Czas łaski czy płaczu

Czas łaski czy płaczu

By oderwać się od przygnębienia wywoływanego zarazą, krzepię się nową biografią Leonarda da Vinci napisaną przez Waltera Isaacsona. Potężna objętościowo, a ten geniusz, niemal półbóg, i tak w niej się nie mieści. Przy okazji trafiam na trop wielkiego poprzednika Leonarda w naukowej wizji, franciszkanina Rogera Bacona, żyjącego w XIII w. Czy ktokolwiek kiedykolwiek lepiej przewidział odległą przyszłość? W „Epistola de secretis operibus artis et naturae” Bacon pisał: „Mogą być zbudowane okręty poruszające się bez wioślarzy, mogące żeglować zarówno po rzekach, jak i po morzu, prowadzone przez jednego człowieka, z większą prędkością, niż gdyby były pełne wioślarzy. Podobnie można skonstruować wozy jeżdżące bez użycia zwierząt pociągowych, napędzane niewiarygodną energią, tak jak podobno jeździły uzbrojone w kosy rydwany starożytnych. Mogą być zbudowane maszyny latające, takie że człowiek siedzący wewnątrz maszyny będzie nią kierował za pomocą pomysłowego mechanizmu i leciał przez powietrze jak ptak. Ponadto można sporządzić przyrządy, które choć same niewielkie, wystarczą, aby podnieść lub przytłoczyć największe ciężary… Mogą też być skonstruowane przyrządy podobne do tych, które wykonano na rozkaz Aleksandra Wielkiego, służące do chodzenia po wodzie lub do nurkowania”. Niezwykła wizja, ale komputera, telewizji, komórki nie przewidział, podobnie my nie przewidzimy największych wynalazków przyszłości, jeśli przyszłość będzie miała czas, by potrwać. Zdawało się, że wielka zaraza odsuwa politykę w strefę „nieważne”, że zamknięte zostały nasze stajnie Augiasza, a tu nagle znowu zabulgotały nieczystości. Prezes upiera się, że w maju będą wybory. Bo władza, władza za wszelką cenę, a manekin Duda do tego niezbędny. Jeśli będą ofiary z powodu wyborów, trudno, to polska racja stanu. A tu Jarosław Gowin się zbiesił. Czy ujawniło się w nim czułe sumienie? Zawsze zdawał mi się dobrym kandydatem na świętego, takiego, co w nocy skrada się do kurnika sąsiada wykradać jajka. Nie godzi się na majowe wybory, uważa, że to niebezpieczne dla zdrowia narodu. Wcześniej sumienie pozwalało mu firmować wszystkie łajdactwa PiS. Nie mnie lustrować sumienie Gowina, może ma szczelne i mu się przepełniło. Głowy za to nie dam. A może myśli, że statek PiS nabiera wody i czas się ewakuować. Cała ta pisowska ekipa została przez lata moralnie przemielona przez maszynkę do mielenia mięsa. Przegłosowano więc pocztowe wybory, przy drugim głosowaniu, bo pierwsze nie wyszło. Tłumaczą się, że sytuacja jest wyjątkowa, mają zatem usprawiedliwienie, by łamać prawo. Dzwoni znajomy z Bielska-Białej, poeta i trener piłkarski, człowiek łagodny i poczciwy, jest bardzo wzburzony. Że prezesa trzeba zamknąć w zakładzie dla obłąkanych. I trzymać w odosobnieniu. Wie, że znam wielu psychiatrów. Żeby to było takie proste. Prezes bardziej się nadaje do więzienia, z wysokim wyrokiem za niszczenie naszej wspólnoty, za naszą nienawiść wzajemną, za zatrucie demokracji trupim jadem, rozbudzenie polskich demonów. Epidemia zabija starych i chorych, a młodych, pracowitych i zaradnych pozbawia dorobku życia. A uwierzyliśmy, że jesteśmy kowalami własnego losu. Jest w tym jakaś wielka niesprawiedliwość. Ale ojciec dyrektor uważa, że „to czas łaski, jaki dał nam Pan Bóg”. Innego zdania jest papież Franciszek, który nazywa ten czas „okresem płaczu i mroku”. Natura pogroziła nam palcem: patrzcie, jak niewiele trzeba, by zachwiał się wasz porządek i zrobił nieporządek. A to przecież nic wobec tego, co nam przyniosą zmiany klimatyczne. Mam szczęście, że w taki czas mieszkam w domu z ogrodem, ale w tym ogrodzie wielka susza, niespotykana o tej porze roku. Przewidywania, jak pandemia zmieni świat. Fachowcy od przyszłości mają różne wizje i fatalny zawód – zawsze się mylą. Liczne głosy, że zmieni się bardzo wiele, też w Polsce, że krach ekonomiczny zmiecie prezesa i wielu innych polityków ze sceny. Jesienią wściekli i pozbawieni pracy Polacy wyjdą na ulice. Całe życie społeczne i polityczne stanie na głowie. Ja raczej stawiam na to (bez żadnej pewności), że będzie tak samo, jak było, tylko o wiele gorzej. I nawet nie wiem, czy to jest pesymistyczna wizja. Ciągnie mnie do tego wymarłego miasta, z którego jakby wypuszczono powietrze i spadło napięcie, teraz dopiero czujemy, jak wiele go na co dzień. Choroba ujawnia, jak chorzy byliśmy, żyjąc w zdrowiu. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2020, 2020

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun