Eureka

Eureka

ZDROWIE

Kierowcy i grypa
Wrześniowe chłody sprawiły, że coraz więcej osób dopadają przeziębienie i grypa. Sięgamy wtedy po preparaty dostępne bez recepty. Z reguły zawierają one substancje udrażniające nos i zmniejszające wodnisty katar, takie jak feniramina czy pseudoefedryna. Różnią się mechanizmem działania, skutecznością i profilem bezpieczeństwa. Większość może działać nasennie lub nadmiernie pobudzać, a przez to osłabiać koncentrację i refleks, co jest istotne zwłaszcza dla kierowców i osób obsługujących urządzenia mechaniczne. Spośród tych substancji tylko fenylefryna nie przechodzi (lub przechodzi jedynie w niewielkim stopniu) do ośrodkowego układu nerwowego, nie usypia zatem i nie upośledza funkcji psychomotorycznych. Zawierają ją m.in. takie ogólnodostępne leki jak Coldrex MaxGrip, Gripex Hot Active czy Febrisan. Ale najważniejsze: zanim sięgniemy po tabletkę lub rozgrzewający napój musujący, koniecznie sprawdźmy ich skład i działanie.

Czekolada na serce
Duże badanie epidemiologiczne przeprowadzone we Włoszech wykazało korzystny wpływ czekolady na zapobieganie schorzeniom naczyniowym. Studium opublikowane w piśmie „Journal of Nutrition” dowodzi, że spożywanie 6,7 g czekolady dziennie znakomicie zapobiega stanom zapalnym, które są czynnikiem ryzyka w schorzeniach układu naczyniowego. Naukowcy z Katolickiego Uniwersytetu Campobasso we współpracy z Narodowym Instytutem Raka w Mediolanie przebadali 20 tys. mieszkańców regionu Molise.
U osób, które regularnie jadły niewielkie ilości czekolady, stwierdzono we krwi wyraźnie niższy poziom białka C-reaktywnego (CRP), które jest markerem stanu zapalnego.
Średnio 17-procentowe zmniejszenie poziomu CRP może wydawać się małe, ale wystarczy, by zmniejszyć ryzyko chorób naczyniowych o jedną trzecią u kobiet i jedną czwartą u mężczyzn – stwierdziła kierująca badaniami Romina di Giuseppe. Najlepsze efekty daje spożywanie ok. 6,7 g czekolady dziennie, co odpowiada małej kostce czekolady dwa-trzy razy w tygodniu. Łasuchów uwielbiających mleczną z orzechami może zmartwić tylko to, że przekraczanie tej ilości niweluje korzystne efekty, poza tym wyniki badania dotyczą wyłącznie czekolady ciemnej.

EKOLOGIA

Mniej pszczół
– droższa żywność

Pierwsze skutki wymierania pszczół są już odczuwalne w USA. Co drugi z tamtejszych pszczelarzy utrzymuje się nie z produkcji miodu, lecz z wynajmowania swych rojów do zapylania upraw. Właśnie takim hodowcom, mającym do 40 tys. kolonii, najbardziej zagraża zwiększona o 30% śmiertelność pszczół i Colony Collapse Disorder, nagłe (w ciągu kilku tygodni, a nawet dni) masowe ginięcie dorosłych owadów z wyjątkiem pozostających w ulu królowej i młodych robotnic. Do niedawna wynajęcie roju kosztowało 45-65 dol. – wyjaśnia na łamach „Le Monde” Dennis van Engelsdorp z wydziału rolnictwa Uniwersytetu Pensylwanii, jeden z pierwszych, którzy w 2006 r. opisali zjawisko CCD – obecnie producenci migdałów płacili już 170 dol. 80% światowej produkcji migdałów pochodzi z Kalifornii. Do zapylenia plantacji potrzeba ok. 1,2 mln rojów. W 2012 r. w USA może zabraknąć pszczół do zapylenia samych tylko migdałowców. Hodowcy ogórków z Karoliny Północnej już musieli o połowę ograniczyć produkcję.

Oszczędny dom dla Australijczyka

Zerowa emisja dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych – taki cel postawili sobie konstruktorzy prototypowego domu, wspólnego projektu CSIRO (Organizacji ds. Badań Naukowych i Przemysłowych Związku Australijskiego) oraz agend państwowych i firm. Pierwszym krokiem jest maksymalne zmniejszenie poboru energii – ZEH (Zero Emission House) został zaprojektowany w taki sposób, by wykorzystując nowe materiały i innowacyjne technologie, zużywał o 70% mniej energii niż zwykły dom podobnych rozmiarów. Ma stanąć w Laurimar, 30 km na północ od Melbourne, za rok. W ciągu następnego roku mierzone będzie zużycie energii przez jego mieszkańców i poziom emisji gazów cieplarnianych.

Owce na poligony!
Francuskie ministerstwo obrony dysponuje 50 tys. ha cennych przyrodniczo terenów. Istniejący od 1895 r. poligon w Sissonne, znany jako ośrodek szkolenia w walkach ulicznych, zajmuje 5,9 tys. ha. To także największy w Pikardii obszar łąk wapiennych, z chronionymi gatunkami fauny (ptaków i owadów) i flory (m.in. storczykami i zawilcem wielkokwiatowym). Obecnie łąki, po których nie jeżdżą już czołgi, zaczynają zarastać. Na poligonie pojawił się więc specjalny oddział odkrzaczający, złożony z 20 owiec. Do 2010 r. stado ma liczyć 200 sztuk i pod opieką pasterza pielęgnować 400 ha obozowych gruntów.

TECHNOLOGIE

Automatyczny samolot rolniczy

Inżynierowie z uniwersytetu w walijskim mieście Aberyswyth wraz z ekspertami z firmy technologicznej Qinetiq skonstruowali „bezzałogowy samolot rolniczy” do zbierania danych z pól uprawnych. Latający automat ma rozpiętość 2,5 m i masę zaledwie 7 kg. Trasa lotu jest zaprogramowana, w razie potrzeby można jednak aparatem kierować ręcznie. „Nasza maszyna nie potrzebuje pilota, bez ciężaru człowieka zużywa niewiele paliwa”, zachwala główny konstruktor, Jonathan Webber. Podczas pierwszych prób samolot wykonał zdjęcia pól uprawnych w podczerwieni. Dzięki tym fotografiom rolnicy mogą uniknąć nadmiernego nawożenia. Są plany używania tych latających automatów na wielką skalę, nie wiadomo jednak, czy zostaną zrealizowane. Przestrzeń powietrzna i tak jest zatłoczona, pojawienie się bezzałogowych aparatów może jeszcze bardziej utrudnić pracę kontrolerom lotów.

Helikopter bez ogona

H1 Fugu to nazwa helikoptera zaprojektowanego przez Matta Bassetta. Zastosowano w nim dwa niekonwencjonalne rozwiązania. Po pierwsze, posiada on dwa wirniki czteropłatowe, umieszczone jeden nad drugim. Po drugie, zamiast kół ma w podwoziu ruchome łapy. Dzięki temu jest nieporównanie mniejszy niż znane helikoptery – przy podobnej ładowności jak w helikopterach Chinook ma on 6 m, a nie 18 m długości. Nietypowe podwozie sprawia natomiast, że Fugu może wylądować w bardzo trudnym terenie, przez co znakomicie może spełniać funkcje helikoptera ratowniczego.

GEOLOGIA

Złoto z meteorytów
Zgodnie z obecną teorią powstania Ziemi, na powierzchni naszej planety nie powinno być złota, srebra, platyny ani irydu, te metale szlachetne powędrowały bowiem do żelaznego rdzenia naszej planety. Złoto i inne metale szlachetne znajdują się jednak na powierzchni, inaczej nie byłoby złotych zegarków czy platynowych obrączek. Naukowcy doszli ostatnio do wniosku, że kruszce zostały przyniesione przez metalowe meteoryty. Niemiecki geolog Gerhard Schmidt z uniwersytetu w Moguncji obliczył, że wystarczyło 160 metalowych meteorytów o średnicy 20 km, aby dostarczyć na Ziemię znaną obecnie ilość metali szlachetnych. Do tych „złotonośnych” kolizji doszło, zdaniem naukowców, jakieś 20 do 30 mln lat po powstaniu Ziemi (jakieś 4,5 mld lat temu). Niewykluczone też, że metale szlachetne znalazły się na powierzchni naszej planety w wyniku zderzenia z wielkim ciałem niebieskim, np. o rozmiarach Marsa. Do tej pory na Ziemi zidentyfikowano 175 kraterów po meteorytach.

NAUKA JĘZYKÓW

Egzaminy z angielskiego po nowemu

Od grudnia 2008 r. zmienia się formuła dwóch popularnych egzaminów z języka angielskiego: First Certificate in English (FCE) i Cambridge Advanced English (CAE). Najważniejsze zmiany to: skrócenie egzaminu o mniej więcej godzinę, wzbogacenie go o nowe typy zadań, skupienie uwagi na szerszym zakresie umiejętności i funkcji językowych oraz wprowadzenie nowej technologii pozwalającej skrócić oczekiwanie na wyniki egzaminu.
FCE jest certyfikatem dokumentującym znajomość języka angielskiego na poziomie średnio zaawansowanym, przygotowanie do niego wymaga ok. 600-720 godzin nauki. CAE przeznaczony jest dla osób korzystających z języka na poziomie zaawansowanym. Przygotowanie wymaga ok. 840 godzin nauki języka angielskiego. W Polsce sesje obydwu egzaminów odbywają się w marcu, czerwcu i grudniu. Na egzamin trzeba się zapisywać ok. 3 miesięcy wcześniej.
Szczegółowe informacje na temat zmian znajdują się na stronach Cambridge ESOL.

PSYCHOLOGIA

Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz

Może nie tyle dalej, ile szybciej. Australijscy psycholodzy z Uniwersytetu Queensland w Brisbane znaleźli dość proste wytłumaczenie przekraczania prędkości przez posiadaczy luksusowych, wyciszonych limuzyn, Okazuje się, że kierowcy w takich samochodach uważają, że jadą wolniej niż w rzeczywistości. Mark Horswill i Annaliese Plooy przeprowadzili doświadczenie, którego uczestnicy mieli ocenić prędkość samochodu. Raz słyszeli oni rzeczywisty hałas odpowiadający jeździe przy otwartych oknach, za drugim razem poziom dźwięku był niższy o 5 decybeli. W pierwszym przypadku badani wskazywali prędkość o ok. 5 km większą. Warto zatem, mknąc luksusową limuzyną, spojrzeć czasem także na prędkościomierz.

KSIĄŻKA

Sekret Kopernika
Co my wiemy o Koperniku? „Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię…”, czyli był autorem największego przełomu w astronomii, nosił też charakterystyczną fryzurę z krótką grzywką. Tyle wiedza potoczna, która jednak nie wyjaśnia, kim był autor epokowej teorii. Tymczasem „rewolucję naukową wywołał człowiek skomplikowany i pełen wad – chłodny, służalczy, kobieciarz, ale obdarzony też w najwyższym stopniu oryginalnym i śmiałym intelektem. (…) Do przełomu doszło, kiedy mając lat siedemdziesiąt, opublikował w 1543 roku, roku swojej śmierci, nowatorskie dzieło »O obrotach sfer niebieskich«”, czytamy w pracy Jacka Repchecka, który podejmuje próbę zbadania życia astronoma, szczególnie ostatnich 12 lat tak istotnych dla ludzkości.
Mało kto wie, że praca wstrząsająca podstawami nauki mogła w ogóle się nie ukazać – Kopernik obawiał się, że fragmenty jego teorii są błędne lub niekompletne i postanowił trzymać wszystko w tajemnicy. W ostatnich latach życia zaś uwikłał się w dwa spory: jeden dotyczył kochanki, drugi, znacznie poważniejszy – oskarżeń tego członka hierarchii Kościoła katolickiego o herezję reformacyjną. Obydwie sprawy zagroziły wydaniu „O obrotach sfer niebieskich”, a o tym, że stało się inaczej, zdecydował nieoczekiwany obrót spraw – twierdzi Jack Repcheck.
Jak zaznacza autor, książka jest przeznaczona dla czytelnika niewtajemniczonego, który niewiele wie o opisywanych wydarzeniach, choć zetknął się z teorią Kopernika. Dlatego kwestie naukowe są przedstawione w sposób możliwie najprostszy.
Jack Repcheck, Sekret Kopernika. Jak się zaczęła rewolucja naukowa, tłum. Przemysław Bandel, Rebis, Poznań 2008


Kolumny przygotowaIi: Aleksandra Pańko, Krzysztof Kęciek, Agata Gogołkiewicz i Joanna Wielgat 

Wydanie: 40/2008

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy