Jeśli czuć garami, uciekam

Jeśli czuć garami, uciekam

ILE JEST SEKSU W JEDZENIU?

Wieszczy pan rewolucję, jak w tytule programu Magdy Gessler?

– Absolutnie tak. To, co się dzieje w polskich kuchniach i gastronomii, jest taką rewolucją jak w Europie Zachodniej rewolucja obyczajowa pod koniec lat 60. Gotowanie i jedzenie to seks XXI w. Kiedyś o pewnych sprawach publicznie się nie mówiło. Życie erotyczne i upodobania kulinarne należały do sfery intymnej. Dziś mówimy o wszystkim, komentujemy rozmaite zachowania. Sypialnia, ale także kuchnia stają się coraz bardziej otwarte. Niektórzy filmują to i wpuszczają do sieci. Moja babcia uważała, że niekulturalne jest jedzenie na ulicy, poradniki savoir-vivre’u przestrzegały, że na proszonym obiedzie nie należy komentować jedzenia. Teraz opowiadamy i fotografujemy.
W ostatnich 10 latach czas przebywania Polaków w restauracji wydłużył się o 50%. A rozmaite choroby związane z przejedzeniem albo niedożywieniem są omawiane w towarzystwie. Anoreksja i inne patologie weszły do powszechnego słownika.

Mamy restauracyjny bum, ale czy te knajpki powstające masowo w miastach i miasteczkach będą mogły się utrzymać?

– Wszystkie nie. To bardzo dynamiczna nisza. Właściciele, przekonani, że świetnie gotują i przychodzi do nich dużo znajomych, szybko się przekonają, że to nie wystarczy do rozwinięcia biznesu. Rynek weryfikuje takie nie do końca skalkulowane inicjatywy, które wymagają katorżniczej pracy od rana do nocy i żelaznej ręki w prowadzeniu interesu. To biznes niebezpieczny i ryzykowny, nigdy nie chciałem tego robić. Własna restauracja nie może być tylko formą uprawiania życia towarzyskiego. To musi przynosić pieniądze.

Nie chciałby pan być restauratorem, ale czy chociaż umie pan gotować?

– Nie gotuję. Wszystko i tak już zostało ugotowane i ja nie muszę. W chwili depresji mogę sobie zrobić jajecznicę, ale to sporadyczne sytuacje i nie zamierzam się nimi chwalić ani ich upubliczniać. Nie napiszę też książki kucharskiej, jak to zrobiło wielu artystów i niektórzy politycy.

Gdyby musiał pan przez tydzień jeść to samo, co by pan wybrał?

– Ostatnio przez przypadek musiałem przez tydzień jeść dania wegetariańskie, ale nie jest to dieta dla mnie. Gdy wróciłem do siebie i do podstawowej diety wysokobiałkowej, poczułem ulgę, odwrotnie, niż mi to relacjonowano. Dobrze się czuję, jedząc mięso, bo to podstawa naszej tożsamości kulturowej i nie chcę się jej pozbawiać. Buntuję się też przeciwko wybrzydzaniu, że np. płucek, móżdżku, żołądków, flaczków nie będziemy jeść, bo to obrzydliwe. Jemy tylko polędwicę, ale przecież zwierzę oddało życie nie po to, by większość wyrzucać. Znajomi Wietnamczycy opowiadali, że po przyjeździe do Polski byli zachwyceni, bo to, w czym się specjalizuje ich kuchnia, czyli podroby, otrzymywali u rzeźnika za darmo lub za grosze. Traktowało się to jako karmę dla psów. A przecież w podrobach pojawiają się różne smaki: gorzkie, kwaśne, korzenne, orzechowe i wiele innych.

CO Z ROSOŁEM POGARDY?

Polacy się podzielili – politycznie, mentalnie, obyczajowo. Mamy też ostre podziały kulinarne. Są weganie i smakosze koniny, padają oskarżenia, że ktoś serwuje mięso psów albo że zabija rytualnie. Przydałby się kulinarny okrągły stół?

– Okrągły stół nic nie da, bo każdy zostanie przy swoim, ale cieszyłbym się, gdybyśmy wszyscy się tolerowali. I nie mówili, że czyjś styl czy sposób jedzenia jest lepszy lub gorszy. Niektórzy powielają rasistowskie stereotypy wobec największej mniejszości etnicznej w Polsce, a przecież osiedleni tu Wietnamczycy stali się już Polakami. Młode pokolenie mówi perfekcyjnie po polsku i świetnie zna kulturę, więc wmawianie im, że są psożercami, to raczej wyraz pogardy. Argumenty padające w publicystyce są zawsze dosyć przypadkowo dobrane i o rozmaitym stopniu ważności, tymczasem każdy organizm jest odmienny. Pewien niemiecki naukowiec napisał, że jesteśmy już „chorzy od zdrowego jedzenia”, i obalił wszystkie stereotypy. Argumenty, że coś jest niezdrowe, np. masło, wynikają częściej z powodów marketingowych. Raczej promuje się te produkty, które po prostu się opłacają. Każdy powinien podejmować decyzje żywieniowe na poziomie stylu życia i wybierać dla siebie to, co chce.

A ubój rytualny?

– Jeśli dla jakiejś wspólnoty ubój rytualny ma znaczenie tożsamościowe, trzeba to uszanować. Najbardziej przekonuje mnie postawa rabina Schudricha, który zapowiedział wystąpienie do sądu w imieniu swojej wspólnoty, ale zauważył, że dla niego samego to nie stanowi problemu, bo jest wegetarianinem.

Czy jeśli ktoś marnuje jedzenie, źle gotuje i nie jest smakoszem, to zmarnuje również swoje życie?

– Na pewno lekceważenie jedzenia jest pozbawianiem się ogromnej przyjemności i wiedzy na temat świata. Jedzenie to także domena poznania. Nie darmo chrześcijanie co tydzień zjadają swojego Boga. Tak czy inaczej jedzenie stanowi element wszystkich systemów religijnych. Jedzeniowi abnegaci są ubożsi w doznania.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 3/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy