Dąbrowskiego (nie)ciekawe przypadki

Dąbrowskiego (nie)ciekawe przypadki

Jaka partia, taki członek. Czy może odwrotnie? Wizytówką warszawskiej PO jest Jarosław Dąbrowski, były wiceprezydent stolicy i były burmistrz Bemowa. Wizytówka to mocno wstydliwa, bo lista zarzutów wobec Dąbrowskiego jest wielkości stodoły. I nepotyzm, i fikcyjne umowy-zlecenia dla znajomków, i zakupy drogiej elektroniki (też dla swoich), i autko do własnej dyspozycji na weekendy (od kolegi burmistrza z PO), i robota dla narzeczonej, której nawet do tej roboty chodzić się nie chciało. Choć kasę brała regularnie. Platformie to, widać, nie przeszkadza, bo Dąbrowski dalej rządzi PO na Bemowie.
Równie barwne są wcześniejsze wpadki Dąbrowskiego. Tylko tygodnik „Nie” napisał, że Dąbrowski w latach 1999-2003 był ważnym urzędnikiem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a nawet szefem gabinetu politycznego ministra. Siedział w jednym pokoju z urzędnikiem, którego prywatna (!) firma otrzymywała z tegoż ministerstwa intratne kontrakty poza procedurą przetargową. Urzędnikiem, który sporządzał wnioski, by prywatna firma mogła dobrze zarobić, był nie kto inny jak Jarosław Dąbrowski. Przesłuchiwany wówczas przez ABW Dąbrowski nie mógł sobie niczego przypomnieć. A na stole było wszystko. Łącznie z mejlami. Przestępstwo oczywiste. Ale jak to u nas, pracę stracił nie Dąbrowski, tylko Bogdan Pawlak, który o tym syfie poinformował władze. O czym napiszemy za tydzień.

Wydanie: 31/2014

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy