Listy od czytelników Nr 10/2016

Listy od czytelników Nr 10/2016

Kto napisze o ofiarach „żołnierzy wyklętych”
Często bywam w zaprzyjaźnionej księgarni. Szperam po półkach, wyszukuję interesujące mnie tytuły. Od dłuższego czasu znajduję na tych półkach mnóstwo książek opisujących dokonania „żołnierzy wyklętych” czy też „żołnierzy niezłomnych”. Gloryfikacja tych ludzi i ich czynów jest przerażająca. Opisy sprowadzają się do wyliczanki, ile zlikwidowali posterunków MO z milicjantami, ilu zlikwidowali pracowników UB, żołnierzy WP, członków PPR, a także ludzi podejrzanych o współpracę z „komunistami”, tzn. geometrów, nauczycieli, chłopów z rodzinami przyjmujących pańską ziemię, ile napadów dokonano na kasy spółdzielcze, sklepy, transporty. Opisom zawsze towarzyszą terminy: „zlikwidowano”, „wyeliminowano”, „sprawnie unieszkodliwiono”. A były to najzwyklejsze zbrodnie na niewinnych ludziach, w ogromnej liczbie przypadków bardzo młodych. Ludziach, którzy po pożodze wojennej zaczęli odbudowywać zrujnowany kraj, chcieli pracować i żyć w pokoju. O swoich zabitych pisze się zawsze w tych książkach, że zostali w bestialski sposób zamordowani.
Od wielu lat nie znalazłem natomiast na księgarskich półkach ani jednej pozycji opisującej losy wsi i ich mieszkańców spacyfikowanych przez „dzielnych żołnierzy wyklętych”. Przecież żyje jeszcze wielu świadków tamtych wydarzeń. Mam więc pytanie: czy nie należałoby ogłosić np. konkursu na wspomnienia tych ludzi i członków ich rodzin, opracować je i wydać? Historia tamtych lat jest niemiłosiernie fałszowana. Chyba są jeszcze w moim kraju odważni historycy i dziennikarze, którzy zaczną obnażać niezliczone kłamstwa zamieszczane w książkach gloryfikujących „żołnierzy wyklętych”. Same łamy PRZEGLĄDU nie są w stanie przeciwstawić się zalewowi tej pseudoliteratury historycznej.
Bogusław Nowak


Logika IPN
Nie wiem, czy dobrze odczytuję intencje Instytutu Pamięci Narodowej: że Polskę orientującą się na Zachód, wyzwoloną z uścisku Związku Radzieckiego, pociągającą za sobą inne bratnie kraje i stwarzającą pole do obalenia muru berlińskiego, zbudowała, odwołując się do społecznego buntu Solidarności, zmuszona do przemian i świadoma ich konieczności grupa najwyższych działaczy PZPR, która z pomocą swoich służb zwerbowała do współpracy Lecha Wałęsę?

Andrzej Lam


Hucpa wokół emerytur mundurowych
Znów zaczyna się hucpa wokół emerytur mundurowych, a szczególnie emerytur „esbeckich oprawców”. Wielkości podawane publicznie może i pochodzą z Zakładu Emerytalno-Rentowego MSW, ale na pewno nie dotyczą ludzi objętych ustawą „dezubekizacyjną”. Im obcięto emerytury o ponad 70% (z 2,6% podstawy wymiaru za każdy rok służby do 0,7%). Te kłujące w oczy emerytury mogą dotyczyć „słusznych” emerytów, takich jak agent Tomek czy wierchuszka wszelkich służb specjalnych (UOP, ABW, AW, CBA, służba więzienna, policja itp.) zmieniana, czyli odsyłana na emerytury, przy każdej zmianie władzy. Ci przeliczeni na 0,7% dostali emerytury czasem niższe od minimalnych.
Ponadto zostali ukarani podwójnie, bo żeby poprawić sobie byt, starali się pracować, jeśli im zdrowie pozwalało i pracę znaleźli. Ale wtedy z tej okrojonej o 70% emerytury zabiera im się jeszcze 25%. Dlaczego? Cywilni emeryci po ukończeniu 65 lat są traktowani jako „pełni emeryci” i mogą zarobkować bez potrąceń. Emerytów mundurowych to nie dotyczyło, gdyż w ich przypadku „pełny emeryt” to taki, który ma pełną wysługę lat z tytułu służby, czyli 75%, ok. 15 lat. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego uwolniono od potrąceń także „pełnych emerytów” mundurowych, którzy mieli 75% wysługi. Ale od 1 stycznia 2010 r. wszyscy emeryci, którzy mieli 75% wysługi, nagle spadli do poziomu ok. 25%. No i zastosowano „paragraf 22”: Jeśli pracowałeś, nie potrącaliśmy ci części emerytury, bo miałeś 75% wysługi. Zabraliśmy ci z tego ponad dwie trzecie, więc nie masz 75% i trzeba ci zabrać jeszcze więcej! Znajomy obliczył, że pracując teraz jako emeryt, do pułapu 75% dojdzie w wieku 85 lat!
Nastało PiS i znów trzeba tym ludziom coś zabrać, bo przecież jest tylu potrzebujących! Już w 2007 r. rządzące PiS wniosło do Sejmu projekt ustawy „dezubekizacyjnej”, w myśl której miano okres służby w trefnych instytucjach przeliczać według wskaźnika 0,7% za rok. Ale potem autopoprawką rządową zaproponowano przelicznik 1,3%, czyli taki jak za pracę w cywilu. Prawdopodobnie mądrzejsi ludzie z PiS zdali sobie sprawę, że pozbawienie przywilejów oznacza zrównanie z innymi, a nie odebranie 70% należnych świadczeń. I że pierwotna wersja może się nie ostać w Trybunale Konstytucyjnym. Teraz znów chcą zahulać na całego, bo TK już raz się złamał pod politycznym naciskiem i ustawę obecnie obowiązującą uznał za zgodną z konstytucją. (…)
Szczęście mieli funkcjonariusze, których zweryfikowano negatywnie i zwolniono, a nie mieli jeszcze 15 lat służby. Dostali świadectwa pracy jak każdy obywatel, nie podpadają pod ustawę emerytalną dla służb mundurowych ani pod „dezubekizacyjną” i nikt im okresu służby na okres bezskładkowy po 0,7% nie wymienia.

Marek K. z Warszawy


Krew na rękach „wyklętych” – postscriptum

Wiara PiS
Prawo i Sprawiedliwość przestaje być tylko partią polityczną i dryfuje w kierunku sekty z własnym guru, swoimi bohaterami i męczennikami: Lechem Kaczyńskim i żołnierzami wyklętymi. Ta wiara wyklucza z grona „patriotycznych Polaków” tych, którzy nowej koncepcji naszej ojczyzny i historii nie popierają. Albo jesteś za, albo jesteś drugiego sortu. (…)
Kim są wyklęci? I jak to się stało, że oddawany im hołd urósł do rangi święta państwowego? Wszystko miało źródło w ideach i filozofii Hegla oraz frustracji niektórych polityków. Georg Wilhelm Friedrich Hegel, niemiecki filozof z przełomu XVIII i XIX w., stworzył koncept: najpierw była starożytna Grecja, pełna radości życia i światła. Potem przyszedł klasyczny Rzym, imponujący, ale agresywny, uporządkowany. W końcu objawiła się epoka germańska, będąca ostatnim etapem przebudzenia do prawdy. Wszelkiej maści autorytaryzmy i totalitaryzmy odwołują się do „powrotu do korzeni”, „odrodzenia tradycyjnych wartości”. Te hasła są heglowskie, ponieważ mówią, że prawda kiedyś była dostępna, potem ukryta, a dziś ponownie objawiona.
Czy z tego schematu myślowego nie korzysta Prawo i Sprawiedliwość, przekonując ludzi do swojej wiary? Mitem założycielskim IV RP jest autorytarna Polska sanacyjna, następnie… zamach smoleński. Nie zbrodnia dokonana przez Sowietów na polskich oficerach i żołnierzach, ale katastrofa lotnicza, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Katastrofa słabo nadaje się na mit. Lecieli, błędy załogi i kontroli naziemnej doprowadziły do wypadku. Prozaiczne. Zamach brzmi znacznie lepiej, bo kojarzy się z męczeństwem, podziałem swój-wróg, a ofiary zamachów czci się jako bohaterów, których „zamordowano o świcie”.
Jarosław Kaczyński i jego środowisko, ewentualnie poza Antonim Macierewiczem, nie może się pochwalić pomnikowym życiorysem opozycyjnym z czasów PRL, więc neguje Wałęsę, Bujaka, Frasyniuka, Michnika, Kuronia… Porozumienia z Magdalenki urastają do targowicy, „zdrady narodowej”, a dziecko magdalenkowych debat – III RP – urodziło się jako genetyczna kaleka, którą zastępuje właśnie zdrowy organizm IV RP. Czyśmy już tego nie przerabiali? Jarosław Kaczyński – chcę wierzyć – nie z poczucia niedostatku własnego CV zaprzecza dokonaniom, a nawet istnieniu rówieśników z dawnej opozycji w PRL, ale też obecnej sejmowej.
Mamy do czynienia z rewolucją, nie tylko kadrową. To przebudowa Polski w ogóle. Każda rewolucja fabrykuje własnych bohaterów, tworzy własne mity i święta. Kornel Morawiecki opowiada, że autorytety upadły – to rewolucyjna sytuacja, z wymianą pomników włącznie. Francuska, amerykańska, meksykańska, rosyjska – rewolucje tak mają. Przejęcie władzy to dopiero początek drogi, a dalej jest przejęcie opowieści o przeszłości – mówił podczas dyskusji w „Gazecie Wyborczej” pt. „Wyklęci. Pogubieni bohaterowie?” oraz w jednym z wywiadów dr hab. Marcin Zaremba z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Prawo i Sprawiedliwość tworzy historię na nowo. Jej elementem stało się święto żołnierzy wyklętych, które jak ulał pasuje do Heglowskiego przebudzenia do życia, odkrycia prawdy („przez lata przemilczani”, „przez lata zapomniani”, „przez lata poniżani”; „nadszedł czas przywracania pamięci”, „trzeba przywrócić do życia”).
Nie można przy tym odmówić PiS sprytu, bo jak żadna inna partia potrafi tworzyć nie tylko programy polityczne i ekonomiczne, ale przede wszystkim opowieść rzekomo mityczną z bohaterami i świętymi męczennikami. Kto nie podziela tej wiary, automatycznie przestaje być patriotą. (…)
Jarosław Pałyska


Kto był patriotą?
Podstawowe pytanie brzmi: czy patriotami byli ci, co zaraz po wojnie odgruzowywali Warszawę, odbudowywali fabryki i walczyli z analfabetyzmem, czy ci, którzy do nich strzelali? Czy i jedni, i drudzy, a tragizm polskiej historii polegał na tym, że byli po przeciwnych stronach barykady? Elita polityczna dzisiejszej Polski ma na to jednoznaczną, czarno-białą odpowiedź, która w istocie żadną odpowiedzią nie jest.

Lech Brywczyński


To nie wyklęci – to zbiry
Krew to krew, mord to mord. To nie wyklęci – to zbiry! Działali mimo rozwiązania AK i zwolnienia żołnierzy z przysięgi. Zakładali bandy i napadali na Polaków. Takich zbrodni się nie zapomina!

Wiesława Resakowska

Najohydniejszą cechą człowieka jest zabijanie w imię jakiejś idei, religii itp., a potem wmawianie innym, że to było słuszne i konieczne.

Krzysztof Blek


Interes polityczny
Żołnierz wykonuje rozkazy! Wszelkie oddziały po rozkazie naczelnego dowódcy o rozwiązaniu Armii Krajowej podejmujące działalność zbrojną stały się samowolnie walczącymi bandami, bez względu na intencje. Nazywanie ich żołnierzami jest nadużyciem, a świętowanie ich wyczynów ośmiesza organizatorów święta.

Zbigniew Pietrzak

Tu chodzi o bieżące interesy polityczne, byle ogłupić młodzież, która szuka idei. I ona jest po stronie PiS, bo magia idealizmu jest kusząca, a to wielka manipulacja.
Ryszard Częstochowski


Cisza nad ofiarami
Dlaczego IPN nie zajmuje się ofiarami? Bo to byli w większości chłopi i robotnicy, a pany z IPN zajmują się promocją szlachty, nie chamów. Chama pan może zabić, sprzedać; w mentalności „nowej Polski” to nie jest człowiek, to coś gorszego. Bo „nowe” jest kreowane przez tych, którzy się przekwalifikowali na panów. A kim byli ich przodkowie? „Nie masz gorszego chama, jak zrobić z chłopa pana”.

Andrzej Czaplicki

Listy pochodzą ze strony internetowej i Facebooka PRZEGLĄDU


Alianckie wsparcie dla ZSRR
Nie mogę się zgodzić z tezą Eugeniusza Guza z artykułu „Targi o 20 samolotów” (PRZEGLĄD nr 7), że pomoc materialna aliantów dla ZSRR w latach 1941-1945 nie miała znaczącego wkładu w zwycięstwo ZSRR w II wojnie światowej. Od czerwca 1941 r. do czerwca 1945 r. alianci dostarczyli Związkowi Radzieckiemu w ramach Lend-Lease,u:
– 2,58 mln ton benzyny lotniczej (co stanowiło 51,5% produkcji ZSRR),
– 242,3 tys. ton benzyny samochodowej (2,8% produkcji ZSRR),
– 409,5 tys. samochodów (ZSRR produkował 265,6 tys.),
– 622,1 tys. ton szyn kolejowych (56,5% produkcji ZSRR),
– 1,9 tys. parowozów i 66 lokomotyw spalinowych (ZSRR wyprodukował odpowiednio: 1,7 tys. i 15 sztuk),
– 11 075 wagonów towarowych (przy radzieckiej produkcji 1087 sztuk),
– 319 tys. ton materiałów wybuchowych (przy produkcji ZSRR wynoszącej ok. 600 tys. ton),
– 387 tys. ton miedzi (ZSRR – ok. 460 tys. ton),
– 956 tys. mil telefonicznego kabla polowego i 35,8 tys. radiostacji polowych,
– 32,2 tys. motocykli (przy produkcji ZSRR ok. 27 tys. sztuk),
– 328 tys. ton aluminium (ZSRR produkował ok. 263 tys. ton),
– 8 tys. dział przeciwlotniczych (przy znikomej produkcji radzieckiej),
– 18 865 samolotów,
– 3,6 mln opon (ZSRR wyprodukował 8,36 mln),
– 610 tys. ton cukru (przy produkcji ZSRR 1,46 mln ton),
– 45 tys. obrabiarek i tokarek (przy produkcji ZSRR wynoszącej 115 tys. sztuk).
Nie wspominam tu o dostawach 15 mln par butów czy dostawach konserw mięsnych, które zaspokajały 80% potrzeb Armii Czerwonej.
Paweł Truszkowski

Wydanie: 10/2016 2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy