Listy

Listy

Służbowym samochodem na wyborcze zebranie
Wiceminister Rafał Zagórny z AWS-owskiego rządu korzysta z przysługującego mu prawa do bezpłatnego użytkowania rządowego samochodu, oczywiście z kierowcą – wyjeżdża w teren… aby wziąć udział w kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. Może zły los sprawił, że nie dojechał, tylko dlaczego i w imię czego zniszczono samochód i narażono ludzkie życie (kierowcy), w imię czyich interesów, bo na pewno nie rządu, który reprezentuje?
Gdyby nie doszło do wypadku, zapewne nikt by się nie dowiedział o celu wyjazdu. Rachunek zapłaciliby podatnicy. Czyżby ekipie rządzącej było jeszcze mało? I co na to szef rządu?

Zbigniew Dziedzic, Przemyśl
Biedny w urzędzie nic nie załatwi
Rząd solidarnościowy (nie pamiętam, skąd ta nazwa) na początku tego roku wprowadził obowiązek przyklejania na wszystkich podaniach urzędowych znaczka skarbowego za 5 zł. Dotąd płaciło się 1,5 zł.
Dla wielu Polaków 5 zł to całodzienna stawka wyżywienia. Skierowanie zapytania do urzędu (co z moją sprawą?), wymaga więc zrezygnowania w tym dniu z jedzenia. A przecież często opłacone podania i tak pozostają bez odpowiedzi.
Proponuję, aby nowy rząd skończył z dyskryminowaniem ludzi biednych, wyznaczając jeden dzień w tygodniu do rozpatrywania spraw interesantów.

Lech Nadolny, Bydgoszcz
Jak Niemcy radzą sobie ze służbą zdrowia?
Reforma zdrowia w Polsce ma dwa zasadnicze błędy.
Pierwszy to utworzenie 17 kas chorych, zamiast jednej z 16 delegaturami wojewódzkimi oraz jedną radą nadzorczą. Organem nadzorczym tego systemu powinno być Ministerstwo Zdrowia, a nie jakiś dodatkowy urząd. Jeszcze większy błąd polega na tym, że zamiast płacić służbie zdrowia za usługi świadczone choremu, kasy chorych wykupują świadczenia od służby zdrowia. Preferowanie przez kasy chorych tańszych, w większości wypadków gorszych placówek służby zdrowia, może doprowadzić do jej głębokiej zapaści.
Fatalny stan, jeszcze przed reformą, służby zdrowia w Polsce, zmusił mnie do skorzystania z leczenia w Niemczech. Po dokładnych badaniach diagnostycznych, które przez lekarzy w Polsce są więcej niż oszczędnie stosowane, stwierdzono u mnie szereg poważnych chorób, których objawy były przez lekarzy w Polsce przeważnie traktowane jako wymysły hipochondryka. I tak nerwica serca, na którą leczono mnie w Polsce, okazała się migotaniem przedsionków, zapalenie prostaty – rakiem prostaty, cukrzyca była w takim stadium, że zostałem natychmiast przestawiony z tabletek na insulinę.
W czasie tego leczenia interesowałem się bardzo dokładnie organizacją służby zdrowia w Niemczech, bo zdumiała mnie jej efektywność i szybkość działania. Skierowany przez lekarza do szpitala na operację, byłem za każdym razem operowany w tym samym dniu, ponieważ lekarz kierujący mnie do szpitala wykonał u siebie wszystkie niezbędne do operacji badania i skierował je osobiście do tego szpitala.
Służba zdrowia w Niemczech jest nastawiona na maksymalne skrócenie czasu leczenia, bo kasy chorych dokładnie kontrolują efektywność leczenia przez poszczególnych lekarzy, jak również leczenia w szpitalu.
Lekarz, zlecając wykonanie badań diagnostycznych, nie goni pacjenta od Annasza do Kajfasza, lecz wszystkie potrzebne badania wykonuje na miejscu. Przy wykonywaniu badań diagnostycznych, przy których potrzebne jest pobranie krwi, postępuje się bardzo oszczędnie, mianowicie strzykawka, którą pobiera się krew, wykorzystywana jest również jako probówka.
Mam trzy poważne dyskopatie, kiedy pierwszy raz poszedłem do ortopedy (w odróżnieniu od Polski leczeniem dyskopatii zajmuje się ortopeda) asystentka medyczna spytała, gdzie mnie boli i natychmiast wykonała mi wszystkie potrzebne zdjęcia rentgenowskie. To pozwoliło natychmiast postawić diagnozę. W Polsce trwałoby to co najmniej tydzień.
Lekarze domowi i lekarze-specjaliści są sprywatyzowani i pracują na swój koszt lub pracują wspólnie, dotyczy to przede wszystkim lekarzy-specjalistów, natomiast szpitale są przeważnie własnością komunalną i są prowadzone przez starostwa, niezależnie od tego istnieją również szpitale prywatne. W Polsce wprowadzono system, gdzie również szpital jest własnością komunalną, ale jeżeli chodzi o finansowanie, to traktowany jest jako folwark dyrektora szpitala.
W Niemczech pracownicy szpitala są pracownikami komunalnymi, ponieważ wpłaty za usługi medyczne idą do kasy starostwa i to starostwo stara się nie tylko o płace personelu szpitalnego, ale również o jego dobre wyposażenie. Również liczba lekarzy, w porównaniu z Polską, jest ograniczona, większość lekarzy pracujących w szpitalach jest na kontraktach, etatowych lekarzy jest bardzo mało.
Ktoś powie: no dobrze, nie możemy się równać z Niemcami. Zgoda, na tak kosztowne wyposażenie w Polsce nas nie stać, ale stać nas na dobrą organizację, bo to nic nie kosztuje, przeciwnie – oszczędza bardzo dużo pieniędzy!
Można by jeszcze mnożyć różne pozytywne przykłady, ale na to brakłoby czasu i papieru.
Alfred Bonk, Łaziska Górne

Kiedy to pieprznie?
20 lat temu moich przyjaciół i znajomych zachłyśniętych pędem ku wolności pytałam, jakie to ma być państwo. Nie w sferze szczytnych idei, tylko w realnym życiu: funkcje administracyjne, socjalne, oświata i kultura.
Nikt nie chciał – i nie umiał – odpowiedzieć mi na takie pytania, za to pomawiano mnie o defetyzm i kasandryczne krakanie. Dzisiaj ci naprawdę wówczas zaangażowani ludzie są takimi jak ja pariasami, a ci, którzy lepiej się czuli w gadaniu niż w działaniu, nie poznają na ulicy ani mnie, ani tych ideowych frajerów. Może teraz doczekam się odpowiedzi na pytanie: bunt przeciwko komu i co dalej? Nacjonalizacja? Sekularyzacja? Jakie państwo?
Myślę, że to bardzo dobry temat na felieton kończący cykl pod tytułem „Kiedy to pieprznie?”, bo nieważne, kiedy pieprznie, tylko w którą stronę. I obawiam się, że odłamki rykoszetem znów pieprzną we mnie.
Ewa Wozowska,
ewka@ump.poznan.pl

Nieścisłości w „Rzeczpospolitej”

W „Rzeczpospolitej” z dnia 22 czerwca ukazał się artykuł p. Krzysztofa Haładyja zatytułowany „Skórzany interes społeczny” i zawierający taką oto charakterystykę tygodnika „Wiadomości Kulturalne”: „Jednoznacznie lewicowy tygodnik, o którym współredagująca go profesor Barbara Stanosz powiedziała, że jest adresowany m.in. »do tych, którzy mają dość zawierania kompromisów z Kościołem katolickim«”.
Oświadczam, że nigdy nie byłam współredaktorem (ani nawet współpracownikiem) „Wiadomości Kulturalnych”. Jedynym pismem, które kiedykolwiek współredagowałam i które wobec tego mogłam jakoś „adresować”, jest kwartalnik „Bez Dogmatu”; w kwestii adresatów innych pism mogłam mieć co najwyżej pobożne (lub bezbożne) życzenia.
Pomylenie niskonakładowego „Bez Dogmatu” z poczytnymi „Wiadomościami Kulturalnymi” jest porównywalne z pomyleniem „Rzeczpospolitej” z „The New York Times” i źle świadczy o znajomości tematu, którym
p. Haładyj zajął się w tym artykule.
Barbara Stanosz, Warszawa

Kto zarobi na F-16
W związku z publikacją tygodnika „Przegląd” (25.06.2001 r.) „Kto zarobi na F-16”, sugerującą moje związki z przetargiem na wielozadaniowy samolot dla polskiej armii, oświadczam:
1. Nie miałem i nie mam żadnych związków z procedurami przetargowymi dotyczącymi tej ani żadnej innej sprawy;
2. Nie spotykałem się z żadnymi oficerami resortu obrony związanymi z tym ani żadnym innym przetargiem;
3. Nie mam żadnych związków z firmami konsultingowymi zainteresowanymi tą ani żadną inną sprawą.
Michał Wojtczak, sekretarz stanu
w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Dlaczego Cerkiew mogła obawiać się wizyty papieża?
Wszystkie media w Polsce mówią o ogromnym sukcesie wizyty Jana Pawła II na Ukrainie, jej historycznym znaczeniu dla pojednania Polaków z Ukraińcami. Przedstawiają papieża jako orędownika ekumenizmu i zwolennika likwidowania podziałów między poszczególnymi odłamami religii chrześcijańskiej. Myślę, że większość chrześcijan na świecie podobnie oceniła tę wizytę. Jedynym przykrym zgrzytem było stanowisko moskiewskiej hierarchii Kościoła prawosławnego, przeciwnej tej pielgrzymce. Sądzę, że źródłem niechęci było niedawne ogłoszenie przez Kościół katolicki tezy o wyłączności katolicyzmu w dziele zbawienia duszy ludzkiej po śmierci. Wydaje mi się, że krytykujące hierarchów prawosławnych katolickie media mogłyby zauważyć, iż taka teza nie sprzyja idei ekumenizmu. Kościół prawosławny miał prawo dopatrywać się w pielgrzymce cech prozelityzmu.
Ryszard Niedźwiecki, Pabianice

Kto stoi za Lumeną
Po artykule „Kto stoi za Lumeną” („P” nr 24) otrzymaliśmy pismo od mec. Aleksandra Kappesa, pełnomocnika Marka Błaszkowskiego, z żądaniem przeproszenia jego klienta. W związku z tym wyjaśniam, co następuje:
Artykuł przedstawiał sprawę niefortunnego kontraktu między warszawską firmą Lumena a Łódzkim Zakładem Energetycznym, którego prezesem do niedawna był Marek Błaszkowski. Bohaterem reportażu był Roman Pionkowski – członek Zarządu ŁZE, który, w przeświadczeniu załogi ŁZE, został odwołany, ponieważ kwestionował zasady kontraktu z Lumeną. Informację o zaangażowaniu p. Błaszkowskiego w sprawę odwołania Romana Pionkowskiego autor otrzymał od Wiesława Mruka, również wchodzącego w skład Zarządu ŁZE. Ponadto na spotkaniu zakładowej „Solidarności” z Piotrem Żakiem poseł miał powiedzieć, że „postawiono go w niezręcznej sytuacji, ponieważ miał wpłynąć na odwołanie Pionkowskiego, a później prosić o przywrócenie na zajmowane stanowisko”. Wiesław Mruk, zapytany przez nas, czy w kontekście wypowiedzi posła padło nazwisko p. Błaszkowskiego, odpowiedział, że owszem. Roman Pionkowski powiedział także, że Marek Błaszkowski odbył z nim rozmowę, podczas której zaznaczył, że niepotrzebnie naciskał na jego odwołanie. O zaangażowaniu p. Błaszkowskiego mówią również działacze „Solidarności”, którzy odwiedzili Ministerstwo Skarbu, w którym podnoszono m.in. sprawę odwołania Romana Pionkowskiego. W tekście zostało zaznaczone również stanowisko posła Żaka, który zaprzecza słowom p. Mruka.
Kontrakt podpisany z Lumeną za czasów, gdy Marek Błaszkowski był prezesem ŁZE, został oceniony przez specjalny zespół, powołany przez Krzysztofa Ziębę – obecnego prezesa Zarządu ŁZE. Prezes Zięba twierdzi, że w jego ocenie system bilingowy Jupiter nie został wprowadzony, a kontrakt z Lumeną będzie renegocjowany.
Nie było naszym zamiarem narażenie dóbr osobistych pana Marka Błaszkowskiego; jeśli tak to odebrał, to przepraszamy.
Maciej Petrycki


Apel w sprawie generała-prezydenta.

Członkowie Związku Inwalidów Wojennych RP, Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy WP, Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego oraz niektórych kręgów kombatanckich odpowiadają pełnym poparciem na apel pana Aleksandra Małachowskiego ogłoszony w „sprawie generała-prezydenta”.
Organy wymiaru sprawiedliwości od wielu lat nie liczą się z elementarnymi regułami procedury prawniczej, nie mówiąc o zwykłej przyzwoitości w postępowaniu wobec generała-prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego. To urąga osobie generała i międzynarodowemu autorytetowi Polski jako państwa prawa i praworządności. Bulwersujące zachowanie Warszawskiego Sądu Okręgowego w dniach 15-18 maja br. spowodowało napisanie przez nas listu otwartego do Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego RP. Zwróciliśmy m.in. uwagę, iż „dla nas, z których część ma kombatancki życiorys, a wszyscy długą służbę wojskową, nie jest obojętne, jak traktowany jest przed sądem oficer frontowy – nasz wieloletni najwyższy dowódca”. Ważne są także – jak pisze pan Małachowski – „przeogromne zasługi generała przy bezkrwawym wyprowadzeniu Polski i krajów ościennych z komunizmu, ocaleniu olbrzymiej rzeszy ludzi od wewnętrznej wojny i zapewne agresji sowieckiej armii”. O tym nikt w prokuraturze i sądzie nie powinien zapomnieć. Dlatego cierpliwie oczekujemy na stanowisko Ministra Sprawiedliwości wobec naszego listu. Żądamy od pana ministra przywrócenia właściwych reguł postępowania w Warszawskim Sądzie Okręgowym. Domagamy się odsunięcia prokuratora – fałszerza i kłamcy.
Stanowczo popieramy apel o moralny bunt uczciwych Polaków przeciwko politycznemu kierowaniu i oddziaływaniu na tok tego dramatycznego procesu. Oczekujemy od Ministra Sprawiedliwości jasnych decyzji administracyjnych, pozwalających szybko zakończyć tę żenującą procedurę.
Jako kombatanci i byli żołnierze panu Aleksandrowi Małachowskiemu wyrażamy serdeczną wdzięczność.
25 podpisów
*
Gorąco popieram „Apel w sprawie generała-prezydenta” Aleksandra Małachowskiego. Wyrazy najgłębszego szacunku dla generała Wojciecha Jaruzelskiego.
Renata Jankowska, Bielsko-Biała

*
Najwymowniejszym przykładem upolityczniania polskiej trzeciej władzy jest dla mnie posadzenie na ławie oskarżonych, jak zwykłego bandziora z „Pruszkowa”, generała Wojciecha Jaruzelskiego, w związku z tragicznymi wydarzeniami w Gdańsku w 1970 r.
Jestem pod ogromnym wrażeniem apelu, jaki w sprawie sądu nad pierwszym prezydentem III RP wystosował na łamach „Przeglądu” Aleksander Małachowski, niegdyś opozycjonista i sztandarowy działacz „Solidarności”, dla wielu moich rodaków wzór obywatelskich cnót: prawości, politycznego rozsądku, zwykłej uczciwości i ludzkiej solidarności. W tym samym tonie, kilka dni później, wystąpił na łamach „Trybuny” inny zasłużony dla Polski polityk i reformator, Mieczysław F. Rakowski.
Obydwaj uważają – mówiąc najkrócej – że fakt oskarżenia gen. Jaruzelskiego ma wyłącznie podtekst polityczny i że „sądy działają pod przemożną presją prawicowych polityków, a sprawiedliwość została zepchnięta do kąta, gdzie ma tkwić i milczeć”. Obydwaj są zgodni – trzeba przerwać publiczną zmowę milczenia wokół sądu nad generałem.
Aleksander Małachowski zwraca się do wszystkich uczciwych ludzi w Polsce, by zbuntowali się wreszcie przeciw prymatowi polityki w tej dramatycznej sprawie.
Jestem przekonany, iż kampania wyborcza stwarza sposobność wyartykułowania głosu opinii publicznej na temat roli Wojciecha Jaruzelskiego w najnowszych dziejach naszej ojczyzny i jego zasług dla Polski w czasie II wojny światowej, przed 30, 20 i 10 laty.
Stanowczo protestuję przeciw sądowym igrzyskom, jakich jesteśmy świadkami w sprawie generała. Namawiam gorąco do takiego protestu moich współziomków.
Józef Sówka, Dynów

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy