Korkuć o „Ogniu”

Korkuć o „Ogniu”

Każdy wybiera sobie takich idoli, jacy mu odpowiadają. Ale gloryfikowanie morderców musi być napiętnowane.
Dla Macieja Korkucia z krakowskiego IPN bohaterem jest Józef Kuraś, znany jako „Ogień”. Na łamach „Naszego Dziennika”, organu ojca Rydzyka, na dwóch kolumnach opisuje Korkuć bohaterskie życie i czyny Kurasia, nie szczędząc epitetów tym, którzy mają kompletnie inną od IPN-owskiej ocenę „Ognia”. Dla Korkucia czarnym bohaterem Podhala jest oczywiście nie „Ogień”, ale Władysław Machejek. Zgodnie z IPN-owską logiką, bandytą jest nie ten, który ma na koncie morderstwa cywilów, w tym kobiet, ale ten, kto o tym głośno mówi i pisze. Czekamy więc na kolejny artykuł Korkucia. Może teraz o Słowakach. Bo ci ciągle piszą o słowackich ofiarach bandy „Ognia” i podają świadków jej haniebnych czynów. Niestety, na liczne monity i starania Słowaków, by oddać sprawiedliwość pomordowanym cywilom, IPN jest głuchy. I ślepy, bo nie widzi przysyłanych mu materiałów.
Również krakowski pracownik IPN Maciej Korkuć w obszernym tekście nie znalazł miejsca na udokumentowane zbrodnie. O tamtych wydarzeniach pisze: „Miał Kuraś na swoim koncie własne błędy i pomyłki” – doprawdy jedyne w swoim rodzaju określenie na takie zbrodnie – „ale wiedza o tym powinna być oparta na rzetelnych badaniach źródłowych”.
Tyle lat działania IPN. Tyle kasy poszło na „poszukiwania” i nic. Wszyscy na Podhalu wiedzą o zbrodniach, a jedynie Korkuć nic nie wie. Niczego nie słyszał. Może by do Bratysławy się wybrać? Albo po cmentarzach poszukać ofiar „Ognia”? Ręczymy, że są.

Wydanie: 43/2015

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy