Listy

Listy

*Popierając Krzaklewskiego, nadużyto symbolu AK

W związku z informacjami prasowymi o oficjalnym poparciu, udzielonym w imieniu Światowego Związku Żołnierzy AK przez Zarząd Główny kandydaturze Mariana Krzaklewskiego na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej

wyrażam niniejszym
zdecydowany protest.
My, żołnierze AK, byliśmy żołnierzami Rzeczpospolitej, a nie jakiejkolwiek opcji politycznej.
W przeciwieństwie do AL i NSZ nie służyliśmy żadnej partii. To nasza tradycja i przedmiot uzasadnionej dumy. To nas, niezależnie od poglądów osobistych poszczególnych żołnierzy, łączyło w walce i łączyć powinno nadal.
Lech Michał Rościszewski
ZWZ-AK: 07.1941-01.1945
Żelbet – Kraków
Kawaler Krzyża Walecznych Nr 36292
*Czy “Krzak” tak?
Jestem już starym człowiekiem, co szczęśliwie zwalnia mnie z potrzeby brania czynnego udziału w życiu politycznym. Skleroza postąpiła ze mną na tyle łaskawie, że mogę temu życiu z zainteresowaniem kibicować. Z żalem, jako kibic, muszę stwierdzić, że obowiązująca w sporcie zasada fair play nieczęsto ma zastosowanie w polskim życiu politycznym. Za przykry przykład służyć mogą metody stosowane przez sztab wyborczy p. Krzaklewskiego.
Przyjęcie w kampanii wyborczej ksywy “Krzak” wydaje mi się bardzo udane. Odzwierciedla ona postępowanie
p. Krzaklewskiego od początku objęcia rządów przez AWS. Jako liderowi rządzącego ugrupowania zabrakło mu odwagi do przyjęcia teki premiera, wolał więc kierować rządem zza krzaka.
Mimo posiadania przez p. Krzaklewskiego tytułu doktora nie posądzałem go nigdy o nadmiar inteligencji, mogłem jednak przypuszczać, że wyniósł z domu podstawowe zasady kultury, przyjęte w jego rodzinnym środowisku. Bardzo żałuję, że się zawiodłem.
Skąd te smutne dywagacje? Choć nawarstwiały się długo, to przede wszystkim z budzącego odrazę nagłośnienia zachowania ministra Siwca sprzed trzech lat. Niewątpliwie zachowanie ministra było głupie i niesmaczne. Stać go jednak było na męską odwagę i publiczne przeprosiny.
Zachowanie p. Walendziaka przypomina postępowanie sędziego Nizieńskiego. Obaj panowie, mistrzowie manipulacji, usiłują prowokować rzekome afery w dogodnych dla siebie politycznie terminach. Czy p. Walendziak o wygłupie ministra Siwca sprzed trzech lat dowiedział się dopiero teraz? Czy dopiero teraz powiadomił o tym p. Krzaklewskiego? Takie postępowanie nazywa się w boksie ciosami poniżej pasa. Za ciosy poniżej pasa bokser Gołota został przez sędziów zdyskwalifikowany. Niestety, w walce wyborczej nie ma sędziów. Choć może? Może sędziami będą wyborcy?!
Tadeusz Żurowski, Gdynia

Wydanie: 40/2000

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy