Dlaczego Rosjanie nie chcą przyznać, że w 1981 r. byli gotowi do interwencji w Polsce?

Dlaczego Rosjanie nie chcą przyznać, że w 1981 r. byli gotowi do interwencji w Polsce?

Waldemar Kuczyński,
b. szef doradców premiera Buzka
Dlaczego mieliby przyznać? Nie chcą tego, bo ciągle obowiązuje zasada lojalności wobec własnego państwa, nawet starego, a Rosjanie uznają ciągłość ZSRR i Federacji Rosyjskiej. Nie chcą więc rzucać cienia na Rosję, że zamierzała najechać inny kraj, nawet taki, który był w ich własnym obozie. Nie ulega również wątpliwości, że Rosjanie nie chcieli interwencji. Rzecz w tym, że gdyby gen. Jaruzelski nie zadziałał zdecydowanie, wcale nie byłoby tak, jak uważają np. w IPN: Trudno, odpuszczamy Polsce. Oni raczej myśleli w następujący sposób: Musi to zrobić Jaruzelski, ale jeśli nie potrafi sobie poradzić, to nie mamy innego wyjścia.

Dr Adam Bobryk, socjolog,
Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach
Rosja w pewnym sensie jest spadkobiercą państwa radzieckiego. Potwierdzenie faktu, że armia szykowała się do zajęcia Polski uznawanej wówczas za sojuszniczą i należącą do tego samego bloku polityczno-militarnego, mogłoby przynieść straty wizerunkowe. Należy uwzględnić również fakt, że w życiu publicznym i w armii zapewne funkcjonuje jeszcze wiele osób, które były zaangażowane w te działania. Dla polityków rosyjskich zarówno z tych, jak i innych względów korzystna jest więc teza o braku zagrożenia interwencją. Przeczy temu jednak wiele faktów, zwłaszcza dotyczących koncentracji wojsk i rozwijania pełnej infrastruktury bojowej, łącznie z zapleczem medycznym, co wskazuje na liczenie się z poważnymi stratami. Powojenna historia naszego regionu obfitowała w interwencje zbrojne ZSRR. Można przypomnieć Berlin w 1953 r., Węgry w 1956 r., Czechosłowację w 1968 r. Obecni politycy rosyjscy uznali widocznie, że tej historycznej listy nie należy wydłużać. Tym bardziej że budzi to silne emocje, a plany interwencji w Polsce w świadomości społecznej częściowo obciążałyby współczesną Rosję. We wzajemnych relacjach mamy wiele drażliwych kwestii. Rosjanie wolą więc uniknąć pojawienia się kolejnej.

Prof. Jerzy J. Wiatr, politolog, b. przewodniczący komisji sejmowej ds. odpowiedzialności za stan wojenny
Nie chcą przyznać, dlatego że formalnie interwencja w Polsce byłaby złamaniem prawa międzynarodowego. Duma narodowa wciąż więc nie pozwala obciążać konta byłego ZSRR, a tym bardziej przyznawać się do takich decyzji, które nie zostały podjęte, choć były bardzo prawdopodobne. Wypieranie się tego jest po prostu zrozumiałą reakcją obronną. Można się posłużyć taką analogią: gdyby w 1938 r. Polska nie zaanektowała Zaolzia, nikomu nie przyszłoby do głowy przyznawać, że miała takie zamiary, bo to przecież była wielka plama na honorze. Myślę też, że żaden poważny naukowiec – poza Polską – zajmujący się historią stanu wojennego nie bierze tych rosyjskich deklaracji o braku zamiaru interweniowania serio, bo to było całkiem realne zagrożenie.

Teresa Torańska, dziennikarka, autorka serii wywiadów z b. politykami PRL
Czy ktoś w ogóle pytał Rosjan o zamiar interweniowania? I dobrze. 30 lat po tych wydarzeniach nie należy pytać. Co by to dało? Kolejny konflikt. Czy musimy prowadzić te wszystkie procesy w nieskończoność? Czy to w ogóle ma sens, by proces autorów stanu wojennego, a także wcześniejszych dramatów politycznych, ciągnąć po kilkadziesiąt lat, aż umrze ostatni oskarżony i ostatni świadek? To przecież kolosalna strata czasu, energii i pieniędzy z naszych podatków. Jest tyle spraw do załatwienia, że nie należy tworzyć obsesji. To coś jak kompleks Otella, który nie mógł przyjąć do wiadomości, że żona jest wierna. Niech oceną tych wydarzeń zajmą się historycy, a my dajmy sobie – i im, autorom stanu wojennego – spokój.

Prof. Eugeniusz Duraczyński, historyk, Wyższa Szkoła Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie
Trzeba by zajrzeć do dokumentacji rosyjskiej, ale na razie tych dokumentów nie ujawniono, choć pracowała nad tym specjalna komisja. Nie znam nikogo, kto widział owe materiały źródłowe. Rozpatruje się więc rozmaite warianty, snuje domysły i spekulacje. Myślę, że polsko-rosyjska komisja ds. trudnych mogłaby sobie postawić zadanie dotarcia do dokumentów. Obecnie nic pewnego nie da się stwierdzić, a na spekulacje nie mam ochoty.

Prof. Bogdan Łomiński, sprawy zagraniczne, Rosja, UŚ
Konferencja w latach 90. w Jachrance już pokazała, że Rosjanie nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za te wydarzenia, choć już poprzednio tak reagowali w NRD, na Węgrzech, w Czechosłowacji. Za to ich się obciąża, ale nie chcą się dokładać po raz kolejny. Tak reaguje część starego establishmentu, głównie generałowie, którzy się tam wypowiadali, ale nie słyszałem, by wprost zadawano pytania osobom i środowiskom bardziej otwartym i krytycznym wobec tamtych czasów. Być może część Rosjan wcale temu nie zaprzecza. Jest jednak znamienne, że wypowiedzi polityków ze starego establishmentu, np. Susłowa, stają się argumentem dla ludzi w Polsce, że żadnego zagrożenia ze strony Rosji nie było. To hipokryzja, bo naraz obdarza się autorytetem takie osoby tylko dlatego, że to pasuje do przyjętych założeń. Przecież oczekiwanie, że ci ludzie przyznaliby się do spraw mało chwalebnych, jest naiwnością. Sądzę, że osoby, które zaprzeczają, iż interwencja była szykowana, nie są reprezentatywne dla tej otwartej części społeczeństwa rosyjskiego, dla inteligencji rosyjskiej.

Prof. Stanisław Sulowski, europeistyka,
dyrektor Instytutu Nauk Politycznych UW
Przy każdej okrągłej rocznicy będą się pojawiać informacje różnych adiutantów albo generalskich córek, które znalazły pamiętnik i zapiski, w których mówi się, że mieli lub nie mieli wejść, a my, wciąż tym karmieni, zgodnie z naszym obyczajem będziemy podejmować nieustanny dyskurs historyczny i polityczny. Są jednak rzeczy, na które nie ma jednej, prostej odpowiedzi, zwłaszcza że działania, które miały miejsce przed 30 laty, można oceniać nie tylko w kategoriach etyki, odpowiedzialności i wyboru tzw. mniejszego zła. Post factum jesteśmy o wiele mądrzejsi, ale ci, którzy podejmowali decyzje, działali w innym miejscu, w innym czasie i przy zupełnie innym poziomie wiedzy. Ten aspekt trzeba uwzględnić w naszych rocznicowych rozważaniach.
Notował Bronisław Tumiłowicz
 

Wydanie:

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy