Listy od czytelników nr 20/2017

Listy od czytelników nr 20/2017

O co gra Francja?
Jestem „odosobnionym i bezbronnym”, że użyję określeń z artykułu Jarosława Dobrzańskiego „O co gra Francja?” (PRZEGLĄD nr 19), obserwatorem „festiwali” wyborczych w coraz to innych częściach świata. Nie budzą we mnie szczególnych emocji, tyle najwyżej, czy ich wyniki nie spowodują większych zawirowań na mapie świata. Ale bez obaw, tłuste koty, czyli „kręgi oligarchiczne nowego kapitalizmu zglobalizowanej finansjery” – jak pisze autor artykułu – są czujne, sprawne i mają się dobrze.

Obawa przed osłabieniem Unii może i została zażegnana. Jednak w tekście pana Dobrzańskiego czytam, że wybór Macrona będzie umocnieniem potęgi elit finansowych i gospodarczych skupiających ogromne bogactwo, co na dłuższą metę jest niebezpieczne dla demokratycznych rozwiązań. Nie oprą się one naporowi powiększających się zbuntowanych mas społeczeństw.

Thomas Piketty – są i jego oponenci – proponuje globalne kroki drastycznie zmniejszające nierówności dochodów i majątków przez ich opodatkowanie, rosną bowiem szybciej niż zarobki z pracy, lecz kto byłby w stanie wprowadzić takie rozwiązania, czy bogaci pozwolą sobie coś odebrać? Czy można zatem odetchnąć po wyborach we Francji? Jednak nie, bo co dalej ze społeczeństwami niepewnymi jutra? Co z falami imigrantów, przecież nikt nie jest w stanie ich zatrzymać. Wystarczy spojrzeć na przyrost ludności, choćby w Jemenie, niewielkim kraju o trudnych warunkach życia, na skrawku Półwyspu Arabskiego: 1950 r. – 5,6 mln, 1985 r. – 7,7 mln, 2010 r. – 23,5 mln, prognoza na 2050 r. – 66,7 mln. Te liczby i prognozy pobudzają wyobraźnię. To nie początek, ale narastanie trzeciej fali Tofflera. Co nam pozostaje? Idąc za przykazaniami filozofa Leszka Kołakowskiego, godzić się na miernotę świata, nie wierzyć w jego sprawiedliwość.

M.W., Kraków

Pocztowcy walczą o przeżycie
Ostatnio byłem na poczcie i mogłem kupić wszelkie dewocjonalia, ale koperty bąbelkowe wyszły co do jednej. Pomijam już godziny pracy, bo to urąga przyzwoitości. Dla pracujących w dużym mieście lub prowadzących działalność wyprawa na pocztę staje się imposybilizmem, by zacytować pana prezesa. A urzędy skarbowe i ZUS nienawidzą mejli i telefonów, w najdrobniejszej sprawie wolą list polecony.

Artur Koszykowski

Czy powinno się wrócić do karty rowerowej?
Przychylam się do opinii Mai Włoszczowskiej i Pawła Marka, którzy w rubryce „Pytanie tygodnia” w PRZEGLĄDZIE nr 19 opowiedzieli się za przywróceniem karty rowerowej, a nawet za wprowadzeniem karty pieszego. Uzasadnienie widzę podczas spacerów w mojej miejscowości – górską drogą, wyasfaltowaną, ale bez chodnika. Sporadycznie jeżdżą po niej samochody, za to często pojawiają się rowerzyści. Obserwuję spacerowiczów, którzy prawie wszyscy mają prawo jazdy, ale 80% zamiast zgodnie z Kodeksem drogowym poruszać się lewą stroną, idą stroną prawą. Zaobserwowałem jedynie, że rowerzyści jeżdżą wolniej niż kiedyś.

T.Ż.

Niech opozycja zacznie się chwalić
Czuję się w obowiązku napisać, co myślę o postawie bardzo wielu użytkowników mediów, zwłaszcza społecznościowych, będących przeciwnikami PiS i zwolennikami opozycji. Dyskutowałam z wieloma osobami na temat zachowań posłów PO czy Nowoczesnej i niejednokrotnie miałam okazję czytać, że są „beznadziejni”, „tak słabi, że PiS nie ma z kim przegrać”, czyli opinie powtarzane w kółko przez partię rządzącą.

Daliśmy (bo przez pewien czas ja także, w zasadzie bez głębszej refleksji, byłam wobec opozycji krytyczna) się zmanipulować Kaczyńskiemu i jego podwładnym, ale też posłom Kukiz‘15, TVPiS i mediom społecznościowym zdominowanym przez prawicę. Przy każdej okazji starano się tam dyskredytować posłów opozycji. Robiono to, nie odwołując się do faktów bądź manipulując nimi, tak by ośmieszyć oponentów lub odwrócić uwagę od własnych błędów. We wszystkie wypowiedzi wplatane były krótkie, proste hasła propagandowe: „histeryczna, beznadziejna, słaba opozycja”, „nie mogą się pogodzić z utratą władzy”, „szkodzą Polsce”, „PiS nie ma z kim przegrać/nie ma równego sobie przeciwnika”. Te hasła bardzo łatwo zapamiętać, zostają słuchaczom w głowie i zniekształcają rzeczywisty obraz opozycji.

Każdy, nawet najlepszy polityk popełnia błędy, zalicza wpadki. To normalne i nie jest podstawą do nazywania partii, której jest członkiem, żałosną czy beznadziejną. PiS i jego zwolennicy wykorzystują najmniejsze potknięcia posłów opozycji, żeby wbić społeczeństwu do głowy przekaz: ta żałosna opozycja destabilizuje państwo i się ośmiesza. A my, zamiast podkreślać i nagłaśniać to, co opozycja robi dobrze czy wręcz wzorowo (jak na opozycję), załamujemy ręce, patrząc na drobne wpadki posłów (np. Michała Szczerby, który odpowiedział „nie wiem” na pytanie prowadzącego audycję radiową Adriana Klarenbacha).

Opozycja jest merytoryczna – ale niełatwo to zauważyć, mając z tyłu głowy słowa Ryszarda Terleckiego: „Opozycja znów się ośmiesza” itd. Posłowie opozycji pod wieloma względami biją na głowę posłów partii rządzącej, poza tym opierają się na faktach, a nie na manipulacjach służących tylko propagandzie.

Zauważcie pisowską propagandę na YouTube: Poseł PiS MASAKRUJE opozycję, GENIALNE PRZEMÓWIENIE posła PiS itd. W rzeczywistości PiS nikogo nie masakruje, a przemówienia nie są genialne. Może pora wrzucać filmiki z wystąpień posłów opozycji, tytułując je w podobny sposób? Nie musimy się bronić, punktując wpadki PiS (rzecz jasna, to też róbmy), bo sami mamy czym się chwalić! (…)

Nagłaśniajmy błędy PiS, ale nagłaśniajmy też to, co opozycja robi dobrze (a jest tego wiele). Opozycja pozaparlamentarna – chodzi o NAS, wszystkich OBYWATELI RP – powinna pomagać tej w Sejmie, tak jak pisowskie trolle pomagają PiS. W ich przypadku to czysta propaganda, a my naprawdę mamy czym się pochwalić.

Izabela Suder

Podrabiana szlachta
Dr Michał Rauszer w wywiadzie o historii chłopów w Polsce (PRZEGLĄD nr 14) mówi, że w pierwszej połowie XXI w. zamożna część społeczeństwa poszukiwała szlacheckich korzeni. Chłopskiego pochodzenia wypierali się ludzie wywodzący się z warstw ludowych. Z moich badań socjologicznych wynika, że rzecz dotyczy lat znacznie wcześniejszych i warstw wywodzących się także ze środowiska robotniczego. Już ok. 1956 r. część mieszkańców miast (szczególnie osoby na wysokich stanowiskach) zaczęła poszukiwać korzeni szlacheckich. W wielu mieszkaniach i daczach spotykało się szable na ścianach, fotografie wąsatych przodków i kominki, opowiadano sobie o dawnych dworkach i hodowli koni. Nie ma w tym niczego gorszącego, ale często były to podróbki politowania godne.

dr Feliks Walichnowski

Wydanie: 20/2017

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy