Klich ciągle w dobrym humorze

Klich ciągle w dobrym humorze

Ten polityk jest jak koza z dowcipu o rabinie, do którego trafił Żyd narzekający na małą izbę i wielką ciasnotę, bo rodzina liczna. Rabin poradził mu, by kupił kozę i wprowadził ją do izby. Gdy po tygodniu zrozpaczony Żyd ponownie pojawił się u duchowego ojca, usłyszał, by wyprowadził kozę. I tak się stało. A podziękowaniom dla rabina nie było końca.

Podobnie było z Bogdanem Klichem. W 2007 r. Donald Tusk, znany z zadziwiających nominacji kadrowych, powołał tego lekarza psychiatrę na ministra obrony narodowej. Jedno, co Tusk tym ruchem osiągnął, to całkowite wprowadzenie w błąd licznych wrogów naszej ojczyzny. Zaskoczenie było kompletne. A największe w wojsku, które nigdy nie miało za szefa takiego cudaka. O dorobku ministra Klicha szczerze mówił jego były zastępca, gen. Waldemar Skrzypczak. Niestety, mimo poszukiwań nie znaleźliśmy żadnej wypowiedzi generała, która nie byłaby druzgocącą krytyką Klicha. Nie będziemy więc ich cytować, bo wróg nie śpi. A od 2011 r. nasza armia już bez kozy, pardon, Klicha, ciągle liże rany i próbuje wrócić do normy. Tylko Klich ma się dobrze. Żyje sobie z pensji w Brukseli. I jak gdyby nigdy nic komentuje w mediach sprawy obronności.

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy