Koniec ery Platformy?

Koniec ery Platformy?

Chyba niestety tak. Piszę to bez cienia satysfakcji. Przeciwnie, z wielkim niepokojem.
W sondażach PiS po raz pierwszy przegoniło Platformę. Aroganckie przekonanie, że „nie mamy z kim przegrać”, okazało się płonne.
Platforma sama sobie winna. To prawda. Ale też prawdą jest, że wobec zupełnej bierności lewicy, która nie potrafi się zjednoczyć i wspólnie czegoś przedsięwziąć, alternatywą dla Platformy jest PiS z jakimiś przystawkami, wśród których, zdaje się, poczesne miejsce może zająć… część Platformy.
Zacznijmy od początku. Rząd PO i PSL wyhamował wszystkie istotne reformy. Każda reforma boli, a Platforma boi się spadku poparcia. Hamulcowym reform jest już tradycyjnie PSL, które tę rolę odgrywa w koalicji z każdym. SLD już kiedyś o tym się przekonał.
Drugi rząd Tuska jest zdecydowanie słabszy od pierwszego. Pełno w nim postaci zupełnie bezbarwnych, nieznanych. Nawet dziś, po roku rządzenia, gdyby zapytać Polaków, kto jest ministrem spraw wewnętrznych, kto obrony narodowej, kto ochrony środowiska, a kto skarbu, ponad 90% nie potrafiłoby na te pytania odpowiedzieć.
Można by sądzić, że rząd został sformowany nie pod kątem realnych potrzeb państwa, ale pod kątem doraźnych potrzeb Platformy i jej lidera. Pomysł z Gowinem w roli ministra sprawiedliwości był najfatalniejszy z możliwych. Nie tylko dla kraju, ale też dla Tuska osobiście i dla Platformy.
Jak tłumaczą go wierni mu członkowie PO, Tusk wolał mieć Gowina w rządzie niż jako szefa frakcji w Sejmie. No to ma. Ma opozycję wewnątrz rządu, a w Sejmie takoż. Przy okazji funkcja ministra i związane z tym występy w mediach umocniły tylko pozycję polityczną Gowina.
Jest tym wyraźniejszym i tym mocniejszym liderem wewnątrzplatformianej opozycji. Ostatnio pokazała ona swoją siłę, pomagając skrajnej prawicy przeforsować przez pierwsze czytanie w Sejmie fundamentalistyczny projekt ustawy ograniczającej prawo do aborcji.
Jako minister Gowin nie zrobił nic dla poprawy funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, a do czego tylko się wziął, to schrzanił. Nic dziwnego, o prawie i funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości zielonego pojęcia nie ma, więc albo gada coś pod publiczkę (ale taką, która i tak zagłosuje na PiS), albo wspiera jakieś niedowarzone pomysły swoich doradców, z których część doradzała jeszcze niedawno PiS. Brnie z uporem maniaka w projekt likwidacji kilkudziesięciu sądów rejonowych, narażając Platformę na konflikt z koalicjantem, PSL bowiem nie chce do tej likwidacji dopuścić.
Licznymi obraźliwymi wypowiedziami o środowiskach prawniczych, jak i niemądrymi wypowiedziami na temat prawa (które to ma w nosie) zraził je już nie tylko do siebie, ale i do Platformy. A środowiska te dotąd na Platformę głosowały. Bezsensowny upór przy doktrynerskiej deregulacji zraża do Platformy kolejne, liczne i wpływowe grupy.
Oczywiście Gowin będzie równocześnie zapewniał o swojej lojalności wobec Tuska i Platformy (udając, że nie widzi jej coraz wyraźniejszego podziału, nad którym usilnie pracuje). I oczywiście z Platformy nie odejdzie. Nie odszedłby, nawet gdyby Tusk usunął go ze stanowiska ministra. Bo na razie nie ma dokąd pójść. Ale w razie czego, gdyby Platforma stale dołowała w sondażach, z częścią Platformy nietrafnie i bez pokrycia nazywaną „konserwatywną” (de facto narodowo-katolicką) odejdzie do jakiegoś nowego POPiS. Zrobi to na pewno, jeśli Platforma wybory przegra.
Teraz, przy pełnej aprobacie PiS i jego odprysku, jakim jest Solidarna Polska, pracuje nad podporządkowaniem prokuratury politykom. PiS liczy na to, że wybory wygra, więc taka podległa politykom prokuratura bardzo mu się przyda.
Tymczasem stan prokuratury jest wciąż fatalny. Prokurator generalny Andrzej Seremet, mimo naprawdę najwyższych kompetencji fachowych i moralnych, nie mając żadnych instrumentów, bo tych pozbawiła go ustawa, nie jest w stanie nie tylko jej uzdrowić, ale nawet sprawnie nią kierować. Dodatkowo w rozkładzie prokuratury ma swój udział premier Tusk. Nie przyjmując od 10 miesięcy sprawozdania prokuratora generalnego za rok 2011, osłabia jego autorytet w samej prokuraturze. Wszak nieprzyjęcie sprawozdania skutkować może odwołaniem prokuratora generalnego. Utrzymywanie stanu niepewności co do szefa struktury zhierarchizowanej, jaką jest prokuratura, demoralizuje tę strukturę.
Nie ma zapowiedzianej reformy służby zdrowia, nie ma wizji reformy wymiaru sprawiedliwości, edukacji, dług publiczny rośnie, a kryzys za pasem. Co może przeciwstawić bezideowa, podzielona Platforma tysiącom fanatycznych wyborców PiS, potrafiących się skrzyknąć pod byle absurdalnym hasłem („Obudź się, Polsko”)?
A gdzie jest lewica? Czy ambicje liderów wciąż jeszcze nie pozwalają na to, by – jeśli nawet nie może się zjednoczyć – mogła chociaż harmonijnie współdziałać i próbować zrobić coś razem?
Platforma następnych wyborów już raczej nie wygra. Jeśli coś spektakularnego nie wydarzy się na lewicy, za trzy lata rządzić nami będą Kaczyński z Ziobrą i Gowinem. Może ogłoszą projekt V RP?

Wydanie: 42/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. Roman W. Jedynak
    Roman W. Jedynak 22 października, 2012, 19:32

    Bingo! Panie profesorze, Odczuwam ogromną satysfakcję z tej oceny sytuacji dokonanej przez Pana profesora. A lewica się już „pozbiera” i to coś spektakularnego się wydarzy.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. sugadaddy
    sugadaddy 27 października, 2012, 14:47

    To kto rządzi, i tak pomału przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie; rządzi Polską kościół.
    sugadaddy

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na „sugadaddyAnuluj pisanie odpowiedzi