Listy

Listy

*Dlaczego wygrał?
W numerze 42. “Przeglądu” red. Aleksander Małachowski w felietonie “Dlaczego wygrał?” pisze: “Byłoby nieszczęściem dla Polski, gdyby – prawdopodobnie, zwyciężająca w najbliższych wyborach parlamentarnych – lewica powtórzyła czystki kadrowe oraz inne świństwa rządzącej jeszcze prawicy”. Co do świństw całkowita zgoda, reszta wymaga pewnego doprecyzowania. Jeżeli przyjąć, że obowiązkiem rządzących jest zapewnienie sprawnych rządów, to podstawowe znaczenie winny mieć umiejętności i kwalifikacje moralne kandydatów do objęcia stanowisk, a warunkiem sine quo non musi być ich lojalność. O ile stosunkowo łatwo jest określić posiadanie przez kandydata do sprawowania określonej funkcji kwalifikacji formalnych i rzeczywistych (lub ich brak) – o tyle o lojalności przekonać się można dopiero ex post. Dlatego też naturalne, a na pewno bezpieczniejsze staje się przy obsadzaniu stanowisk preferowanie osób z własnej formacji politycznej, których postawa znana jest decydentom.
Za “partyjniactwo” uznałbym natomiast powierzanie stanowisk osobom niekompetentnym lub skompromitowanym, tylko dla ich politycznego rodowodu lub koteryjnej przynależności.
Co zaś tyczy się powierzania stanowisk fachowcom bezpartyjnym lub deklarującym lojalność, a pochodzącym z innego obozu politycznego – z historii nie wynika zbyt wiele pozytywnych przykładów; być może, jeżeli demokracja okrzepnie, a pojęcia: służba narodowi, etyka i moralność nie będą dla polityków tylko pustymi słowami i na to przyjdzie czas.
Moje uwagi nie dotyczą wyłącznie lewicy, ale każdej formacji, która szykować się będzie do sprawowania władzy w naszym kraju.
Florian Samborski, Przemyśl

*Co może zrobić Kościół?
Na zarzuty, że wtrąca się do polityki, Kościół odpowiada, że musi zajmować się tym, co dotyczy ludzi. Rzecz w tym, że zajmuje się wybiórczo. Cały impet skierowany jest na upiększanie i usprawiedliwianie „prawicy”, a potępianie „lewicy”. Jest to nachalna indoktrynacja społeczeństwa, narzucanie poglądów, dyskryminowanie nawet trochę inaczej myślących.
W radiu ksiądz mówi, że grzechem dla dzieci i młodzieży jest „ściąganie” w szkole, księża histerycznie reagują na amerykański film o Papieżu, ksiądz poświęca kawałek terenu pod parking.
Ale jakoś nie słychać, że grzechem są liczne kłamstwa p. Krzaklewskiego, choćby na temat uwłaszczenia, premiera Buzka na temat pracy i zachowania różnych ministrów, wybryki ks. Jankowskiego. Jeżeli już Kościół rzeczywiście i poważnie chce się zajmować sprawami ludzkimi, to jest wielkie pole do działania.
1. Kościół prowadzi szczegółową ewidencję rodzin (przy okazji „kolędy”) i wie, które rodziny są patologiczne. Niech się nimi zajmuje systematycznie, może we współpracy ze służbami społecznymi, policją, wolontariuszami parafialnymi. Może to uratuje od pijaństwa, prostytucji i demoralizacji wiele osób, zwłaszcza dzieci i młodzieży.
2. Prawie wszyscy chodzą do kościoła, ale również prawie wszyscy mówią plugawym językiem. Jakoś nie słychać, aby uważano to za grzech, nawet w ustach młodzieży objętej przecież nauką religii. Niech księża pomyślą o stałej trosce o czystość języka, bo z upadkiem języka ginie naród.
3. Buduje się coraz więcej kościołów, upiększa już istniejące – może chociaż część tych funduszy przeznaczać na pomoc dla bezrobotnych rodzin. Liczba kościołów (niektóre buduje się 200 m od poprzedniego) nie naprawi społecznych patologii. Tak jak nie dały efektu głoszone podziały społeczeństwa, nienawiść i podjudzanie na kazaniach, co okazało się w czasie wyborów prezydenckich.
Nie wystarczy siedzieć w konfesjonałach i czekać na grzeszników. Chrystus chodził i ich szukał. Ksiądz Jankowski jest taki aktywny i elokwentny, może wyjechałby na misje? A może o. Rydzyk?
Nazwisko i adres do wiadomości redakcji

*List Otwarty KOMBATANTÓW DO PREZYDENTA

Nie może trwać dłużej taka sytuacja w Rzeczpospolitej Polskiej, aby kombatanci I i II wojny światowej, którzy w bojach na polu chwały wnieśli godny wkład krwi i życia w zwycięstwo i pod fundamenty niepodległej Ojczyzny, byli nadal spychani na margines społecznej egzystencji materialnej.
Pozycja społeczno-bytowa kombatantów ostatniej wojny w takich państwach paktu NATO jak USA, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, powinna być dla naszych władz państwowych wzorem godnym do naśladowania na miarę możliwości ekonomicznych i finansowych naszego państwa. Niestety, tak nie jest. Szczególnym tego przejawem stała się nowelizacja ustawy o powszechnym zaopatrzeniu emerytalnym, w której żołnierze WP, kombatanci i inwalidzi wojenni otrzymali “prezent” w postaci cenowej waloryzacji świadczeń. Grupy te boleśnie odczuły na własnej skórze skutki wprowadzanych reform, a zwłaszcza służby zdrowia.
Szanowny Panie Prezydencie!
Liczymy na to, że w trakcie drugiej kadencji, mając ogromny mandat społeczny, poświęci Pan więcej uwagi obywatelom znajdującym się w najtrudniejszej sytuacji, a zwłaszcza kombatantom. Oczekujemy na nowe inicjatywy ustawodawcze. W proponowanych rozwiązaniach sugerujemy sięgnąć do wzorów z Ustawy o Orderze Wojennym Virtuti Militari z dnia 25 marca 1933 r. Za najpilniejszą uważamy jednak inicjatywę przywrócenia płacowej waloryzacji świadczeń emerytów mundurowych, gdyż znów tworzy się tzw. stary portfel emerytalny.
Klub Kawalerów Orderu Wojennego
Virtuti Militari, Uniejowice

*Koniec ciuchlandów
1. Rozporządzenie Ministra Gospodarki (Dz.U. nr 65 poz. 767) jest próbą porządkowania importu odzieży używanej. Domniemanie, że import ten został wymienionym rozporządzeniem zlikwidowany (“… znikną i zagrożenia, i tania odzież”), nie jest, niestety, prawdziwe.
2. Import do Polski zużytej odzieży (odpadów) sięga 90.000 ton rocznie. Ilość ta w oczywisty sposób przyczyniła się do upadku wielu przedsiębiorstw i pozbawiła pracy nie mniej niż 75.000 pracowników przemysłu włókienniczego i odzieżowego.
3. Jeżeli potrzebę posiadania świadectwa, że stare łachmany poddano dezynfekcji i dezynsekcji, uznaje się za szykanę, to co najmniej dysonansem są artykuły umieszczane w dodatku “Ekologia i Przegląd”, w których, niekiedy, piętnuje się importowanie odpadów.
4. Import odzieży używanej jest korzystny dla osobników zajmujących się tym procederem. Za kilogram szmat nieświadomi ludzie płacą w “lumpeksie” kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Koszt ich nabycia, deklarowany na granicy, to 1,2 zł/kg. Proszę wskazać bardziej dochodowy interes.
5. Uznajemy działania instytucji charytatywnych, rozdających biednym konieczne dobra materialne. Wiadome nam jest, że polscy producenci tekstyliów także w tym uczestniczą.
Karol Plutecki, Prezes Zarządu
Izby Przemysłowo-Handlowej Regionu Częstochowa

*Działka moje życie
Jestem użytkownikiem działki POD “Złotowska II” w Poznaniu. Nasz ogród składa się z blisko tysiąca działek, każda o pow. 300 m kw.
Ogród jest położony poza miastem. Przez długi okres można było wjechać i wyjechać samochodem bez dodatkowych opłat przez jeden cały dzień raz w tygodniu, a w lecie także między 6-6.30 i 20-20.30. Natomiast w innym terminie, by dowieźć materiały, nawozy, otwierano bramę za opłatą i z tym się wszyscy godzili. Ale przy tej okazji powiększała się grupa osób posiadających – prywatnie – klucze do tych bram. Na tym tle zrodziła się ludzka zazdrość. Po burzliwej dyskusji prezes zarządu zdecydował wymienić kłódki przy bramach oraz zakazał ich otwierania poza wyznaczonymi godzinami.
Te złośliwości i restrykcje zatruwają wszystkim działkowcom codzienne życie. Gospodarze ogrodu pozbawieni – zakazem prezesa POD – drobnych opłat przy dodatkowym otwieraniu bram, bardzo sumiennie przestrzegają zakazu otwierania. Nie mogła nawet wjechać karetka pogotowia.
Użytkownik działki, który w sobotę wieczorem wjechał samochodem na teren ogrodu, a w niedzielę zaspał i nie wyjechał o godz. 6.30, musiał pozostać w ogrodzie do godz. 20.00. Nie był możliwy wyjazd z ogrodu z chorą osobą, wymagającą porady lekarskiej, nawet za proponowaną opłatą za otwarcie bramy.
I w taki sposób z pięknego ogrodu POD powstało “getto” ze strażnikami bram przypominających z zachowania znane nam obozowe “kapo”.
Uważam, że szansą na zmianę tej sytuacji byłoby uwłaszczenie. Jedynie w ten sposób przestalibyśmy czuć się niewolnikami wspomnianych władców POD – “panów życia i śmierci”.
Marian Białecki, Poznań

*Guzy XI Muzy…
Widział kto kiedy chorą Muzę?
Nasza cywilizacja stworzyła dwie muzy, które dołączyły do dziewięciu starożytnych – X Muzę Filmu i XI Muzę Telewizji. Nasza cywilizacja postarała się też o to, żeby nadwyrężyć ich posągowość, zwichrować nadobność przysługujące boginiom.
Tworzyć i niszczyć, zapaskudzić wszystko, co się stworzyło z wielkim wysiłkiem, leży w naturze ludzkiej.
Woody Allen, najinteligentniejszy klown ogrodów muz XX wieku, wymienił osiem pięter piekła. Na siódmym piętrze, pod złodziejami, przestępcami i prawnikami, umieścił… media!
Filmowy kpiarz głosi, że “zło utrzymuje świat w ruchu”.
Można byłoby protestować, gdyby nie szła za jego tezą lawina nie tylko filmowego błotka, w którym grzęźnie częściowo kino, ale pławi się bez oporów XI Muza, chora na guza horrorów, filmów “bij-zabij”, lubująca się w filmikach faszerowanych kiczem reklamowym, amatorszczyzną, serialiszczami latynoamerykańskimi, sitcomami.
Czas przemian zrewolucjonizował wszystko, nawet pogodę, ominął jednak decydentów i programistów tv. Siłą przyzwyczajenia pichci się repertuar w schemacie: latem rechot-chichot, “strach i krew” zimową porą, chociaż babie lato przeminęło z wiatrem, a Dziadek Mróz odpłynął w nieznane.
Żałosna to cywilizacja serwująca oglądaczom telewizji pseudoartystyczny chłam pod znakiem faramuszek-pogaduszek. Gnioty-tasiemce dają bezwartościowe świadectwo prawdy o współczesnej “papce” popowej, subkulturze przełomu wieków.
Telewizja kocha szczególnie “opery mydlane” z imionami żeńskimi w tytułach.
Wobec widzów tv stosuje się dwie taktyki: przez zaskoczenie i w stylu: róbmy swoje.  Pierwsza polega na tym, że kupuje się byle co, byle tanio, konkursiki “durno-tele”, wręcza samochód za wybór “najlepszego” serialiszcza, umieszcza się go w czasie największej oglądalności na przyjazd “pop-gwiazdki”; potem pod presją krytyki przesuwa się “to to” w okienku tv na czas spania lub pracy widzów tv. W miejsce serialiku wstawia się filmidło pokrewne; są to tzw. kolędniki, które, jak “puchary przechodnie” kolędują po kanałach tv.
Druga taktyka “na pewniaka”, dla zysku, panie, dla zysku! Ma się w “nosie” wszelką krytykę. Ładuje się całodzienne “duperelki ciotki Aurelki” i ma się z głowy “kit okienkowy!”.
Ktoś, kto przyznał, że nie cierpi telenowelek, wciska innym “wuja-zbója” i nie kończące się “ciuszki-dziewuszki”, bytujące na zasadzie: “oddało się ciało” – sprzedajnie, lub “udzielając łaskawie”.
Pojawił się też nowy wymiar cierpienia: brać i tylko brać… brylanty na śniadanko z różą w zębach, szmaragdy w sosie perełkowym na kolację. Ach! Te cudowne wzorce! Obiekty westchnień panienek spod ekranu tv. Dominantą cech ludzkich i wypełniaczem “mydlanych” odcinków są: perfidia, zakłamanie, nienawiść i sprzedajność.
Wszystko wskazuje na to, że wraz z telemediami zaczynamy przejawiać chorobę zwaną uczenie “syndromem obsesyjno-kompulsywnym”, czyli nerwicę natręctw. W końcu nie bez wpływu pozostaje wieloletnie bombardowanie homo sapiens repertuarem na poziomie “dinożarła”, jak mówi mały Hubcio o dinozaurach.
Niestety, w potyczkach z X i XI Muzą niewiele wskóramy.
Patrzmy zatem na to, co się nam “funduje” i bodaj wyciągajmy właściwe wnioski z tego, co widzimy!
– Czy Muza, co ma guza, da radę się go pozbyć?
Może, jak mówi Woody Allen: “Ludzkość jest oszołomiona i niedokończona”, ale nie przegrana?
Byłoby dobrze pozostawić potomnym coś więcej niż wyżej opisane barbarzyństwo kulturowe, w dodatku “uziemione plamami”!
Maria Cholewczyńska, Warszawa

*Przepraszam za Kraków
Jestem krakowianką z dziada, ojca i urodzenia, i chociaż wywodzę się ze środowiska rzemieślniczo-robotniczego, sama dotarłam do wyższego szczebla społecznego. Ukończyłam Akademię Górniczo-Hutniczą.
Pragnę tą drogą i w tej formie podziękować Panu Profesorowi Tomaszowi Gobanowi-Klasowi za artykuł “Przepraszam za Kraków”, zamieszczony w nr. 46 “Przeglądu”. Oddaje on moje – i nie tylko – odczucia związane z osobą urzędującego prezydenta i jego małżonki, a oficjalnymi władzami Krakowa. Jest mi przykro, że w moim mieście grupa najświatlejszych Jego Obywateli nie może, bądź nie chce, zdecydowanie potępić zachowania i postawy garstki oszołomów (czy tylko AWS-owców będących u władzy?)
Bronisława Grzegorska-Taber, Kraków

*Domagam się przeprosin
Czytając artykuł pt. “Domagam się przeprosin”, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że został napisany tylko po to, aby zająć wolne miejsce “na łamach”. Absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że TVP 2 powinna nas przeprosić za transmisję walki Andrzeja Gołoty. Chyba autor był zły, że Gołota przegrał, a może nie lubi boksu. Ja płacę abonament i w zasadzie prawie nie oglądam TVP 1 i 2.
Płacę, bo tak każe prawo, nie oglądam, bo nie lubię – nudy. Na tej zasadzie TVP powinna przepraszać każdego z osobna, a czasem wszystkich za to, co nadaje. Marnuje moje pieniądze i czas antenowy, np. na transmisje mszy – jestem niewierząca, lub na teleturnieje – nie lubię ogólnie; albo na powtórki filmów, które już wszyscy oglądali kilka razy; albo na “Wieczór z Jagielskim” – znam kilkanaście osób, które nie cierpią tego programu. A w ogóle to po co marnowany jest czas i pieniądze na audycje nadawane po 23.00, przecież większość Polaków płacących abonament wtedy śpi. Ludzie, którzy mają wolną wolę, nie muszą oglądać tego, czego nie lubią – niech mi Pan Tomasz uwierzy, to naprawdę najlepszy sposób na to, aby się nie denerwować. Nie lubi Pan Gołoty – pies go gryzł i wszystkie małe pieski, niech Pan napisze konkretnie o tym, a nie wyżywa się na TVP 2, która pokazała coś, co naprawdę wielu abonentów chciało oglądać.
Dorota Górniak
PS Nie cierpię boksu!!!

Sprostowanie
Na podstawie art. 31 ustawy „Prawo prasowe” Komisja Krajowa Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” – Konfederacja wnosi o zamieszczenie sprostowania w związku z opublikowaniem nieprawdziwej informacji w „Przeglądzie” nr 52 (54) z dnia 27.12.2000 r. o tym, iż w akcji protestacyjnej pielęgniarek przeprowadzonej w dniu 22.12.2000 r. w Warszawie brali udział górnicy z „Solidarności 80”. Podana informacja jest niewiarygodna. Górnicy którzy brali udział w akcji protestacyjnej pielęgniarek, byli członkami Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”.

Wydanie: 1/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy