Listy od czytelników nr 3/2020

Listy od czytelników nr 3/2020

20 lat z PRZEGLĄDEM
Ze światopoglądem lewicowym zetknąłem się, kiedy dziadek śpiewał z kolegami „Czerwony sztandar”. Wzruszały mnie „ludu gorzkie łzy” i „krew, którą leją katy”. Zaakceptowałem ten światopogląd, gdy dorastając, zacząłem poznawać mechanizmy rozwoju społecznego. Nie zmieniłem poglądów, kiedy do praktyki socjalizmu wdarły się działania odbiegające od jego założeń ideologicznych. Tym bardziej, gdy w kraju zaczęto odsądzać od czci i wiary wszystko, co było związane z socjalizmem. Zrozumiałe, że towarzyszę PRZEGLĄDOWI od pierwszego numeru. Jako w zasadzie jedyne na polskim rynku wydawniczym czasopismo reprezentuje nurt lewicowy w szerokim znaczeniu tego słowa. Świetnym przykładem są cotygodniowe felietony różnych autorów.

W szerokim spektrum problematyki poczesne miejsce zajmuje krytyka błądzenia po manowcach naszej polityki wewnętrznej i zagranicznej oraz ujawnianie fałszerstw historycznych (vide prof. Bronisław Łagowski i prof. Jan Widacki). Autorzy PRZEGLĄDU pokazują miałkość w kulturze i instytucjach kształtujących świadomość, spychających społeczeństwo do poziomu nawet nie zaścianka Europy, ale ciemnogrodu, jak w 51. numerze napisał prof. Widacki. Dlatego w dniach jubileuszu 20-lecia życzę całemu zespołowi rozwoju tygodnika, nie tylko utrzymania dotychczasowego poziomu, ale i poszerzenia problematyki godnej podjęcia przez PRZEGLĄD.

Prof. Ryszard Turski, Lublin

Mafia VAT-owska wiecznie żywa
Jakub Dymek pisze o mafii VAT-owskiej. Słusznie. Ale prawdziwa mafia to międzynarodowy gang CIT-owski, który korzystając z wpływów na najwyższych szczeblach władzy, spokojnie przygotowuje sobie schematy podatkowe. A jeden z organizatorów tego procederu jeszcze niedawno stał na czele Komisji Europejskiej.

Zdzisław Nowak

Tezy do polityki historycznej polsko-rosyjskiej
1. Związek Radziecki miał decydujący udział w pokonaniu Niemiec hitlerowskich i to jego armia rozerwała druty obozów śmierci, ale odniósł także to zwycięstwo jako państwo, które wtedy nie rozliczyło się jeszcze ze swoich nieprawości w stosunku do własnych obywateli i do Polaków. Choć miało to i ma wpływ na wzajemne relacje, późniejsze akty ekspiacji ze strony Rosji nie powinny pójść w zapomnienie.

2. Przed wojną we wszystkich niemal państwach niefaszystowskich i demokratycznych, we Francji, w Anglii, w państwach bałkańskich, skandynawskich i nadbałtyckich, także w Polsce, istniały ugrupowania i osoby, które pod jakimiś względami sympatyzowały z działaniami Hitlera. W pokonanych państwach powstawały rządy kolaboracyjne, jednak w Polsce – mimo prób – to się nie udało. Postawa większości była jednoznacznie niepodległościowa, co nie znaczy, że jakaś część polskiego społeczeństwa nie współdziałała w ten czy inny sposób z Niemcami lub nie tworzyła takich pozorów w imię innych celów. Jeśli takie przypadki się przemilcza albo nawet heroizuje, daje się innym powód do ich przypomnienia. W Związku Radzieckim po pakcie Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 r. (z zaprojektowanym podziałem ziem Rzeczypospolitej) z dnia na dzień zakazano krytyki Niemiec hitlerowskich, a na jego okupowanych potem terytoriach, nie tylko na Ukrainie, chętnych do współdziałania z Niemcami nie zabrakło. Polskich oficerów rozstrzelali Sowieci w Katyniu, profesorów – Niemcy we Lwowie.

3. Rola Związku Sowieckiego w powstaniu powojennego państwa polskiego nie oznacza, że było ono „pod okupacją sowiecką”, w dodatku określaną jako „przedłużenie okupacji niemieckiej”. Te dwa położenia są nieporównywalne. W budowę nowego państwa włączyło się zbyt wielu Polaków, w tym wybitnych i reprezentatywnych, aby nie uznać go za realne, także jako podmiot międzynarodowy. Uważali je w tamtych okolicznościach za państwo własne, choć zależne. Jego granice, z czasem uznane też przez zjednoczone Niemcy, są granicami aktualnymi. Dzięki buntom społecznym, ale również działaniom sił patriotycznych we władzy, to państwo zdołało wywalczyć suwerenność na wielu polach ważnych dla zachowania ciągłości dziejów narodowych. Mimo popełnionych w nim wówczas i rozliczonych potem nieprawości ta ciągłość istnieje też w pokojowym przejściu od PRL do Rzeczypospolitej Polskiej.

4. Nic nie zwalnia Polski i Polaków od myślenia o prawdziwej historii i o perspektywie pokojowych stosunków z Rosją i z Rosjanami.

Andrzej Lam

W NATO mamy trzech wichrzycieli
Jerzy Maria Nowak jest bardzo doświadczonym dyplomatą. Mówi wiele trafnych rzeczy, ocenia wiele spraw trzeźwym umysłem i celnie je komentuje. Są jednak stwierdzenia, które dziwią i z którymi nie bardzo można się zgodzić.

Prezydent Macron wyraził opinię, że NATO jest w stanie „śmierci mózgowej”. Jerzy Maria Nowak uważa jednak, że „pogłoski o śmierci NATO są przedwczesne”. Wyraził się w sposób wygładzony, ale ominął istotę problemu NATO i z NATO.

NATO było organizacją konfrontacji politycznej i militarnej z supermocarstwem – ZSRR i Układem Warszawskim. Oba supermocarstwa, USA i ZSRR, oraz oba bloki wojskowo-polityczne czerpały rację istnienia z wzajemnej konfrontacji i klinczu. Gdy upadł ZSRR i rozsypał się Układ Warszawski, NATO straciło globalnego przeciwnika. Zniknęła równowaga napiętych sił, a ciosy wymierzane wrogowi przez NATO przestały w cokolwiek trafiać, bo nie było już przeciwnika, została nędzna resztka – Rosja Jelcyna zmierzająca do całkowitego bankructwa.

NATO straciło rację bytu. Pozostał napęczniały od broni, interesowności i próżności blok, który nie miał na kim wyładować agresji. Zaczął więc szukać możliwości wyładowania się na kimś innym, czego skutkiem była napaść na Jugosławię, Irak, Afganistan, a w ostatnich latach też agresja w Syrii. Dla jasności: nie we wszystkich operacjach uczestniczyły wszystkie kraje NATO. Nie ma to znaczenia. NATO, z jego szefem – USA, było zaangażowane i nikt go nie powstrzymał.

NATO do dziś nie umie zdefiniować siebie i swojej roli w świecie. I nie będzie umiało. Widać wyraźnie, że jest zagubione. Działania, jakie wykonuje, oświadczenia, jakie składa, są dziwaczne, niespójne, a ruchy odśrodkowe są tego wyrazem i inaczej nie będzie, chyba że jeszcze gorzej. (…)

Nie ma powodów wątpić w to, że nie będzie jednomyślnej reakcji NATO, gdyby Rosja miała ochotę połknąć Estonię, czy Łotwę z Litwą. Po pierwsze, Rosja Putina roku 2019 jest zupełnie inną Rosją niż ta Jelcyna w roku 1996-1997, więc NATO mogłoby sobie ogłaszać kolejne sankcje, ale w żadną gorącą wojnę z Rosją się nie wda. To wykluczone, z zasadniczego powodu: państwa NATO – a każde przyjrzy się sobie, jak się wykrwawi i jaką klęskę gospodarczą swoim obywatelom zgotuje – miałyby przed sobą Rosję, a nie jakąś Syrię, Libię, Jemen, Somalię, Irak, Serbię czy cokolwiek innego. Ponadto Rosja nie ma żadnego interesu w napadaniu na inne państwa. Powtarzane u nas tezy, że Rosja ma ochotę napaść na Polskę, ba, że za chwilę wystrzeli rakiety, są idiotyzmami bądź cynizmem.

Dziwią też słowa Jerzego Marii Nowaka, że „zwiększamy niebezpieczeństwo wchłonięcia nas… przez Rosję”. Tak? Na czym to niebezpieczeństwo polega? Jak się objawia? Jakie zjawiska, siły, argumenty miałyby spowodować, że Rosja wchłonie Polskę? (…)

Że idiotów, ludzi chorych psychicznie w Polsce jest nie tak mało i że siedzą zarówno w rządzie, jak i w opozycji, to jasne. Siedzą tu i tam od 1989 r. i nadal będą siedzieć, bo Polska jest chora na samą siebie, więc i na Rosję. Jednak przez te 30 lat nie została wasalem Kremla, więc?

Tanaka

Dlaczego prezydent atakuje sędziów
Od kilku miesięcy obserwuję zdumiewającą wprost intensywność, z jaką pan prezydent ocenia polskie sądy i sędziów, zwłaszcza Sądu Najwyższego. Formułowane pod adresem sędziów zarzuty stają się coraz ostrzejsze: „komunistyczne złogi”, „kasta”, „grupy kolesiowskie” itp. Sędziowie mianowani przez Radę Państwa PRL, a więc „państwa komunistycznego”, nie powinni – zdaniem prezydenta Dudy – pełnić tak wysokich funkcji. Dla ścisłości podam, że sędziowie mianowani przez Radę Państwa stanowią tylko 7% ogółu czynnych sędziów. Przypominam, że PRL była uznawana przez większość państw ówczesnego świata, była członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych, a oficerowie i żołnierze wojska tego państwa uczestniczyli w misjach pokojowych pod flagą ONZ.

Kwestionowanie prawnych i moralnych podstaw do pełnienia funkcji sędziowskich przez sędziów mianowanych przez Radę Państwa należałoby – zgodnie z powyższą logiką – odnieść także do wielu innych profesji. Chcę wskazać tylko jeden przykład, który dotyczy kadry profesorskiej. Liczna grupa profesorów reprezentujących wszystkie dziedziny nauki, w tym nauki społeczne (m.in. prawne, ekonomiczne), pełniła swoje funkcje zarówno w ostatniej dekadzie PRL, jak i w III RP. Część jest także czynna obecnie. Należę do tej grupy. Powstaje zatem zasadnicze pytanie: czy mają oni prawne i moralne podstawy wypełniania swoich obowiązków – promowania absolwentów wszystkich szczebli nauki – gdyż tytuł profesora przyznała im Rada Państwa. Według mnie kwestia ta dotyczy bezpośrednio pana prezydenta, który pracę doktorską przygotował i obronił pod naukowym kierunkiem profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, powołanych prawdopodobnie przez Radę Państwa.

Warto jeszcze wskazać dwa inne fakty. Jako profesorowie mieliśmy obowiązek (chyba w 2007 r.) składać deklaracje, że nie współpracowaliśmy ze służbami bezpieczeństwa PRL. Lustracja obejmowała szeroki zakres osób pełniących różne funkcje. Jak wytłumaczyć ten fakt w konfrontacji z doświadczeniami II Rzeczypospolitej? W pierwszych latach II RP podstawowy trzon kadry dowódczej wojska polskiego stanowili generałowie i oficerowie, którzy stopnie wojskowe uzyskali w trzech armiach zaborczych – rosyjskiej, niemieckiej i austriackiej. W odrodzonej ojczyźnie znaleźli odpowiednie miejsce i żaden organ nie dokonywał ich lustracji. Nie zostali pozbawieni stopni wojskowych, a wprost przeciwnie – swoje doświadczenia wojskowe przenieśli do odrodzonego wojska polskiego, zajmując często kluczowe funkcje dowódcze.

Nowa polityka historyczna, tak intensywnie uprawiana przez IPN (który według opinii większości wybitnych polskich historyków powinien być dawno zlikwidowany), degraduje zasługi polskich formacji wojskowych walczących na wszystkich frontach II wojny światowej – na Zachodzie, a zwłaszcza na Wschodzie, a także armii podziemnych w kraju (AK, BCh, AL). Na piedestał zostali wyniesieni „wyklęci”. Nie neguję zasług niektórych z nich w okresie okupacji hitlerowskiej, ale trzeba także widzieć „bandyckie zasługi”. Czy mogą oni stanowić fundament moralny, na którym oparta jest wolna Polska? Jako 10-letni chłopiec doświadczyłem w latach 1946-1948 ich bandyckiej działalności na Podlasiu, co swego czasu przedstawiłem na łamach PRZEGLĄDU.

Czesław Skowronek, Warszawa

Na Nowy Rok
Redaktor naczelny PRZEGLĄDU – za Olgą Tokarczuk – życzy nam spontanicznej i bezinteresownej czułości. Z tą czułością to jakaś bardzo dziwna historia. Rozumiem, że skoro noblistka o niej powiedziała, to aż się chce powtórzyć, ale co to właściwie ma znaczyć? Na pewno nie to, co w słowniku, a tym bardziej nie to, co w języku potocznym. Mnie czułość się podoba, gdy dotyczy np. tego, jak matka traktuje małe dziecko, dziecko – starego ojca lub matkę, a czasem też, jak się traktują kochankowie. Gdy słowo ma dotyczyć całego świata, jest albo infantylne, albo nonsensowne – jak to w literaturze, gdy chodzi tylko o to, żeby zrobić wrażenie w taki lub inny sposób. Przypuszczam, że Olga Tokarczuk wzięła to wprost z buddyjskiego compassion, ale miała problem z tłumaczeniem – temu akurat się nie dziwię, bo dobrego tłumaczenia nie ma – i wybrnęła z tego, moim zdaniem, niefortunnie. To tylko domysł i w dodatku raczej życzliwy, bo buddyjskie compassion jest mi bliskie, ale czułość pasuje tylko do bardzo szczególnych sytuacji. Co nie znaczy, że komuś innemu nie może się podobać. Kiedyś uważano, że o literaturze można dyskutować, dzisiaj już tylko trzeba deklarować poparcie albo wprost przeciwnie. Marne czasy.

Andrzej Dominiczak

Mnie ta czułość akurat się podoba. Rozumiem ją jako wrażliwość, empatię, uważność, dobre serce dla innych: ludzi, zwierząt, przyrody, świata. Taka pojemna metafora. Co do dziwaczenia… Moim zdaniem pisarstwo noblistki jest dziwaczne. I faktem jest, że jak nie wyrażasz zachwytu nad twórczością Tokarczuk, stajesz się „pisowskim trollem”, nieukiem bądź jeszcze gorszym sortem.

Anna Keszko

Nie wydaje mi się, żeby z tą czułością była jakaś dziwna historia. Nie wydaje mi się także, żeby było to dziwaczenie. A tym bardziej niewyszukane. Czułość to czułość. Nie wszyscy to rozumieją. Pisarstwo Olgi Tokarczuk jest mi bliskie, a nawet bardzo, chociaż zaskoczyło mnie innością. Przeczytałam tylko „Biegunów”, a teraz zabieram się do „Ksiąg Jakubowych” i wszystkiego innego. Na początku lektury „Biegunów” zadziwił mnie ten ciąg myśli i zdawało mi się, że nie dam rady czytać dalej. A potem – już w pracy – nie mogłam się doczekać chwili, kiedy znowu będę czytać tę książkę.

Ewa Gojawiczyńska

Malbork – Jeden dzień to za mało
„Mądrość zbudowała sobie dom” – cytat przywołany w artykule Heleny Leman (PRZEGLĄD nr 1/2020) nie jest autorstwa kronikarza Piotra z Dusburga. To cytat z Biblii, z Przypowieści Salomonowych, rozdz. 9,1.

S. Gołębiowski

Wydanie: 2/2020

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy