Kwiatkowski wygrał z „Faktem”

Kwiatkowski wygrał z „Faktem”

Prima aprilis nie był dla dziennika „Fakt” dniem szczęśliwym. Tego dnia Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w sprawie, jaką redaktor Andrzej Kwiatkowski wytoczył redaktorowi naczelnemu dziennika, Grzegorzowi Jankowskiemu, i wydawcy, Axel Springer Polska sp. z o.o. Sprawa dotyczyła naruszenia dóbr osobistych i „Fakt” sprawę przegrał. Jak było, przypomnę.
26 czerwca 2006 r. do A. Kwiatkowskiego zatelefonował podający się za pracownika branżowego miesięcznika „Press” dziennikarz. Prosił o spotkanie, bo chciał zrobić wywiad o telewizji. Zaproponował dzień i miejsce spotkania. Na spotkanie nie przyszedł i nigdy więcej nie zadzwonił, za to „szczęśliwym trafem” byli w tym miejscu dziennikarz i fotoreporter dziennika „Fakt”. Zrobili Kwiatkowskiemu zdjęcie w kawiarni, potem śledzili go w drodze do domu, robiąc jeszcze zdjęcia, i już za tydzień wywalili tekst o tym, jak to lenia i obiboka złapali o godzinie 13 nie w miejscu pracy, lecz na mieście. Dziennikarz „Faktu” Karol Manys puścił wodze fantazji. O 13 widział Kwiatkowskiego w kawiarni, modnej knajpie, siedzącego w restauracji i włóczącego się po knajpach. Informował czytelników w kolejnych wydaniach „Faktu” (155 i 156 z 2006 r.), jak to „były” dziennikarz telewizyjny „w godzinach pracy włóczy się po knajpach”, jak „za nieróbstwo straci stołek w państwowej agencji”, jak to „zarabia ciężkie pieniądze odprężając się w kawiarni, zamiast pracować” i jak „wylądował na dywaniku szefa”, gdy „Fakt” ujawnił, co z niego za „obibok”. Wszystkie te rewelacje miały się tak do prawdy, jak pięść do nosa.
Kwiatkowski skierował sprawę na drogę sądową i napisał skargę do Rady Etyki Mediów. Rada Etyki Mediów odpowiedziała i warto tę odpowiedź zacytować.
„Jeszcze przed nadejściem Pana listu, ja również (sekretarz REM Helena Kowalik – przyp. J.B.) jako czytelniczka, byłam oburzona tym rodem z magla artykułem w „Fakcie” na Pana temat. Jest to, oczywiście, czytelna manipulacja redakcji, która za wszelką cenę, kosztem prawdy, postanowiła swoją interwencję wyeksponować, jako niezwykle skuteczną. Ale nie możemy Panu pomóc. Kierownictwo dziennika „Fakt” z zasady ignoruje opinie REM, nie odpowiada na nasze próby skontaktowania się telefonicznego (a skarg na dziennikarzy tego tabloidu przychodzi bardzo dużo), zazwyczaj nie zamieszcza też sprostowań. Rada nie ma żadnych narzędzi na zdyscyplinowanie takiego przeciwnika”.
Rada nie ma, ale na szczęście jest sąd i sąd narzędzia odpowiednie ma. 1 kwietnia sędzia III Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie wydał wyrok nakazujący redakcji „Faktu” opublikowanie na pierwszej stronie dziennika oświadczenia z przeproszeniem Andrzeja Kwiatkowskiego, wpłacenie na rzecz Hospicjum Dzieci Warszawy kwoty 5 tys. zł i zwrot Kwiatkowskiemu połowy kosztów postępowania procesowego. Redaktorowi naczelnemu „Faktu”, Grzegorzowi Jankowskiemu, nie pomogło oświadczenie złożone przez pełnomocnika strony pozwanej, który utrzymywał, że redaktor naczelny nie może ponosić odpowiedzialności za opublikowane w „Fakcie” teksty, bo jest redaktor wydania, bo w gazecie pracuje kilkudziesięciu dziennikarzy, bo jest wieloosobowe kolegium redakcyjne i setki artykułów. Tę tezę można skwitować krótko: odmiennie stanowi ustawa. Instytucja redaktora odpowiedzialnego nie jest prawu prasowemu znana, a nadto odpowiedzialność redaktora naczelnego jest istotą ryzyka piastowania tej funkcji, polegającej na „odpowiedzialności za treść przygotowywanych przez redakcję materiałów prasowych zgodnie z art. 25.4 prawa prasowego”. Warto, by tę oczywistą oczywistość, jak mówi klasyk, redaktor naczelny „Faktu” zapamiętał. I jeszcze jedno. Jest coś takiego jak rzetelność dziennikarska. Obowiązuje ona wszystkich dziennikarzy. Redaktora Jankowskiego i Manysa też.

(J.B.)

Wydanie: 15/2008

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy