Konfabulacje i niedorzeczności

Konfabulacje i niedorzeczności

Kukliński niech mieszka, gdzie chce, natomiast nie możemy się pogodzić z tak tendencyjnym, fałszywym eksponowaniem jego roli – piszą władze pięciu związków żołnierzy

W ostatnich dniach media poinformowały o pobycie w Polsce Ryszarda Kuklińskiego. Swoistą i chyba nieprzypadkową przygrywką do tej wizyty stanowił wywiad, jakiego Józef Szaniawski udzielił gazecie „Rzeczpospolita” (zamieszczony 24-25 sierpnia br.). Znany jest on od lat jako swoisty „konferansjer” R. Kuklińskiego, spotyka się z nim, prowadzi długie rozmowy, przekazuje jego wersje wydarzeń, informacje, opinie. Stąd też to, co mówi w tym wywiadzie, niewątpliwie opiera się na relacjach Kuklińskiego, który jak dotychczas ich nie sprostował. (…) Na temat poruszanych przez p. Szaniawskiego wątków, oczywistych konfabulacji i niedorzeczności można by napisać cały obszerny tekst. W tym momencie ograniczymy się tylko do niektórych uwag:
– Bez komentarza zostawiamy megalomańską opinię, iż „Minister Obrony Narodowej wiedział mniej o potędze militarnej Związku Sowieckiego niż Ryszard Kukliński”. Uporczywie powtarzane jest też stwierdzenie, iż znał on plany operacyjno-strategiczne ZSRR-Układu Warszawskiego. Plany ew. działań wojennych są najbardziej strzeżoną tajemnicą wojskową i państwową. W Polsce znany był wąskiemu gronu osób tylko plan operacyjny Wojska Polskiego. Plany działań przewidzianych dla innych armii Układu Warszawskiego, w tym dla Armii Radzieckiej, nie były znane Szefowi Sztabu Generalnego, a nawet Ministrowi ON, więc tym bardziej nie mógł ich znać Kukliński. Uczestnicząc w ćwiczeniach koalicyjnych, znał ich tło i przebieg. Nie mogły one jednak – jako żelazna zasada – ujawniać, zdradzać rzeczywistych zadań. Groteskowo brzmią wywody Józefa Szaniawskiego na temat ćwiczeń w rejonie Magdeburga w 1973 r. i tego, co działo się w „kwaterze polowej” marsz. Ustinowa: strofowanie stojących na baczność otępiałych radzieckich marszałków i generałów, chodzenie Kuklińskiego w skarpetkach z butami w ręku po mapie, przestawienie na niej paru chorągiewek i w nagrodę „całusy” Ustinowa. Szaniawski komentuje ten wyczyn skarpetkowy w następujący sposób: „Od tej pory Kukliński był poza wszelkimi podejrzeniami”. W ćwiczeniach tych uczestniczyło wielu polskich oficerów, generałów i nikt z nich nie potwierdza takiego faktu. Do tego warto dodać najbardziej pikantną okoliczność. Otóż marsz. Ustinow – jak określił p. Szaniawski „prawa ręka Breżniewa” – Ministrem Obrony ZSRR został dopiero w 1976 r. – trzy lata po śmierci marszałka Greczki. Jak więc mógł kierować wspomnianymi ćwiczeniami?
– Zmiany w doktrynach wojennych obu przeciwstawnych sojuszy następowały w wyniku postępującego przeświadczenia, że wojna z zastosowaniem broni jądrowej równa jest obopólnemu samobójstwu. Użycie tej broni zakładano więc jako ostateczność. Istniała przewaga Układu Warszawskiego zwłaszcza w czołgach, a jednocześnie przewaga NATO w innych kategoriach uzbrojenia, w technologicznej nowoczesności, w uzawodowieniu armii itd. Było to powszechnie znane, a nawet demonstrowane w rozmachu, skali różnych ćwiczeń, w masowości użycia wojsk, w pokazach nowych rodzajów i środków sprzętu bojowego. Doprawdy trudno uwierzyć, ażeby znakomite, wysoce kompetentne dowództwa i sztaby armii amerykańskiej oraz innych armii NATO uzyskały rzeczywistą wiedzę o siłach zbrojnych Układu Warszawskiego, w tym o 300-tysięcznym awangardowym zgrupowaniu radzieckim na terenie NRD, dopiero od Ryszarda Kuklińskiego. (…)
Interesujące, dlaczego Józef Szaniawski pominął wątek stanu wojennego. Przecież Kukliński był jednym z opracowujących technologię jego wprowadzenia. Można z ironią powiedzieć, iż tak sprawny przebieg tej operacji to również jego zasługa. Natomiast wciąż brakuje logicznej odpowiedzi, dlaczego przebywając już bezpiecznie w USA i mając rzekomo tak mocną pozycję, nie żądał, nie spowodował ostrzeżenia „Solidarności”, Kościoła, Papieża Polaka, a przede wszystkich dlaczego nie zostały uprzedzone polskie władze, iż wprowadzenie stanu wojennego spotka się z ostrą reakcją Zachodu. To wszystko jakoś koliduje za wznoszeniem go na piedestał bohaterstwa.
Wreszcie podkreślana przez Józefa Szaniawskiego „bezinteresowność” Ryszarda Kuklińskiego. To kolejny mit. Dobitnie to wykazał jego bliski sąsiad z ul. Rajców, generał Władysław Hermaszewski, w liście otwartym, jaki opublikowało w numerze styczniowym 1998 r. czasopismo „Kontrasty”. (…)
Nie występowalibyśmy z tym oświadczeniem, gdyby nie kolejny nawrót próby eksponowania, gloryfikacji Ryszarda Kuklińskiego. Zawsze staliśmy na stanowisku, iż jego sprawę – w nowej historycznej i międzynarodowej sytuacji – należy zamknąć w sposób humanitarny. Niech mieszka, gdzie chce, i niech żyje w spokoju. Natomiast nie możemy się pogodzić z tak tendencyjnym, fałszywym eksponowaniem jego roli.

– Prezydium Rady Klubu Generałów WP
– Prezydium Zarządu Głównego Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych
– Prezydium Zarządu Głównego Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy WP
– Prezydium Zarządu Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego

 

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy