Czekając na Gabriela

Czekając na Gabriela

Oczywiście jest jeszcze wiele przeszkód, o których Gysi mówi niechętnie. Lewica chce np. jak najszybciej zatamować falę dostaw broni do Izraela, co dla Gabriela jest tematem niepodlegającym dyskusji. Innym punktem zapalnym są podatki. Prezes socjaldemokratów popycha swoje ugrupowanie ku centrum. A to na pewno by się nie powiodło, gdyby nagle oznajmił bogatszym, że przewiduje podwyższenie podatków, czego od lat domaga się Linkspartei. Jednak z perspektywy ostatnich pięciu lat wiele politycznych sporów na linii SPD-PDS zbladło. Nieustająca dyskusja o partyjnym betonie niegdysiejszej SED (Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec) nie jest już aktualna, gdyż szare eminencje z NRD przechodzą na emeryturę. Pojawiły się za to pilne i dla obu formacji istotne tematy, takie jak polityka imigracyjna, terroryzm i konflikt na Ukrainie.

Historia polityki w Niemczech pokazuje, że przyszli partnerzy potrafią zrezygnować z kampanijnej poetyki, kiedy zasiadają przy wspólnym stole. – Jeśli Merkel dogadała się z Gabrielem, to chyba tym bardziej mogą dwie lewicowe partie? – pyta Ulrich Schulte, redaktor „die tageszeitung”. Zresztą koalicja z Die Linke miałaby wiele zalet, gdyż Gabriel mógłby odzyskać wyborców, którzy odwrócili się od SPD. Jako kanclerz mógłby już działać bez umizgów do – wedle retoryki Gysiego – przełożonej. Płynąc zaś głównym nurtem, poróżnia się co rusz z nowymi środowiskami, jednocząc je przeciw sobie i wywołując dezaprobatę kolegów z SPD.

Sensowna alternatywa

Wicekanclerz ma osobiste ambicje, ale musi też uratować partię. Ani politycy, ani wyborcy nie pozwolą na kolejną wielką koalicję. Na grudniowej konwencji musi więc pokazać sensowną alternatywę. Negocjacje z Die Linke są jeszcze niepewne. Nie zapominajmy, że rząd CDU-SPD jest dopiero na półmetku. Gabriel nie będzie zatem wchodził w konflikt z Merkel, ale na pewno nie zrezygnuje z mrugania do Gysiego. To Gabriel już w zeszłym roku zarządził zbliżenie się think tanków obu partii, Friedrich-Ebert-Stiftung (SPD) i Rosa-Luxemburg-Stiftung (Die Linke), które po cichu przygotowują programowy grunt pod wspólne rządy.

Punktem zwrotnym w postrzeganiu Die Linke była zapewne akcja wspólnego wypromowania Bodo Ramelowa na premiera Turyngii. Przed jego zaprzysiężeniem Gabriel prowadził z nim długie rozmowy. Regularnie konsultuje się z Katją Kipping i Berndem Riexingerem, szefami Lewicy. Dietmar Bartsch, kojarzony z umiarkowanym (liberalnym) skrzydłem Die Linke, jest przyjacielem wicekanclerza.

Ostatecznie to Gregor Gysi będzie rozdawał karty, jako jedyny bowiem może skutecznie ugasić płonące jeszcze konflikty. W rankingu najpopularniejszych niemieckich polityków charyzmatyczny prawnik plasuje się na piątym miejscu. Na kłopotliwe pytanie, czy nadal sądzi, że NRD nie była „państwem bezprawia”, odpowiada monosylabami. Powoli odchodzą w niepamięć jego przemówienia, przeradzające się niekiedy w sabotaż rządu i oderwane od oczekiwań wyborców. Gysi wie, że idąc tą drogą, scementował we wrogości do siebie niemal całą SPD, w tym sporą część mu przychylnych. Dawniej niemal codziennie łamy lewicowych dzienników wypełniały skargi Gysiego, jakoby SPD zatraciła lewicowe ideały. Ale to już przeszłość.

Niektórzy obserwatorzy są pewni, że Gysi potrafi się odciąć od populistycznych haseł i zdobyć na chirurgiczną precyzję w realizacji postulatów ważnych dla lewicy. Niekiedy jednak wyraźnie ma trudności w komunikowaniu się z SPD. Kiedy szef frakcji Die Linke czekał na Gabriela w stołówce Bundestagu, wicekanclerz przebywał 100 m dalej, w restauracji Einstein na Unter den Linden. O 12.10 zniecierpliwiony Gabriel wyszedł z lokalu. Kelnerowi wcisnął do kieszeni napiwek i szepnął: – Jeśli pojawi się tu przewodniczący Gysi, proszę powiedzieć, żeby kupił sobie zegarek.

Foto: imago/IPON

Strony: 1 2 3

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy