Dojechaliście, to o co chodzi?

Dojechaliście, to o co chodzi?

Niektórych to przeraża

Andrzej Janisz, reporter Polskiego Radia

Igrzysk olimpijskich nie da się porównać z niczym?

– Tak, przecież to zbiór mistrzostw świata we wszystkich sportowych dyscyplinach. Niektórych to przeraża, zadziwia. Na przykład Mariusz Jurkiewicz (piłkarz ręczny – przyp. red.), powiedział mi, że zawsze myślał, a nawet był przekonany, że wie, co to są igrzyska, że oglądał je w telewizji, ale gdy pojawił się w wiosce olimpijskiej, przeżył szok poznawczy: „Sądziłem, że jestem dobry z geografii – mówił – ale musiałem sprawdzać w Google Maps, skąd są niektórzy sportowcy”. Poza tym dla mnie i moich kolegów z mediów igrzyska składają się głównie z przejazdów. Zwykle można wykorzystać ten czas na pracę lub sen, ale w autobusach trzęsie tak niemiłosiernie, że trafić palcem w klawisz jest równie trudno jak polskim tenisistom w piłkę. To uroki pracy dziennikarskiej, w której ciągle jesteśmy spóźnieni.

To co mają powiedzieć kibice, którzy nie korzystają z przywileju poruszania się olimpijskimi pojazdami?

– Kibicom wiedzie się jeszcze gorzej. Jeśli mają bilety na dwie konkurencje dziennie, to przemieszczenie się nie jest prostą sprawą. Autobusy komunikacji publicznej są zapchane do granic możliwości. Jadą denerwująco wolno, gdyż jeden pas należy do transportu olimpijskiego. Korki, korki, korki. Ale to dla naszych fanów furda. Oni są! Biało-czerwone flagi, głośne śpiewy, doping dla naszych. Są niezawodni.

Zawodzą natomiast niektórzy nasi sportowcy.

– Nie można mieć pretensji o to, że przegrywają, ale o to, w jakim stylu niektórzy przegrywają. Jeśli ktoś przyjeżdża na swoje trzecie igrzyska i wygrywa na nich jedną walkę, należałoby może spytać, po co zabiera innym miejsce. Jeśli ktoś bardziej ufa dopingowi farmakologicznemu niż kibicowskiemu, to nie ma dla niego miejsca na igrzyskach. Są jednak na tych zawodach ludzie, którzy walczą na krawędzi własnej wytrzymałości oraz doceniają wysiłek innych. Dżudoczka Arleta Podolak przegrała po wspaniałej technicznie walce z faworyzowaną Japonką reprezentującą Tajwan Lien Chen-Ling. Była tak skrajnie wyczerpana, że przerwała wywiad z reporterem TVP, bo nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Przeprosiła, powiedziała że musi wyjść poza halę, ale wróci. Wróciła po kwadransie, porozmawiała, choć miała łzy w oczach. Przyprowadziła też trenerkę Anetę Szczepańską. Pokazała, że ma charakter, a ten najlepiej poznaje się nie w chwili triumfu, lecz właśnie słabości. Kiedy przeprowadzałem z nią wywiad, powiedziałem o niesprawiedliwości, bo występy niektórych dżudoków na igrzyskach trwają tylko pięć minut, a jeszcze innych kilkadziesiąt sekund, podczas gdy np. kolarze ścigają się przez sześć godzin. Arleta odrzekła, że to jest sport jednej pomyłki, wystarczy rozluźnić się na chwilę i atak przeciwniczki może zakończyć walkę. Nasza dżudoczka ma dopiero 22 lata. Jestem pewien, że za cztery lata w Tokio stoczy znacznie więcej pojedynków.


Phelps nie utonie
Szukano, aż znaleziono. Jakie zajęcie podczas igrzysk jest najbardziej zadziwiające? Okazuje się, że nie ma to, jak być ratownikiem na olimpijskiej pływalni. Nawet tacy supermedaliści jak Amerykanin Michael Phelps mogą czuć się całkowicie bezpieczni. Ponieważ zgodnie z brazylijskim prawem każdy publiczny basen o wymiarach większych niż 6 x 6 m musi być strzeżony cały czas, niezależnie od tego, kto w nim pływa.


Kup pan pochodnię!
Organizatorzy igrzysk w Rio de Janeiro prowadzą aukcję oryginalnych olimpijskich pamiątek, m.in. pochodni używanych podczas sztafety olimpijskiej (cena wyjściowa 15 tys. reali – ok. 18 tys. zł). Rozpoczęła się m.in. licytacja polskiej flagi, którą na stadion Maracana wniósł chorąży reprezentacji Karol Bielecki (cena wyjściowa 150 reali – ok. 180 zł) oraz piłki z meczu szczypiornistów z drużyną gospodarzy (cena wyjściowa 750 reali – ok. 900 zł). Oryginalność wszystkich przedmiotów potwierdzają specjalne certyfikaty.

Strony: 1 2

Wydanie: 33/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy