Co robić, by nie robić?

Co robić, by nie robić?

Najbardziej nadmuchany polityk dwóch dekad i ulubiony cel paparazzich ekspremier Kazimierz Marcinkiewicz stracił posadę doradcy w Goldman Sachs. W banku odgrywał dyskretną rolę otwieracza drzwi. Co nie znaczy, że robił tam za portiera. Kaz jako były premier zna wielu ciągle ważnych urzędników państwowych i po prostu na zlecenie banku umawiał spotkania z nimi. Tak dziś świat robi interesy, choć nazywa się to jakoś inaczej. Chyba „wolny rynek”? Ale kapitał robi to dla zmyłki. Coś a la akcja CBA przeciwko dr. Garlickiemu, którą nazwano „Mengele”. Kaz chyba niezbyt zręcznie otwierał bankowi drzwi, bo go wymieniono na sprawniejszy model. Komentatorów to nie zaskoczyło, bo inteligencja i zręczność Kaza są już w Polsce legendarne. Nawet wśród kibiców. Zapamiętali go jako jedynego w historii dygnitarza, który w towarzystwie ochroniarzy wkroczył do szatni i przerwał trenerowi odprawę z zawodnikami. I to tuż przed meczem reprezentacji Polski w finałach mistrzostw świata w Niemczech. Pawłowi Janasowi zabrakło porównywalnej bezczelności i niestety nie wyrzucił intruza za drzwi. Tupetu Kazowi nie brakowało także wtedy, gdy doradzał wielkiej polskiej firmie (kruszywa), która splajtowała, pociągając za sobą mniejszych kontrahentów. Drzwi do sukcesu też im nie otworzył, ale kasy nie odmówił.

Przeciwieństwem lansiarskiej postawy Marcinkiewicza jest postawa Jakuba Karnowskiego, prezesa PKP, przez pracowników zwanego Bankomatem. Ten prezes w ogóle nie wypowiada się na żaden temat poza własną pracą, a i wtedy bardzo rzadko. Kieruje się przy tym wartą zacytowania dewizą o kosztach alternatywnych: JEŚLI ROBIMY COŚ, TO NIE ROBIMY W TYM CZASIE CZEGOŚ INNEGO. Warto o tym pomyśleć!

Niestety, nie zna tej zasady Tomasz Sygut, urzędnik państwowej telewizji, którego opisaliśmy ostatnio. Mało tego. Sygut nie posłuchał też dobrej rady, by przestał chłapać bez sensu jęzorem. I co zrobił? Gdy od Grzegorza Napieralskiego dowiedział się, że napisaliśmy o nim, poleciał na skargę do prezesa Piwowara. Z donosem, że autorem tekstu jest jeden z zastępców naczelnego „Przeglądu”. Megaloman z tego Syguta, bo zajmują się nim tylko wiewiórki. Dla Napieralskiego plus za uważne czytanie tygodnika, ale i minus za to, że ciągle stawia na niemoty. Dla Tomasza S. ostatnia przestroga. Przestań, chłopie, być kosmitą medialnym i znajdź sobie jakieś inne zajęcie. Byle takie, na które nie będziemy musieli się składać, płacąc abonament.

Wydanie: 5/2013

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy