Konsul zamożnych Polaków

Konsul zamożnych Polaków

Naszych konsularników, czyli konsulów z placówek i urzędników pracujących w centrali, w departamencie, najbardziej burzyło, gdy konsulami generalnymi zostawali zupełni dyletanci, osoby z politycznego polecenia. Taki najazd mieliśmy np. w czasach PiS na konsulaty w USA – w pewnym momencie żadnym nie kierowała osoba, która wcześniej zajmowała się sprawami konsularnymi.

No to teraz warto wspomnieć o innym przypadku, tylko z pozoru podobnym. Otóż do Barcelony na konsula generalnego minister Sikorski wysłał osobę, która również nie zajmowała się wcześniej sprawami konsularnymi. Ale nie ma w MSZ człowieka, który by twierdził, że to chybiona nominacja. Wręcz przeciwnie, mówią, że trudno byłoby lepiej trafić. Tym konsulem jest Maciej Bernatowicz. Człowiek, który zna i kocha Hiszpanię, MSZ w zasadzie zna od dziecka, przez wiele lat był na placówce w Madrycie i pracował w centrali. Do tego ma wielkie umiejętności komunikowania, rozmawiania i przekazywania informacji. Jeśli więc tylko nie zabraknie mu zapału…

Zacznijmy od tego dziecka – Maciej Bernatowicz jest synem Grażyny Bernatowicz, która dwa razy była wiceministrem spraw zagranicznych i o której kompetencjach minister Sikorski wyrażał się z najwyższym uznaniem. Głównym obszarem jej zainteresowań była Hiszpania i proces jej wejścia do Unii Europejskiej – pisała z tego i doktorat, i habilitację. Przez pięć lat (2002–2007) była ambasadorem w Madrycie, potem, po powrocie do Warszawy, objęła stanowisko wiceministra.

W tym czasie w MSZ zaczął pracować, po przyjściu z Kancelarii Premiera, Maciej Bernatowicz. W różnych miejscach – w centrali był wicedyrektorem w Departamencie Współpracy Ekonomicznej, a potem w Departamencie Ameryki. W latach 2011-2016 kierował referatem ekonomicznym ambasady w Madrycie i był jej rzecznikiem prasowym. W latach 2018-2023 pracował w ambasadzie w Hadze, odpowiadając za kwestie zarówno gospodarcze, jak i później polityczne. Minęło mu tak, przy różnych ministrach, prawie 20 lat. I już wiadomo, że sam na swoją pozycję zapracował.

A teraz ta Barcelona. Bernatowicz mieszkał w Hiszpanii prawie dziewięć lat, studiował w Madrycie. Gdy tam był, przesyłał korespondencje do gazet, radia i telewizji. Wie zatem, jak mówić, aby przyciągać uwagę. Napisał zresztą książkę o jednoznacznym tytule: „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”.

Warte zauważenia – gdy przedstawiał posłom w Sejmie swój okręg konsularny i plan pracy, panowała cisza, słuchano go z uwagą. Bo to miejsce, w którym mieszkania i domy ma kilkadziesiąt tysięcy Polaków. W Katalonii, Walencji. Owszem, jest jeszcze spora grupa dawnej emigracji zarobkowej, ale przede wszystkim napływają ci nowi, zamożni, którzy kupili nieruchomości – jedni, żeby wynajmować, drudzy, żeby mieszkać. W wakacje albo na stałe. No i 1,5 mln polskich turystów. Do tego placówka musi się przystosować.

Bo Polacy w Hiszpanii chcą już czegoś innego i co innego mogą zaoferować.

Później posłowie, jeden po drugim, gratulowali Bernatowiczowi prezentacji. W sumie dobrze się zaczyna…

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 37/2026

Kategorie: Aktualne, Notes dyplomatyczny