Goliszewski ofiarą… lewicy

Goliszewski ofiarą… lewicy

Do coraz dłuższej listy nieszczęść, jakie spadają na Marka Goliszewskiego, doszło jeszcze jedno. Nietypowy obrońca, Tomasz Terlikowski. Ultrakatolicki bojownik, walczący ze wszystkim, co nie jest wystarczająco ultrakatolickie. Jak przystało na doktora filozofii, Terlikowski pracy doktorskiej Goliszewskiego nie czytał. Podkreślił to z dumą, bo przecież nie o Goliszewskiego mu chodzi, a o wszelkie możliwe lewactwo piszące rzeczy, których Terlikowski nie akceptuje.
Obrona Terlikowskiego tak się spodobała mgr. Goliszewskiemu, że o uwalenie swojego skromniutkiego dziełka też oskarżył lewicę. Nic innego jak perfidny spisek lewicowych zawistników sprawił, że Goliszewski nie może sobie dopisać przed nazwiskiem skrótu dr.
Wiadomo, że spisek wymierzony był we wszystkich przedsiębiorców. A zwłaszcza tych, którym Goliszewski, jako szef i właściciel BCC, wręczał różne wazoniki. BCC miało z czego żyć. A przedsiębiorcy rozbawiali publiczność wyglądem. Debiutantów w smokingach bywało więcej niż na dworze królowej Elżbiety.
Goliszewski popełnił chyba błąd, nie wybierając sobie innego tematu pracy doktorskiej. Na przykład takiego: „Dynamiczny rozwój krawiectwa smokingowego w III RP”.
Lewicy gratulujemy więc spisku. To jej pierwszy sukces od dawna.

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Przebłyski