Listy od czytelników nr 19/2015

Listy od czytelników nr 19/2015

Polska musi szanować samą siebie

Czy dziś, 70 lat po wojnie, pamiętamy o naszych żołnierzach z wszystkich frontów? Wiele dróg i zakrętów prowadziło polskich żołnierzy do ostatecznego zwycięstwa. Wszystkie znaczone były ich potem, cierpieniami i obficie przelaną krwią. Nie wszyscy kierowali się wówczas racjami swoich generałów i polityków, planujących miejsce Polski w Europie Środkowej. Większość z nich nie wiedziała jeszcze, jak będą przebiegały granice ani jaki będzie ostateczny kształt polityczny i terytorialny państwa polskiego. Przejęci myślą o wyrównaniu rachunków z Niemcami chcieli bić wroga wszędzie. I bili. Po 1989 r. w Polsce prowadzona jest opętańcza polityka historyczna wartościująca orła w koronie i tego piastowskiego, bez korony. Z rozmysłem ideologicznie ocenia się przelaną krew polskich żołnierzy idących ze wschodu. Przecież nie wszyscy Polacy w ZS RR zgłaszający się do polskiego wojska chcieli być stróżami pól naftowych na Bliskim Wschodzie. Uważali, że znad Oki najbliżej jest do okupowanego kraju. Polska miała i ma prawo, wręcz obowiązek, występowania w gronie zwycięskich państw. Uprawnia do tego przelana krew tysięcy polskich żołnierzy i wieczna o nich pamięć. W uroczystościach organizowanych z okazji Dnia Zwycięstwa w różnych stolicach powinny uczestniczyć liczne delegacje Wojska Polskiego z rozwiniętymi sztandarami. Polska musi szanować samą siebie, nie może sama się degradować!

Marian Wilk, Płock

Zmieniliśmy tylko kierunek

Za sprawą swojego rządu Polacy nie potrafią walczyć o godność własnego narodu ani o pamięć dla wszystkich ofiar. Uprzywilejowani są przede wszystkim pomordowani w Katyniu, a ci z Wołynia nie istnieją w zbiorowej pamięci, choć ich liczba – 130 tys. – jest przeogromna. Manipulowanie historią własnego narodu nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Wszyscy walczyli o Polskę. Wszystkim należy się hołd i pamięć. Małość naszych obecnych polityków przeraża. Kiedyś mieliśmy Wielkiego Brata na wschodzie, dziś za oceanem. Zmieniliśmy tylko kierunek.

Mirosława Tomczak-Kocurek

Czytajcie Walickiego

Mądrego uczonego i myślącego Polaka. Czemu jest nieobecny w mainstreamowych mediach? Bo ośmieszyłby tępotę, ubóstwo umysłowe, ciasnotę mentalną tzw. elit. Czytajcie Walickiego – o wschodzie Europy ma wiele do powiedzenia!

Radosław S. Czarnecki

Dramatyczne dzieciństwo na Wołyniu

Jako dziecko mieszkałam z rodzicami nad Horyniem. W pamięci zostały mi nie tylko kolory i zapachy pięknego Wołynia, ale przede wszystkim wiele dramatycznych zdarzeń i epizodów. Oto stoję przed domem, a ukraińskie dzieci rzucają we mnie kamieniami i krzyczą: „Zdychaj, Laszko”. Mam 11 lat, nie wiem, o co chodzi, uciekam z płaczem do domu. Pamiętam, jak Ukraińcy zrobili jakąś prowokację, przyprowadzili Niemców do ojca. Biedny, niewinny zakładnik leży w zbiorowej mogile w lesie pod Klewaniem. Rok 1942 czy 1943. Mama, ja i trzyletnia siostra całą noc idziemy do odległego o 25 km Równego, bo miała nas mordować UPA. Przedtem śpimy w polu, w lesie, w ogrodzie, w zapluskwionej remizie. W Horyniu płynie czerwona woda i płyną trupy bez oczu, uszu, piersi, ponieważ UPA stosowała najpierw tortury, a później zadawała śmierć. „Bude lacka krew po kolina, bude wolna Ukraina”, „Wże nie bude Polszczy, wże wmarła”. Tak śpiewali, a popi święcili kosy, sierpy, noże. Odrąbali głowę, bawili się nią jak piłką i pękali ze śmiechu, kiedy poruszały się jeszcze usta. Dlaczego ludzie z Wołynia milczą, dlaczego nie piszą o swoich przeżyciach do gazet, nie mówią w telewizji? A nasi politycy podlizują się Ukraińcom, którzy chcą zabrać Przemyśl, Chełm, mówią nawet, że Kraków to ich miasto. Trzeba o tym pisać. Ja nigdy nie zapomnę ani nie przebaczę.

Irma Grabowska, Lublin

Wydanie: 19/2015

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy