Handlarze cudów

Handlarze cudów

Fot. Shutterstock

Bazyliki, święte obrazy to miejsca, przy których doskonale się zarabia

Człowiek z ochrony dużego sanktuarium zatruwa mnie wręcz swoimi lękami. Ucieka się nawet do stwierdzenia, że oni są gotowi zabić. „Niech pan zadba o moje bezpieczeństwo”, powtarza setki razy. Chce pozostać anonimowy i mam zatrzeć wszelkie ślady. Dzwoni, pisze esemesy, odzywa się przez aplikację, a potem sam usuwa wiadomości, jakby sprzątał po sobie na bieżąco. „To jest mafia”, mówi.

I nie brzmi jak ktoś, kto chce zrobić wrażenie. Raczej jak ktoś, kto próbuje przeżyć. Opowiada mi o cudach rzekomo dziejących się pod jednym z cudownych obrazów. „O ściemie” – powtarza jak mantrę – „bo wszystko tu jest naciągane”. Kiedy proszę o szczegóły, opisuje mechanikę: zakonnicy przyjmują wszystko na słowo, jakieś pojedyncze lepsze wyniki, lepszy dzień chorego, ulgę po lekach – i lepią z tego opowieść o uzdrowieniu, którego nie da się wyjaśnić inaczej niż Bogiem. Podkręcają narrację, bo narracja jest paliwem – bez niej nie ma ruchu, nie ma tłumów, nie ma pieniędzy. A najciekawsze – mówi – nie są cuda. Najciekawsze jest, jak oni tu żyją, bo to jest prawdziwy cud. „Oni jedzą jak świnie”, rzuca bez wahania i zaczyna snuć obrazy z refektarza: dokładki, talerze jak na weselu.

Mówi też o braku manier, o pogardliwym tonie, o tej specyficznej pewności siebie ludzi, którzy wiedzą, że są u siebie. Nawet śmiać się nie potrafią, tylko rechoczą jak żaby. „Jak w chlewie, proszę pana, jak w chlewie”. I nagle pojawia się wątek pieniędzy: „Był taki miesiąc, że przełożony kazał nam pilnować ludzi, którzy zbierają tacę i otwierają puszki. Bo było więcej zaufania do nas niż do braci zakonnych”, zauważa bez satysfakcji (…). „Te sprawy są ukrywane”, dodaje. „Nikt z tym nie idzie na policję. Bo gdyby ludzie się dowiedzieli, co się dzieje z pieniędzmi, które tu zostawiają, nikt by tego miejsca nie odwiedzał”.

I znów wraca do tego, co w tej opowieści najważniejsze: do strachu, do trzymania wszystkich w ryzach milczenia, do systemu, który działa tylko wtedy, gdy nikt nie zadaje pytań na głos. Mówi, że są bezkarni. Że były międzynarodowe inspekcje, narady, rozważania, co robić. Że odprawiali dni skupienia,

Fragmenty książki Artura Nowaka Taca, Prószyński i S-ka, Warszawa 2026

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 36/2026

Kategorie: Obserwacje