Listy od czytelników Nr 31/2016

Listy od czytelników Nr 31/2016

Kościół się bogaci
W artykule „Pilnie strzeżona tajemnica polskiego Kościoła” (PRZEGLĄD nr 29) czytamy, że Kościół katolicki otrzymał od Komisji Majątkowej znacznie więcej, niż utracił. To prawda. W moim mieście w czasach PRL odebrano parafii Świętych Apostołów Filipa i Jakuba 42 ha ziemi pod budowę osiedli. Prawdopodobnie ziemię przejmowano na takich samych zasadach jak od rolników indywidualnych. W 1991 r. Kościół złożył wniosek o rekompensatę za te 42 ha gruntów rolnych. Do 2002 r. komisja wydała kilka orzeczeń przyznających parafii gigantyczną rekompensatę – łącznie aż 360 ha. Sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”. Wspomniano tam, że agenci CBA, analizując zebrane materiały, zwrócili uwagę m.in. na rażące dysproporcje świadczące o tym, że mogło dojść do złamania lub naruszenia prawa. I na tym się skończyło. Może przyschnie.
Józef Brzozowski, Żory


Brytyjczycy wiedzieli, co robią
Pani Dominika Blachnicka-Ciacek w wywiadzie „Oni się bali nie muzułmanów, ale Polaków” (PRZEGLĄD nr 29) ma tylko trochę racji w sprawie przyczyn głosowania Brytyjczyków. Polacy i inni imigranci z Europy Wschodniej dezorganizują rynek pracy w Wielkiej Brytanii, pracują za niższe stawki, nierzadko wiele godzin ponad normę. Często nie chcą należeć do związków zawodowych. Nie są solidarni. Tendencje rasistowskie nie są tu wyjątkiem, ale raczej regułą. Proszę popatrzeć na polski internet emigracyjny. Zgroza. A już transfer dodatku na dzieci do tańszej Polski to satyra, przecież w Polsce też jest zasiłek na dzieci. Niższy, bo niższe są koszty utrzymania. Brytyjczycy wiedzieli, co robią. Wielka Brytania była krajem kolonialnym, więc jej obywatele są przyzwyczajeni do obcych. Nie są przyzwyczajeni do Polaków.
Jacek Nadzin


O bezrobociu inaczej
Czytam w prasie i słyszę w radiu, że mamy bardzo niskie bezrobocie. Jest to krzepiąca informacja, ale jak zwykle ma drugie dno. Tak się złożyło, że od dwóch miesięcy poszukuję pracy. Mam 58 lat, z wykształcenia jestem historykiem (autorem kilkunastu artykułów popularnonaukowych poświęconych zagadnieniom historycznym i bibliotekoznawczym), ukończyłem również studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa oraz zarządzania instytucjami kultury. Przez 34 lata pracowałem właśnie w takich instytucjach (muzeum, ośrodek teatralny, biblioteka, dom kultury), przez ostatnich osiem lat byłem szefem domu kultury w jednym z miast wojewódzkich. Wiadomo, że stanowisko dyrektorskie nie jest dane raz na zawsze, i tak też było w moim wypadku. Organ założycielski postanowił wymienić hurtem kadrę kierowniczą w podległych sobie domach kultury. Zainteresowani dowiedzieli się o sprawie z mejli do organizacji związkowej o rozpoczęciu procedury odwołania. Zorganizowano konkurs, wystartowałem, miałem za sobą poparcie załogi oraz wieloletnie doświadczenie w pracy z tym zespołem i w tym środowisku. Ale cóż, moim kontrkandydatem okazała się osoba, która pełniła funkcję wicedyrektora wydziału, któremu ośrodek podlegał. W tej sytuacji nie miałem żadnych szans.
Rozpocząłem poszukiwanie pracy, na razie – mimo odbycia kilku rozmów kwalifikacyjnych – bez rezultatu. Wszędzie doceniano moje doświadczenie zawodowe, ale czułem, że zatrudnienie osoby w tym wieku jest jednak obciążeniem – oczywiście nikt nie powiedział tego wprost. Dlatego zadaję sobie pytanie, co mają zrobić osoby takie jak ja, z doświadczeniem zawodowym, kwalifikacjami, ale w nieodpowiednim wieku – czyli za młode na emeryturę, a za stare na zatrudnienie.
Należę do ludzi o przekonaniach lewicowych (od kilkudziesięciu lat jestem związany ze środowiskiem krakowskiej Kuźnicy). Z tego względu nawet nie próbuję aplikować do różnych instytucji zawłaszczonych przez „dobrą zmianę”. Ale przecież gdzieś trzeba pracować przez tych kilka lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. Czy mam się przekwalifikować np. na pracownika magazynów, operatora wózków widłowych – bo takie jest zapotrzebowanie?
Bogumił Woźniakowski,
Łódź/Kraków, bmwb@vp.pl


Gdy nieroztropni i zadufani gubią młodzież
Do Polski zjechały wielkie rzesze młodzieży z przesłaniem radości i wspólnoty. Wszyscy podnoszą, że na tak wspaniały pomysł wpadł Jan Paweł II. Gdy to czytam, przebłyskują mi jakieś skojarzenia. Pomysł zbierania się młodzieży z całego świata po to, by z radością „policzyła się”, jest już bardzo stary. 31 lipca 1955 r. rozpoczął się w Warszawie V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Ze stolicy dochodziły wieści o wielkiej radości i serdeczności młodych ludzi. Było ich podobno 30 tys. – wtedy liczba ogromna. Przyjechali ze 114 krajów świata. Zarówno socjalistycznych, jak i kapitalistycznych, a także postkolonialnych. Biednych i bogatych. Mniemam, że mieli świadomość tego, że czeka ich wielkie dzieło budowania lepszego świata. Kiedy władza w państwach demokracji ludowej okrzepła, myśl o stawianiu na młodych zanikła. Tak więc zadufanie (raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy) zrodziło nieroztropność, a ta przyczyniła się do zgubienia idei gromadzenia postępowej młodzieży. Może nawet zapatrzeni w siebie wodzowie partii nie zauważyli, że jej brakuje?
Stanisław Szpila, Nowy Sącz


Komitet Obrony Dobrej Pamięci

Ma rację redaktor naczelny, pisząc o konieczności dbania o dobrą pamięć (PRZEGLĄD nr 24). Polakom odebrano poczucie tożsamości, Polacy nie wiedzą, kim są. Stąd bierze się bierność społeczeństwa. W Polsce Ludowej ludzie wiedzieli, kim są. Mieli świadomość swojej pozycji w państwie i czuli swoją siłę. Byli kimś. Byli ważni. Pozwalało to im się organizować, także do protestów. Teraz są zbędni i mogą co najwyżej cieszyć się, że mają pracę i nie zdychają z głodu.
Sugeruje się nam obraz jakiegoś mitycznego Polaka, który miałby mieć nie wiadomo jakie cechy – niby pokrzywdzony, ale atakujący władzę, niby niepracujący uczciwie, ale przez władzę wykorzystywany wręcz jako niewolnik itd. Mówi się, że Polska Ludowa była zacofana i biedna, ale przez lata było jeszcze co sprzedawać po niej.
Widzimy więc, że wrogowie poważnie namieszali nam w głowach. Najgorsze jest to, że bezkrytycznie przyjmujemy opinie wytwarzane na Zachodzie o nas i naszym kraju. Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek wyrobić sobie własne, ale koniecznie rzetelne zdanie na temat naszej przeszłości.
Są powody do dumy. Nie musimy mieć kompleksów albo wręcz wypierać się własnej przeszłości. Powinniśmy, a nawet musimy, nawiązać do osiągnięć Polski Ludowej, jeżeli nie chcemy być jakimś dziwolągiem, bękartem Europy.
nana

Wydanie: 2016 31/2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy