Co ma wisieć, to powisi

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Zgasła dyskusja o przedterminowych wyborach parlamentarnych. Nie zgasił jej wyznaczony przez premiera i prezydenta pierwszy wolny termin. Czerwiec 2004 r. Nie zdusiły jej informacje o poselskich niechęciach rozwodów z wysokim uposażeniem, immunitetami i innymi słodyczami z piastowania mandatu wynikającymi. Po pierwszych gadułach o przedterminowych wyborach okazało się, że gotowych do nich jest niewielu. Zapowiedź skróconej kadencji wywołała niechęć wśród posłów SLD-UP. Wielu z nich przypomniało, iż program tej koalicji był rozpisany na cztery lata. Tak samo jak program rządu. Wedle zapewnień, w pierwszych miesiącach, pierwszych dwóch latach rząd wsparty przez koalicję miał przeprowadzić konieczne dla naprawy państwa i gospodarki działania. Konieczne, ale zwykle niepopularne. Potem, jakby w nagrodę za wytrwałość i wierność, wyborcy mieli mieć posłodzone. Jak w budżecie domowym. Najpierw inwestycje, zaciskanie pasa, a potem święto. Przyjemności, małe obżarstwo nawet.
I teraz okazuje się, że po okresie niepopularnych decyzji, przed wnoszeniem wetów dla uciemiężonego społeczeństwa, ma zostać ogłoszony przedterminowy casting. Każdy rozsądny wie, że wtedy kandydaci SLD wiele szans nie mają. Nie tylko kandydaci, cała formacja też.
Wbrew gromkim nawoływaniom opozycja też silnie nie prze do przedterminowych wyborów. I tu również nie decyduje zachłanność materialna posłów opozycji czy zaciągnięte i niespłacone kredyty posłów PiS-u jeszcze z poprzedniej kadencji wyborczej. Hasło „przedterminowych wyborów” zmusiło opozycję do przeglądu szeregów i samokrytycznego ujawnienia własnej słabości.
Nie ma obecnie pewności Samoobrona, że odkuje się w najbliższych wyborach. Zwłaszcza tych organizowanych wspólnie z europejskimi. Nasz akces do Unii Europejskiej został przesądzony. Po wuniowstąpieniu partia Leppera straci sporo politycznego paliwa napędowego. Zwłaszcza kiedy okaże się, że w kraju nie pogorszyło się radykalnie, jakieś nadzieje zaświtały. Poza tym wielu działaczy Samoobrony zakosztowawszy władzy, a ściślej współwładzy w samorządach, zapragnie zrzucić jarzmo autokratycznego wodza. Już podlaska Samoobrona zbuntowała się przeciw Lepperowi i pozostała w koalicji z SLD. Rozbita wewnętrznie partia nigdy nie pali się do wyborów, chyba tylko aby się spalić.
Platforma Obywatelska przeżywa kolejny kryzys przywództwa. Oficjalnie mówi się tam, że poszukiwany tu jest lider, który gotowy będzie mieszkać na stałe w stolicy. Bo tego wymaga kierowanie dużą partią polityczną. Oficjalnie w stolicy nie chce już mieszkać marszałek Płażyński. P.o. przywódcą PO jest wicemarszałek Tusk, bo spędza sporo czasu w hotelu sejmowym. Działacze stołeczni PO nie palą się do kierowniczych funkcji, zajęci obroną swych interesów w samorządzie, gdzie rugowani są przez żądnych łupów PiS-owców.
PiS, twardo trzymany przez braci Kaczyńskich, marzy o przewodzeniu polskiej prawicy. Ale jeśli tylko uwolniony z przywództwa PO marszałek Płażyński ogłosi zaciąg do nowej proeuropejskiej partii chadeckiej, to część PiS-u odejdzie. Ze względu na autokratyzm braci Kaczyńskich.
PSL do szybkich wyborów się nie pali. W końcu wydusiło „tak” dla UE. Wcześniej wypadło z koalicji, pozbawiając się nie tylko stanowisk, ale i wpływów. PSL-owcy wiedzą, że ich elektorat nie lubi nieudaczników. Lepiej poczekać, a nuż coś się zdarzy.
I wreszcie LPR. Przegra ona bój o referendum, ale zechce zgarnąć pod siebie wszystkie głosy antyunijne. Do tego też potrzeba czasu. Umocnienia przywództwa. Młody Giertych będzie musiał sporo się nagimnastykować, żeby przegraną przekuć w sukces.
Wszystkie partie w naszym kraju potrzebują czasu. Zwłaszcza kiedy wstąpimy do UE. Muszą oswoić się z UE, zweryfikować programy po pierwszych doświadczeniach.
Widmo przedterminowych wyborów będzie wisiało nad naszym parlamentem. Ale jak każda polska prowizorka powisi długo.

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy