Kitu nie wciskałem

Kitu nie wciskałem

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Dotrzymujemy słowa – to rzecz najważniejsza

Janusz Czerwiński – ur. 24 października 1936 r., zawodnik, trener piłki ręcznej. Jego drużyna zdobyła trzecie miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 r. Następnie trenował reprezentacje Islandii (1976-1977) i Grecji (1984-1987). Prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce (1988-1996, od 1996 prezes honorowy ZPRP), rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku (1981-1984 i 1996-2002), profesor zwyczajny.

Jak pan trafił do piłki ręcznej?
– Byłem też koszykarzem. Nawet nieźle mi szło. Ale wie pan, w tamtych latach, po wojnie, uprawialiśmy wszystko. Począwszy od szmacianki i puszek od konserw, bo je także się kopało. Straszna bieda była. Ale umiałem się dostosować, nie narzekałem. Na studia dostałem się na AWF w Warszawie. W tym czasie grałem w Kłodzku w piłkę ręczną i – to był ewenement – weszliśmy do pierwszej ligi „jedenastek”. Wie pan, co to było?

Piłka ręczna, jedenastoosobowa.
– Jak weszliśmy do pierwszej ligi, to było ogromne wydarzenie na Dolnym Śląsku. Chłopcy, z którymi ten awans wywalczyliśmy, zaczęli mnie namawiać: zostań! A ja odpowiadałem: wezmą mnie do wojska! A oni: nie wezmą! Załatwimy ci wszystko! Proszę sobie wyobrazić, że wybrałem granie w Kłodzku. I oczywiście trafiłem do wojska. Ale do Śląska Wrocław nie poszedłem, bo w naszym mieście też był cywilno-wojskowy klub sportowy Nysa. Udało mi się zostać w Kłodzku i mogłem grać. Ale w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że muszę się pakować. Bo tu się nie rozwinę. A miałem swój cel. Marzyłem, żeby być reprezentantem Polski. I tak trafiłem do Gdańska.

Sam pan tam się zgłosił?
– Kolega mnie nakłonił, żeby przyjechać i zobaczyć. Bo powstaje nowy klub – Spójnia Gdańsk, do tego jest fajny trener. Przyjechałem i od razu mnie tam drapnęli. Nienajgorszy byłem. I od 1959 r. jestem w Gdańsku.

Kupili pana?
– To były inne czasy. Nie było pieniędzy, bajer głównie funkcjonował. Pamiętam, jak mnie namawiali: przyjdziesz, dostaniesz mieszkanie. Jakie chcesz? Drzwi w środku otwierane czy zasuwane? To ja mówię: wszystko jedno, tylko dajcie to mieszkanie.

Dali?
– Po trzech latach. Trzeba było cierpliwie poczekać.

A co sprawiło, że zajął się pan trenerką?
– Samo wyszło. Grając, zawsze obserwowałem, jak grają ci drudzy. Bo to cały czas były rzeczy nowe, których człowiek nie znał. Mieliśmy mecz ze Szwedami, którzy w tej dyscyplinie reprezentowali wysoki poziom. Patrzyłem, jakie mają nowości. Rzut ze skrzydła z odchyleniem. Jak oni to robili? Była sytuacja charakterystyczna – w obronie stwarzali luki,

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 34/2026

Kategorie: Kraj, Wywiady