Koziej pod rękę z Kuklińskim

Koziej pod rękę z Kuklińskim

Amerykanie, mimo czołobitnych próśb apologetów Ryszarda Kuklińskiego, ciągle nie chcą pokazać, jakie to tajne i szalenie ważne dokumenty dostawali od polskiego szpiega. Dlaczego? Coraz popularniejszy jest pogląd, że w gruncie rzeczy przesyłki Kuklińskiego nie były wcale dla Amerykanów takie ważne, bo chodziło o coś innego. A o co? Odpowiedź byłaby naprawdę ciekawa. Podobnie jak to, dla kogo jeszcze Kukliński szpiegował? Takie nam pytania zaczęły krążyć po głowie po lekturze kobylastego wywiadu gen. Stanisława Kozieja udzielonego Henrykowi Pachowi. Koziej – wiadomo, autor najbardziej kuriozalnej reformy wojska, jaką pokazano światu po II wojnie. A Pach? Człowiek żyjący opowieściami o Kuklińskim. I temu fanowi szpiega gen. Koziej zwierzył się, że był tak bardzo represjonowany przed 1980 r., że nieznani sprawcy wynieśli z domu jego zdjęcia z Kuklińskim. Z czasów, gdy razem pracowali w Sztabie Generalnym. To musiało być dla Kozieja straszne przeżycie. Bo nie ma chłop żadnej pamiątki po Kuklińskim. A na dodatek już w 1981 r. pogonili go ze Sztabu Generalnego do zielonego garnizonu. Patrząc na to, co Koziej mówi i robi, trzeba przyznać, że komuna najszybciej na nim się poznała. Szybko rozgryzła jego, powiedzmy delikatnie, dość ubogie zasoby. Pod czapką.

Wydanie: 33/2015

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy