Listy od czytelników nr 22/2017

Listy od czytelników nr 22/2017

Jest taka biblioteka
W odpowiedzi na apel PRZEGLĄDU, jako wasi wieloletni czytelnicy, opłaciliśmy roczną prenumeratę tygodnika dla Miejskiej Biblioteki Publicznej w Radzyniu Podlaskim. Ta biblioteka, kierowana przez Grażynę Kratiuk, prowadzi bardzo szeroką i różnorodną działalność kulturalną.

Po raz pierwszy byliśmy tam 9 maja na spotkaniu z pisarzem Józefem Henem. Od pierwszej chwili nawiązała się wspaniała więź między pisarzem a słuchaczami. Było to tym łatwiejsze, że Józef Hen przyjechał do rodzinnego miasta swoich dziadków. Można by rzec, że było to rodzinne spotkanie, nasycone informacjami o życiu jego przodków w Radzyniu. Mieliśmy możliwość wysłuchania wspomnień pisarza, które można też znaleźć na kartach jego książek. Poruszają nas do głębi, gdyż przeżywaliśmy podobne koleje losu.

Ale największa niespodzianka czekała Józefa Hena na zakończenie spotkania. Biblioteka i Rada Miasta Radzynia Podlaskiego przygotowały kopie dokumentów sprzed 100 lat, określające miejsce zamieszkania dziadków pisarza, z podaniem nazwisk i imion całej rodziny. Dokumenty te Józef Hen przyjął z wielkim wzruszeniem, które udzieliło się obecnym na sali słuchaczom. Dziękując za to piękne spotkanie, postanowiliśmy wspomóc bibliotekę imienną prenumeratą.

Jadwiga i Jerzy Ekiertowie, Lublin

Konstytucja dla narodu
Wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim zatytułowany „Czy PiS zniszczy konstytucję?” (PRZEGLĄD nr 20) to metodologiczny opis prac nad ustawą zasadniczą, poparty doświadczeniem związanym z jej przygotowaniem oraz wypełnianiem jej postanowień. Niezwykle ważną sprawą w procesie tworzenia ustawy zasadniczej jest trafny dobór składu komisji konstytucyjnej – na podstawie wiedzy, doświadczenia i obiektywizmu, a nie według klucza partyjnego. Także wybór, a nie namaszczenie, przewodniczącego komisji. Jest to bardzo odpowiedzialna praca. Nie chodzi o to, żeby powstała inna konstytucja, ale o to, by była lepsza, lepiej służąca narodowi, a nie tylko władzy lub jedynie Naczelnikowi. Dla zjednoczonej lewicy opracowanie projektu nowej konstytucji mogłoby być szansą poważnego zaistnienia na scenie politycznej. Początkiem pracy nad ustawą zasadniczą powinno być naukowe opracowanie stanu faktycznego działania obecnej konstytucji, a nie – jak dotychczas – wygłaszanie przez tzw. specjalistów luźnych, przyczynkarskich, czasami niesprawiedliwych czy wręcz głupich ocen. Nieporozumieniem jest przeprowadzenie referendum przed rozpoczęciem prac nad konstytucją. Powinno być ono ostatnim, końcowym etapem. To, co zaproponował prezydent Duda, to plebiscyt, a nie referendum.

Stanisław Szachnowski, Brwinów

Taka prawda
W mojej miejscowości twarda prawda historyczna, o którą apelował prezydent Duda, jest bardzo złożona. Jeden mój brat cioteczny służył w Wehrmachcie. Został ranny pod Stalingradem, wrócił do domu, a po wojnie wyjechał do Kanady. Drugi służył w Kedywie AK. Broń złożył w 1947 r., po amnestii. Musiał mieć na sumieniu dużo grzechów, bo trzy razy spowiadał się u biskupa. Po wojnie szybko dorobił się majątku. Trzeci brat służył w MO i trzy lata przesiedział w areszcie śledczym za współpracę z AK. W lipcu 1944 r. nasza wieś została wyzwolona przez Armię Czerwoną. Wkrótce dookoła „żołnierze wyklęci” rozbili posterunki milicji, tylko naszego nie zaatakowali. Zaraz po wojnie przystąpiono do podziału ziemi dziedzica między byłych fornali. Panowała wielka radość. Akcją kierował gminny sekretarz PPR, biedny, uczciwy rolnik. Pewnego dnia pod urząd gminy podjechał samochód ciężarowy z żołnierzami. Z sali obrad wyprowadzili na zewnątrz sekretarza i na oczach wszystkich radnych zabili go serią z automatu. Do kościoła, aby podziękować Bogu za życie, poszedł w mundurze kościuszkowiec, który wrócił z wojny. Przeszedł szlak bojowy od Lenino do Berlina, parę razy był ranny. W kościele ksiądz z ambony krzyczał na cały głos: „Nie bierzcie ziemi dziedzica, bo wkrótce przyjdą Amerykanie i będziecie ją zwracać!”. Ksiądz uznał, że żołnierz jest bolszewikiem. Bóg go nie obronił. Do domu nie wrócił. To właśnie jest prawda.

Antoni Furchel, Malbork

Przedtem nie było nic?
Z ludźmi, o których prof. Bronisław Łagowski wspomina w felietonie „Zło dobrem, a dobro złem nazywaj” (PRZEGLĄD nr 20), szkoda polemizować. Moja nieżyjąca już babcia opowiadała, że elektryfikację wsi, w której mieszkała przez większość życia, zakończono dopiero na początku lat 70. XX w. Gdyby nie PRL, wciąż dominującym typem oświetlenia byłaby lampa naftowa, a środkiem transportu – wóz drabiniasty. Bylibyśmy chłopami pańszczyźnianymi albo niewykwalifikowanymi robotnikami i zarabialibyśmy grosze. Jeszcze marniejsze, niż zarabia pani Halinka, która pracując na śmieciówce w ochronie, dostaje na rękę 1000 zł. Rzecz jasna, pod warunkiem że ma 40 nadgodzin. Ale to błahostki – ważne, że mamy „dobrą zmianę”.

Artur Lewczuk

Groźna racja stanu
Artykuł prof. Czesława Partacza o akcji „Wisła” (PRZEGLĄD nr 17-18) zmusił mnie do wyrażenia sprzeciwu wobec argumentacji dotyczącej działania w imię tzw. racji stanu. W mojej ocenie czym innym jest walczyć z partyzantami czy buntownikami, a czym innym przesiedlać i skazywać na cierpienie cywilów. Jeżeli cel uświęca środki i tak łatwo zakwalifikować pacyfikacje wsi jako działania w imię racji stanu, to może prof. Partacz również działania władz PRL (pacyfikacja górników z kopalni Wujek, stoczniowców i innych) zakwalifikuje jako usprawiedliwione, bo w imię racji stanu? Boję się takich opinii. Nie jest to dobry przykład dla młodzieży, a politykom daje argumenty za silnym państwem. Stąd już tylko krok do dyktatury.

Jestem również oburzony użyciem sformułowania „zakamuflowani Ukraińcy”. Mieszkam na Śląsku, czy to znaczy, że mam się obawiać „zakamuflowanych Niemców”? Czy prof. Partacz chce dzielić świat na prawdziwych i „niezakamuflowanych” Polaków i innych? Ja się na to nie zgadzam!

dr Zbigniew Caputa, UŚ

Oświadczenie NRA
W nawiązaniu do artykułu „Czarna owca palestry” (PRZEGLĄD nr 21) opisującego działalność adw. Krzysztofa K., któremu prokuratura postawiła 12 zarzutów, uprzejmie informujemy, że adwokat ten został zawieszony w wykonywaniu czynności zawodowych 16 grudnia 2015 r. przez Sąd Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Olsztynie. Postanowienie to utrzymał w mocy Wyższy Sąd Dyscyplinarny Adwokatury. Krzysztof K. nie miał zatem prawa wykonywać zawodu adwokata. Jednocześnie przypominamy, że rzecznik dyscyplinarny olsztyńskiej izby prowadzi postępowania dyscyplinarne wobec Krzysztofa K.

Naczelna Rada Adwokacka podkreśla, że wszystkich adwokatów i aplikantów adwokackich obowiązują wysokie standardy etyczne i dla tego typu zachowania, jak opisane w artykule, nie ma w środowisku adwokackim tolerancji.

Każdy adwokat posiada legitymację adwokacką i klient może zażądać jej okazania. Adwokatura Polska prowadzi również rejestr adwokatów (rejestradwokatow.pl), za pośrednictwem którego można sprawdzić, czy dany adwokat ma prawo wykonywać zawód.

Biuro Prasowe
Naczelnej Rady Adwokackiej

Wydanie: 22/2017

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy