Listy od czytelników nr 27/2015

Listy od czytelników nr 27/2015

Usankcjonowane bezprawie

Z uwagą przeczytałem artykuł „Handel roszczeniami trwa” (PRZEGLĄD nr 25). To zjawisko dotyczy także mojej rodziny. Budynek przy ul. Chmielnej 11 w Warszawie został zwrócony spadkobiercom dawnych właścicieli, choć w 1945 r. na tej posesji były tylko gruzy. W latach 1946-1949 został tu wybudowany przez przyszłych mieszkańców, m.in. przez mojego ojca, inż. Jana Lemańskiego, nowy budynek. Po otrzymaniu z urzędu miasta decyzji nr 277/98 w sprawie zwrotu nieruchomości spadkobiercy dawnych właścicieli zaczęli najpierw wyrzucać najemców sklepów, a następnie lokatorów mieszkań komunalnych, jak mnie z lokalu nr 14.

Marek Lemański, Warszawa

To naród odbudował zabytki

W związku z artykułem „Handel roszczeniami trwa” chcę wyjaśnić, że Królikarnia na Mokotowie w Warszawie była odbudowywana za pieniądze pochodzące ze zbiórki mieszkańców miasta, ponieważ zaraz po wojnie władze zastanawiały się, czy rekonstruować pałac. Z inicjatywą wystąpili więc warszawiacy. Pamiętam, jak moja ciotka Aleksandra, która mieszkała przy ul. Narbutta, dała 200 zł na odbudowę Królikarni, a moi rodzice, chociaż mieszkali na Pradze, też dorzucili 100 zł. Nie wiem, czy państwo dokładało się do tej zbiórki. PRL życzliwie odnosiła się do właścicieli, którzy chcieli podnosić z gruzów swoje budynki. Nawet Polska Kronika Filmowa pokazywała, jak cukiernik Blikle odgruzowywał ruiny swojej kamienicy przy Nowym Świecie. Ale większość nie chciała odbudowywać przedwojennych własności, czekając, aż naród zrobi to za nich. Teraz panuje kult ludzi bogatych i sądy oddają dawnym właścicielom wszystko, niezależnie od tego, czy im się należy, czy nie. Nie pytają nawet, czy nie odebrali oni za granicą odszkodowania, które wypłaciła im PRL. Za mało? A ile warte były w 1950 r. ich leżące w gruzach majątki?

Elżbieta Górska

Krzewy zamiast drzew

Po przeczytaniu artykułu „Najczęściej zabija głupota, a nie drzewa” (PRZEGLĄD nr 20) pomyślałam, że może byłoby bezpieczniej, gdyby przy drogach zamiast drzew rosły krzewy. Zderzenie z nimi nie byłoby tak tragiczne w skutkach. Poza tym krzewy stanowiłyby również lepszą osłonę przed silnymi podmuchami wiatru. A wiosną i latem niektóre pięknie by kwitły.

Wanda Tomaszewska, Szczecin

Wakacje na Rodos

Mało kto przejmuje się wakacjami dzieci z biedniejszych rodzin. Skoro dziecko to prywatna sprawa rodziców, wakacje też zobowiązują do samodzielnego sponsorowania. I tak jedne dzieciaki polecą na wakacje samolotem za granicę, drugie pojadą najtańszym pociągiem do dziadków, jeszcze inne spędzą lato na RODOS (rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatką) albo zostaną na podwórku. Z kluczem na szyi. Za dużo biedy wokół. Szkoda, że organizacje pomocowe nie obejmują opieką tych najbiedniejszych. Dla wielu wyjazd dziecka to rzeczywiście fanaberia.

Mirosława Tomczak-Kocurek

Chazan pokazał, że nie ma sumienia

List otwarty do dr. Grzegorza Wrony, naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy Naczelnej Izbie Lekarskiej

Jesteśmy oburzeni treścią oświadczenia w sprawie odmowy usunięcia pacjentce nieodwracalnie upośledzonego płodu w warszawskim szpitalu kierowanym przez prof. Bogdana Chazana. Wynika z niego, że samorząd lekarski nie dopatrzył się ani naruszenia etyki zawodowej, ani popełnienia przewinienia zawodowego przez dyrektora szpitala. W każdym cywilizowanym państwie (…) lekarz, dyrektor szpitala, straciłby prawo wykonywania zawodu i musiałby osobiście zapłacić wysokie zadośćuczynienie kobiecie, którą skazał na niewyobrażalne tortury psychiczne i cierpienia fizyczne. Nie byłoby dla niego usprawiedliwienia, bo wiedział, że płód jest drastycznie upośledzony. Prof. Chazan wykazał brak empatii dyskwalifikujący człowieka, a co dopiero lekarza. (…) Powołując się na klauzulę sumienia, pokazał, że nie ma za grosz sumienia.

Teresa Jakubowska,

przewodnicząca Stowarzyszenia Racjonalna Polska

Wydanie: 27/2015

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy