Lepiej mi z orgazmem

Lepiej mi z orgazmem

Niedługo ukaże się kolejne wydanie „Sztuki kochania”

„Przełom w łóżku” („Przegląd” nr 27), historia „Sztuki kochania” – pierwszego polskiego poradnika seksualnego – wywołała dyskusję w portalu internetowym, w Onecie. Okazuje się, że publikacja Michaliny Wisłockiej, choć pochodząca z połowy lat 70., do tej pory dzieli Polaków. Jednych nauczyła seksu, młodzi szukają jej w antykwariatach, inni uważają, że w tej sprawie lepiej być samoukiem. Oto niektóre głosy i – na życzenie Czytelników – fragmenty książki.


@ Lepiej mi z orgazmem w czasie seksu, niż miałabym to robić sobie sama po tym, jak mój facet skończył i po 3 min zasnął. A tego orgazmu nauczyła mnie Wisłocka – Howgh.
@ Lepszymi czytelniczkami na pewno były kobiety. W szkole chcą być prymuskami, więc i teraz uważnie przeczytały Wisłocką – Weronika.
@ Wielu mężczyzn odmawia kobietom prawa do satysfakcji z seksu, nie wspominając, że sami nie potrafią jej dać swojej partnerce. A „Sztuka kochania” jest, ich zdaniem, tylko po to, żeby kobiety robiły im dobrze – Ziutka.
@ Przecież seks to takie proste. Bierzesz babę i uprawiasz ją na różne sposoby. Gardzę osobnikami mającymi z tą czynnością jakiekolwiek problemy – Wesoły Tamponik.
Na ten list odpowiedziało wiele osób. To, co sądzą o Wesołym Tamponiku, nie nadaje się do druku. Szczególną furię wywołało sformułowanie „uprawiasz ją”.

@ Mam 25 lat. Wielu rzeczy dowiedziałam się właśnie z tej książki. Czytałam ją w tajemnicy przed rodzicami. Obecnie jestem mężatką, prowadzącą bardzo udane życie seksualne. I muszę przyznać, że ta książka dała mi bardzo wiele – Kate.
@ To jest dzieło „wiekopomne” – Wisłocka wiecznie żywa jak Lenin – Renata.
@ Gdybym miał tę książkę w ’44, moje życie potoczyłoby się inaczej – Staruszek.
@ Lepsza byłaby książka o sztuce życia. Bo jeżeli dwoje młodych ludzi będzie się nawzajem szanować i naprawdę kochać, to znajdą receptę na seks i bez Wisłockiej – sm.
@ Gdy zaczynałem współżycie
20 lat temu, książka Wisłockiej była dla mnie drogowskazem. I dziś – jako doświadczony mężczyzna – wiem, ile dowiedziałem się dzięki niej, jak ukochanej kobiecie zrobić dobrze. Spotkałem się z zarzutem, że przez takie książki kobiety szukają sobie lepszego kochanka. Jest to tak samo absurdalne, jak stwierdzenie, że z winy książek kucharskich mężczyźni będą odchodzić do lepiej gotujących kobiet – Teddy.
@ Zwróćmy uwagę, z jakiego pokolenia wywodzi się Wisłocka. W tamtych czasach o takich sprawach nie mówiło się głośno, a w wielu wypadkach i nie myślało. Szanuję Wisłocką – Ewa.
@ Seks to granica w wychowaniu i kulturze ludzi kształconych w „komunizmie” i trochę po, w dzisiejszej degeneracji – Matoł.
@ My się zestarzejemy, a nasze dzieci i wnuki zawsze będą sięgać po „Sztukę kochania” – Basia.
@ Dzisiejsze 50-latki były wychowywane tak, że wstydziły się orgazmu. A znowu dzisiejsze pokolenie nie wstydzi się, ale zapomniało o uczuciach. I tak źle, i tak niedobrze – Ania.
@ To nie jest tak, że przeczytanie jednej książki odmieniłoby moje życie, a do tego przeżywałbym milion orgazmów. Poradziłam sobie sama. Bez poradnika – Karolinka.
@ Seks jest częścią życia, której trzeba się uczyć – Ove.
@ Owszem, zgadzam się, ale nie najważniejszą w życiu. Jest to dodatek dla dwojga szanujących się i kochających ludzi. Oni złoty środek na seks już sami znajdą. Co po dobrym seksie, jeśli mąż nie uszanuje żony i odwrotnie – sm.
@ Pamiętam, że książkę zdobyła przyjaciółka. Rok 1979. Gorący maj, matury. I tak w jednej ręce trzymałam „Sielanki”, w drugiej „Sztukę kochania”. Gdyby pytali z Wisłockiej, na pewno poszłoby mi lepiej. A tak zdałam maturę na trójkę – mimi.
@ Pytanie: dlaczego 74% kobiet nie przeżywa orgazmu? Odpowiedź: a kogo to obchodzi? – Emiel.
@ Niektóre fragmenty z tej książki mogą wydawać się przestarzałe. Nie te dotyczące kultury współżycia, ale antykoncepcji. Pani Wisłocka do dzisiaj jest przeciwnikiem pigułek, które są o wiele bardziej nowoczesne niż 30 lat temu – Kobitka.
@ Mój pierwszy raz odbył się (nie wiem, jak to nazwać, może „wykonałam”?) pod dyktando Wisłockiej. Tylko dzięki temu nie wspominam tego jak horroru – sumak.
@ Czy tę książkę można jeszcze kupić? – Ania.
@ A może zaczęto by więcej mówić na temat impotencji mężczyzn – jest to wielki problem – Bobi.
@ Nikt przedtem nie pisał tak o seksie. Zawsze to było jakieś wymądrzanie się, a Wisłocka rozmawiała jak baba z babą. Z moim chłopakiem naprawdę próbowaliśmy naśladować rysunki z książki. Ale potem koleżanka książkę pożyczyła i nigdy nie oddała. Dobrze, że mam świetną pamięć. No i ćwiczenia czynią mistrza – Kasik.

«««

Tyle internauci. Trzeba przyznać im rację. Choć jedni nadal zachwycają się książką, inni uważają, że jest już retro, wszyscy przyznają, że była przełomowym poradnikiem. W plebiscytach uznawano ją za jedną z najważniejszych książek PRL.
Michalina Wisłocka przyznawała, że wzorem i mistrzem był dla niej Van de Velde – autor „Małżeństwa doskonałego”. Ale natychmiast dodawała bez fałszywej skromności, że jej dzieło jest o wiele bliższe życia. Poza tym Wisłocka sądziła, że faceci piszą dla facetów. W jej książce główną bohaterką jest kobieta. To ona ma być szczęśliwa w łóżku. Wreszcie. Jej porady były przejrzyste: pośpiech to błąd niewybaczalny w miłości; w łóżku nie należy mówić o kłopotach; jeśli miłość umiera, to jest tak, jak z człowiekiem – nic jej do życia nie przywróci.
Jednak większość porad Wisłockiej daleka była od poezji. Są to raczej konkretne, trzeźwe uwagi. Zebrane, jak podkreśla, w czasie rozmów z pacjentkami. Przychodziły z problemami ginekologicznymi i jakby przy okazji opowiadały o seksualnym smutku. „Pewna pacjentka, matka trójki dzieci opowiedziała mi historię wspólnej kąpieli, w czasie której przeżyła wyjątkowy orgazm. Od tego czasu…” – to typowy dla książki początek wyznań. Poza tym jest w niej wiele praktycznych zaleceń, jak poradzić sobie z ciasnotą mieszkań i różnicą wzrostu. To ona zaraziła polskie małżeństwa pomysłem z rzucaniem poduszkami, w ramach gry wstępnej. Mówi się nawet, że pokolenie urodzone pod koniec lat 70. nie byłoby tak liczne, gdyby nie erotyczne gry zaczerpnięte ze „Sztuki kochania”.

Oto typowe cytaty z Wisłockiej:

Jeżeli kochankowie są wyjątkowo dobrani, odczucia orgazmu angażują niemal całe ciało.

Ryzykując przygodę seksualną, trzeba się zastanowić, na czym nam zależy bardziej – na spokojnym szczęściu rodzinnym czy na osiągnięciu maksymalnych, dostępnych człowiekowi przeżyć.

Ćwiczenia należy wykonywać, leżąc na boku ze skrzyżowanymi udami, przyciągniętymi nieco do klatki piersiowej. Uda powinny być tak ustawione, żeby dowolny skurcz mięśni międzyudowych uciskał łechtaczkę.

Ile czasu powinien trwać prawidłowy stosunek? Normą dla każdej pary jest czas, w którym oboje osiągają orgazm.

Pozycja siedząca przednia. Mężczyzna siedzi na krześle, dobrze, jeśli krzesło ma poprzeczki przy nogach. Kobieta siedzi mu na kolanach, twarzą do twarzy, obejmując go udami, nogi zgięte, stopy oparte na poprzeczkach krzesła.

Pozycja stojąca. Mężczyzna i kobieta odbywają stosunek, stojąc do siebie twarzami. Do tej pozycji partnerzy muszą być równego wzrostu, jeśli tak nie jest, partner niższy stoi na stołeczku.

Pozycja leżąca stereotypowa. Pozycja ta jest znacznie wygodniejsza i zwiększa drażnienie łechtaczki, jeśli podłożymy wałek pod lędźwia.

Pozycja jeźdźca. Kobieta siedzi na mężczyźnie jak na koniu. Nogi zgięte w kolanach obejmują go z obu stron, podparte na stopach lub kolanach.

Radzę „przymierzyć” swoją nagość najpierw w samotności. Spróbować z wdziękiem siedzieć, wstać, chodzić czy tańczyć solo.

Generalnym błędem kochanków jest przekonanie, że to, co sprawia im przyjemność, jest przyjemne również dla partnera.

Szparagi, selery i pietruszka zwiększają ukrwienie miednicy małej.

Na znaczne dysproporcje narządów warto zwrócić uwagę przed zawarciem związku małżeńskiego.

Łazienka może stać się idealnym schronieniem dla miłości w malutkich mieszkaniach.


Fragmenty książki Michaliny Wisłockiej Sztuka kochania wyd. Iskry, Warszawa 1978

Wydanie: 29/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy