Kwiatkowski kontra osoba prywatna

Kwiatkowski kontra osoba prywatna

Polska jest krajem Mrożka. Oto przewodniczący KRRiTV, Juliusz Braun, osoba szanowana, napisał do szefa TVP list, w którym domaga się, aby Andrzej Kwiatkowski przestał prowadzić program “Tygodnik Polityczny Jedynki”. A żeby list gdzieś się nie zawieruszył i słuch o nim nie zaginął, Braun zwołał konferencję prasową, na której poinformował dziennikarzy o jego treści. Przy czym zastrzegł, że napisał go nie jako przewodniczący KRRiTV (bo Rada o Kwiatkowskim nie rozmawiała i nie ma prawa prowadzić polityki kadrowej w TVP), ale jako osoba prywatna.
Jak powiedział Braun, powodem listu były doniesienia prasowe o odszkodowaniu, które Kwiatkowski odebrał z TVP po odejściu ze stanowiska członka Zarządu, rzekomo bezzasadnie. A konkretnie – te doniesienia to artykuł w “Rzeczpospolitej”, będący przeciekiem z nie zakończonej kontroli NIK. Więc sytuacja wygląda tak: kontroler NIK dokopał się do jakiejś informacji, ale jeszcze jej do końca nie wyjaśnił. Czyli ma pół-informację. Ta pół-informacja trafia, jako przeciek, do mediów. I jest nagłośniona. Więc pod wpływem tego nagłośnienia przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, osoba przecież poważna, pisze list do innej poważnej osoby – szefa telewizji publicznej, opierając swą argumentację na owej pół-informacji – plotce w zasadzie. Wiemy, wiemy – Braun zastrzegł, że list napisał jako prywatna osoba, a nie publiczna. Tylko, co to znaczy? Że kiedy występuje jako przewodniczący Krajowej Rady, jest poważny, a prywatnie – to różnie bywa?
Na konferencji Braun zaznaczył także, że swych zarzutów nie sformułował pochopnie. Bo sprawdził prasowe informacje. W ten sposób, że odczekał. Na sprostowanie dziennikarza. Sprostowania nie znalazł – znaczy informacja była prawdziwa. Taka to była weryfikacja.
“Nie wydaje mi się, by mógł on w obecnej sytuacji dysponować autorytetem niezbędnym do ferowania ocen dotyczących innych uczestników życia publicznego – napisał więc Braun o Kwiatkowskim. – Zwracam się do pana prezesa o rozważenie zmiany osoby prowadzącej “Tygodnik Polityczny Jedynki””.
Po tej lekturze rzuciliśmy się do telewizora: jakież to oceny Kwiatkowski feruje? I wobec kogo? Spotkało nas rozczarowanie – on nie ocenia, tylko udziela głosu – taka jego rola – raz tym z rządu, raz tym z opozycji. A oni mówią, jak potrafią. Przy 9-procentowej widowni.
Potem rzuciliśmy się na Kwiatkowskiego: – Wziąłeś odszkodowanie bezzasadnie, Braun o tym mówi!
Tu spotkało nas rozczarowanie numer dwa: – Gdy przestałem być członkiem zarządu, napisałem pismo do TVP z pytaniem, czy należy mi się odszkodowanie wynikające z kontraktu menedżerskiego – tłumaczył się Kwiatkowski. – Usłyszałem, że ocenią to telewizyjni prawnicy. Oceniali to sześć miesięcy, doszli do wniosku, że pieniądze mi się należą. NIK? NIK jeszcze kontroli nie zakończył – więc co tu komentować? A swoją droga, pan Braun, ferując wyrok w mojej sprawie, mógłby także zapytać drugiej strony – czyli mnie.
W tym ostatnim zdaniu Kwiatkowski przesadził. Braun miałby dzwonić do niego? Przecież Polska to taki kraj, w którym nie jest honorem dla takiego dygnitarza jak przewodniczący KRRiTV dzwonić do dziennikarza i ustalać fakty.
A czy honorem jest formowanie ciężkich zarzutów, zamiast argumentów mając piach w garści? No cóż, jeśli się występuje jako osoba prywatna…

Mediawista

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy