Listy

Listy

*Tadeuszowi Sygietyńskiemu
Jest smutno
50-lecie “Mazowsza” odbyło się w otoczce skandalu politycznego, bo tego inaczej nazwać nie można.
W Teatrze Polskim pełna gala, dominuje czerń w kreacjach widowni. Może ta czerń była protestem przeciw polityce kulturalnej Ministerstwa Kultury i Sztuki pod patronatem pana Buzka. Smutno – w czerń tej uroczystości nie ubrały się co bardziej siedzące na wysokich stołkach osobistości naszej “elity” rządzącej. Brak było przedstawicieli Sejmu, Senatu, rządu. Nie wspomnę już o Marianie Krzaklewskim i Episkopacie. Sam minister Ujazdowski wydelegował swego zastępcę.
Czy powyższy nietakt można potraktować jako bojkot? Tak, można i na pewno o to chodziło.
“Mazowsze” nic nie straciło na swej młodości, świeżości i temperamencie. To wspaniała młodzież, to wspaniali ludzie, ci na scenie i ci zakulisowi. To było też ich święto.
“Mazowsze”, słusznie nazwane ambasadorem polskiej kultury, wiernie dochowało swojej przynależności do polskiej sztuki ludowej, tradycji i folkloru. Wbrew prawom przyrody burza w “Mazowszu” i trudności tylko je scaliły. Stworzony przez prof. Tadeusza Sygietyńskiego i Mirę Zimińską-Sygietyńską zespół ma swoje miejsce w polskiej kulturze. “Mazowszu” oprócz wsparcia finansowego brakuje również wsparcia moralnego. Zespół potrzebuje uznania publiczności. I ta publiczność w dniu 6 listopada br. nie zawiodła. Jakże aż do bólu przyjemny był fakt obecności na koncercie “starych” (przepraszam) mazowszanek i mazowszaków. Oni nie zapomnieli o swoim zobowiązaniu wobec pp. Sygietyńskich o “wierności sprawie”, o idei, która ich prowadziła.
Mam nadzieję, że pod nową dyrekcją “Mazowsze” dostarczać będzie jeszcze wiele wzruszeń, podziwu i łez, których nie musimy się wstydzić. Wstyd pozostawmy innym – nieobecnym.
Część nieprzychylna zespołowi swoją obecnością nie zaszczyciła koncertu, ale dała o sobie znać telewizja ze swoim niedoskonałym sprzętem, awarią w transmisji, niesprawnymi mikrofonami. Ciekawe – czy to też było w scenariuszu afrontu?
Kochani Jubilaci!
“Uśmiechnijcie się, jutro będzie lepiej!”. Jan Prokop, Strzelce Krajeńskie

*Czy wrócą czasopisma kulturalne?
Dobiega końca dwutysięczny rok – rok, w którym odbył się Kongres Kultury Polskiej. Jedni wiążą z tym faktem wielkie nadzieje na lepszą przyszłość tej ważnej dziedziny życia, inni natomiast nie liczą na to, żeby głos Kongresu zmienił cokolwiek w warunkach rozwoju kultury, gdyż od mówienia o kulturze do pozytywnych w niej zmian droga bardzo daleka. Zaliczam się do tych drugich, zwłaszcza od tego momentu, gdy w pierwszych rzędach kongresowego forum dostrzegłem osoby, które w okresie trzech ostatnich lat pozbawiły mnie możliwości korzystania z dóbr kulturalnych najbardziej dostępnych szaremu człowiekowi, czyli czasopism kulturalnych. Jestem emerytem i na wiele pozwolić sobie nie mogę, ale na zakup i czytelnictwo niektórych bliskich mi periodyków – tak. Długo tłumiłem w sobie żal do tych ministrów kultury, którzy pozbawili mnie dwóch ulubionych, a przy tym świetnie redagowanych czasopism. Piszę o tym, gdyż na łamach “Przeglądu” publikują swe felietony m.in. twórcy “Wiadomości Kulturalnych” – pan KTT i pan Aleksander Małachowski, których serdecznie przy tej okazji pozdrawiam. Pozdrawiam również serdecznie redaktorów “Literatury”, a czyniąc to u progu Nowego Roku, wyrażam nadzieję, że w bliskiej przyszłości te dwa mądre czasopisma powrócą do naszych kiosków i będą trafiały do moich rąk wraz z wielce cenionym przeze mnie “Przeglądem”.
Tomasz Blecharczyk, Krosno

*Głupie napisy to nie graffiti
Mam małe zastrzeżenie do fragmentu felietonu Piotra Gadzinowskiego pt. “Żydzie-wstydzie” (“Przegląd” nr 1/01): “(…) graffiti: gwiazdy Dawida na szubieniczkach, hasła “Jude raus” (…)”. Nie bardzo pasuje mi tutaj określenie “graffiti”. Jest ono niezbyt trafnie użyte do określenia politycznych napisów na murach, które ze sztuką graffiti mają tyle wspólnego, co dziad manifestujący pod kościołem hasła antysemickie z poważnymi politykami.
Jeśli już wprowadziliśmy do naszego języka wyraz “graffiti”, to może używajmy go w jego prawdziwym znaczeniu. Owszem, widziałem książkę z początku lat 90., mającą w tytule ww. termin, gdzie różne hasła wypisywane na murach były podnoszone do takiej rangi. Jednak były to czasy zamierzchłe i takie używanie tego wyrazu jest według mnie pewną ignorancją, a nawet obrazą dla ludzi zajmujących się tym rzemiosłem. Żeby zobaczyć, co to graffiti, polecam mur wyścigów konnych na Służewcu. Graffiti można też zobaczyć na pociągach itd. Piotrek, Pegaz77@wp.pl

*Zostali po Armii Andersa

W latach 1989-1992 pracowałem w Iranie przy rekonstrukcji elektrowni w Ahwazie. Do podzielenia się wspomnieniami z tego pobytu skłonił mnie artykuł pt. “Zostali po Armii Andersa” w numerze 49. “Przeglądu”.
W 1991 r. dzięki uprzejmości władz lokalnych w Iranie udostępniono nam, polskim pracownikom, klucze do bramy jedynego w Ahwazie cmentarza, gdzie chowano zmarłych wyznania rzymskokatolickiego i greckokatolickiego. Groby w większości bezimienne, zaniedbane i bardzo zniszczone. Trudno było odczytać, kto w nich leży. Jedyny polski akcent to symboliczny postument, postawiony przez pracowników ambasady byłej PRL.
Jerzy Skoczylas, Bełchatów

Wydanie: 3/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy