Listy od czytelników nr 15/2018

Listy od czytelników nr 15/2018

Oskarżam PiS
Bardzo ważne jest działanie Olgierda Łukaszewicza na rzecz przypomnienia i popularyzowania „Konstytucji dla Europy” Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego z 1831 r. Z niej cytat: „…wszystkie narody europejskie (jeśli chcą używać trwałego pokoju i szczęścia) mają się wyrzec swojej wolności i zostać niewolnikami praw; wszyscy monarchowie mają być odtąd tylko stróżami i wykonawcami tychże praw i nie tytułować się inaczej, tylko ojcami narodów”.

Dorota Kaczmarek


Dzisiaj Unia staje się strażnikiem obcych wpływów, wielkiego kapitału i bogatego centrum finansowego. Bycie jakimś aktywistą prounijnym to wstyd, siara, obciach.

Mateusz Cichocki


Unia jest po to, by nie było wojny! Europa przez tysiące i setki lat była pogrążona w rzeziach, strachu, wojnach, kłamliwych sojuszach, napaściach, grabieżach, epidemiach, głodzie. Czterej Jeźdźcy Apokalipsy to: Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć. Dosyć! Czas z tym skończyć. Tylko Unia Europejska uchroni nas przed wojnami dzięki prowadzonym rozmowom i negocjacjom oraz osiąganym kompromisom, czyli posługiwaniu się rozumem, a nie resentymentem.

Jadwiga Wais

Ćwierkanie i pomniki
Tomasz Jastrun pisze w numerze 13, że przygnębiają go wpisy Donalda Trumpa na Twitterze. W zasadzie Trump jest wzorcową postacią (tyle że cwaniacko bogatą) spauperyzowanej części społeczeństwa amerykańskiego i był alternatywą w stosunku do polityków związanych z establishmentem. Szybkie ubożenie klasy średniej w USA wywołało reakcję biedaków, którzy – kto by pomyślał – mają taki sam głos w wyborach jak bankster czy oligarcha. To niesprawiedliwość!

Takie samo zjawisko wystąpiło w Polsce, gdy neoliberalizm chlastał po pyskach ciemny lud niewidzialną ręką rynku. I dziwię się tylko, że Trump nie jest w stanie dogadać się z Dudą, pardon, z prezesem.

Marek Głowinkowski

Wybory – obywatele zamiast kamer
Mimo kilku zmian Kodeksu wyborczego dokonanych w ostatnich latach daleko naszym przepisom do europejskich wzorów. Nawet sama technika głosowania nie jest wzorowana na krajach o utrwalonej demokracji. We Francji członek komisji stoi przy urnie, sprawdza tożsamość głosującego obywatela i po wrzuceniu kart do przezroczystej urny głośno wypowiada formułę: „Pani/Pan – nazwisko – zagłosowała/zagłosował”. Dopiero wtedy głosujący podpisuje się na liście. U nas przeciwnie – głosujący najpierw podpisuje się na liście i odbiera karty do głosowania. W tym momencie komisja przestaje się nim interesować. Głosujący może nawet wyjść z lokalu, wrócić po godzinie i wrzucić karty do urny. Komisja na to nie zwraca uwagi. Na Zachodzie jest to niewyobrażalne. O ile pamiętam, w ambasadzie polskiej w Brukseli w wyborach w 2011 r. było więcej kart wyborczych w urnie niż głosujących.

Nie wierzę, żeby w Polsce wybory były całkiem uczciwe. Członkowie komisji, zwłaszcza o nielicznym składzie, mogli dokonać wyboru kart albo unieważnić niektóre karty, dodając drugi krzyżyk. W czasie przedostatnich wyborów do Sejmu, o czym pisała prasa, bodaj na Śląsku zidentyfikowano członka komisji, który unieważnił w ten sposób ponad 50 głosów. A ilu fałszerzy nigdy nie ujawniono? W 2006 r. na własne oczy widziałam na wsi komisję obwodową – dwie dziewczyny – a liczba nieważnych głosów dochodziła tam według PKW do 30%. Znam kandydatów do samorządu, którzy dowiadywali się ze zdumieniem, że nawet sami na siebie nie głosowali! A teraz partia rządząca poszła na całość: można stawiać krzyżyki i mazać na tylu kratkach, ile dusza zapragnie. Obserwatorzy zagraniczni – a pewnie do tego dojdzie – będą mdleć na ten widok, a na pewno będą to fotografować.

Jak mówił Lenin – nieważne, kto jak głosuje, ważne, kto liczy głosy. Do pilnowania prawidłowego liczenia głosów we Francji może się zgłosić każdy dorosły obywatel, który w dniu wyborów przyjdzie do lokalu wyborczego przed godziną zamknięcia. Komisja nie wie, jaki będzie skład „strażników”. Ludzie ci stoją nad głowami komisji i patrzą jej na ręce „jak sępy”, jak to określił mój znajomy Francuz, wielokrotny członek obwodowej komisji wyborczej. „Strażnicy” mogą opuścić lokal wyborczy dopiero po podpisaniu protokołu przez komisję obwodową. Każdy obywatel może więc osobiście dopilnować prawidłowości wyborów. To dlatego francuska krajowa komisja wyborcza praktycznie nie przyjmuje żadnych reklamacji. Dlatego również Francuzi są przeciwni głosowaniu przez internet. Tak efektywnej procedury nie zastąpią żadne kamery. W dodatku nie pociąga ona za sobą prawie żadnych kosztów w przeciwieństwie do obłędnych, nie do końca policzonych, kosztów kamer. A więc zamiast kamer – żywi obywatele.

Teresa Jakubowska,
Stowarzyszenie Racjonalna Polska

Wydanie: 15/2018

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy