” by nie było . Byłoby właśnie ” O Jezu” , „Boże ” lub jakiś okrzyk . Owa „kurwa” była wyrazem sprzeciwu i skargi na zaistniałą sytuację . Sam , będąc kiedyś wrobiony w niebiezpieczeństwo zareagowałem podobnie . Przyżyliśmy .
    Postępujące splugawienie języka o którym Pan pisze jest oczywiście poza dyskusją . Ostatnio widziałem matkę z dzieckiem śmiało „kurwującą” przez komórkę w trakcie spaceru z malcem .

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „QAnuluj pisanie odpowiedzi