MSZ już dawno by zapomniało o Bognie Janke, gdyby nie przypomniała się sama. Po pierwsze, założyła ministerstwu sprawę w sądzie i żąda 100 tys. zł odszkodowania za to, że wycofano ją do kraju ze stanowiska ambasadora w Brazylii. Po drugie, opisała los „wygnanej ambasadorki” w portalu Onet, użalając się i ciskając gromy na MSZ.
„31 lipca 2024 r. otrzymałam z MSZ polecenie powrotu do Polski – pisała. – Nowe kierownictwo MSZ nakazało mi powrót z dnia na dzień. Nie mogłam zrobić tego w wyznaczonym terminie ze względu na obowiązujące przepisy sanitarne Unii Europejskiej dotyczące powrotu zwierzęcia z Brazylii. Pies, który przyjechał ze mną na placówkę, musiał przejść przewidzianą prawem procedurę, obejmującą badanie i okres oczekiwania. Nie była to kwestia mojej wygody ani uznaniowa decyzja, lecz formalny wymóg. Istotą tej historii nie jest jednak pies. Istotą jest reakcja państwa na obiektywną przeszkodę prawną. Zamiast ustalić bezpieczny i zgodny z prawem sposób zakończenia mojego pobytu, pozbawiono mnie służbowego mieszkania i samochodu. Przestałam otrzymywać świadczenia związane z pobytem na placówce. Musiałam sama wynająć mieszkanie, zapewnić sobie transport oraz opłacić ubezpieczenie medyczne. Dla polskiego MSZ z dnia na dzień stałam się osobą prywatną”.
Można się wzruszyć tym nieszczęściem i nieludzkim postępowaniem ministerstwa, ale… Do skarg pani Janke odniósł się rzecznik resortu. I przypomniał, że już 13 marca 2024 r. została oficjalnie, na piśmie, poinformowana, że planowane jest zakończenie jej misji. 22 kwietnia otrzymała informację,








