Listy od czytelników Nr 4/2016

Listy od czytelników Nr 4/2016

Dziennikarz służy czytelnikom
„Podział mediów jest twardszy od podziału partyjnego. Media czują się sługami sprawy. (…) My, dziennikarze, jesteśmy na pierwszej linii frontu”. Taki cytat z Rafała Ziemkiewicza znalazł się w tekście „Media popłynęły” (PRZEGLĄD nr 3). Niestety, ten, dla kogo „służba sprawie” to walka o jedną partię, nie jest dla mnie dziennikarzem. Dziennikarz służy czytelnikom. Prawica zarzuca Tomaszowi Lisowi, że o tym zapomniał. W dużej mierze to prawda – stał się bojownikiem jednej sprawy. Ale przecież 95% prawicowych publicystów zachowuje się tak jak Lis lub (częściej) gorzej. AP


POLSKA TRADYCJA ROKOSZU
W felietonie „Rzeczy smutne” (PRZEGLĄD nr 2) prof. Bronisław Łagowski odwołuje się do starej polskiej tradycji rokoszu. Jakkolwiek rokosze i zajazdy można uznać za szczególny przejaw wolności, nie sposób nie dostrzec w nich groźnego dla państwa przejawu braku praworządności, a nawet tyranii czy despotyzmu niższego, podmonarszego szczebla, z zachwianiem państwowego instynktu samozachowawczego, odpowiedzialnego za stabilność państwa.
Rokoszanin legislatywę i egzekucję własnego prawa brał w swoje ręce. Efektem ubocznym musiało być upokorzenie i poczucie bezprawia, jako że prawdziwa wolność polityczna polega na poczuciu bezpieczeństwa przed dowolną przemocą innych, z wyjątkiem uzasadnionej przemocy państwowej w związku z egzekucją prawa.
Obecnie wyczuwalny jest ten duch rokoszu, choć nie wiadomo, w jakim celu, bo podjęte działania spowodowały wszczęcie procedury UE, obniżenie ratingu, pogarszanie się wskaźników ekonomicznych itd., co zdecydowanie przeczy frazeologii „dobrej zmiany”.
Ten rokosz jest szkodliwy w aspekcie wewnątrzkrajowym, ponieważ znowu stawia pod znakiem zapytania nasz państwowy instynkt samozachowawczy. Groteskowy jest jego aspekt europejski, jako rokoszu przeciw UE, która z braku odpowiednich tradycji nie ma organu rozpoznania jego istoty i bierze go za przejaw braku praworządności, bo UE to jednak twór praworządny, choć nie do końca demokratyczny. Naszym rokoszem raczej Unii nie osłabimy, wręcz przeciwnie, a guz, jakiego sobie przy tym nabijemy, przekona nas, że jest silniejsza, niż nam się zdawało.
Karol Ślęczkowski


Na wybory – obowiązkowo!
Jako Polak, obywatel RP, respektuję wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych i nie neguję praw PiS (Zjednoczonej Prawicy) do sprawowania władzy. Natomiast drażnił mnie zawsze nadęty triumfalizm każdej zwycięskiej opcji, a szczególnie tej ostatniej, w sytuacji gdy zaledwie połowa elektoratu wzięła udział w wyborach, a ogromna liczba uprawnionych nie poszła głosować.
W ustroju demokratycznym liczy się każda wolność, szczególnie wolność przekonań i wolność słowa. Sporej liczbie obywateli wydaje się, że pozostanie w domu w dniu wyborów jest oznaką ustrojowej wolności, ja jednak uważam, że to brak odpowiedzialności obywatelskiej. Do takiego wniosku upoważnia mnie bagaż życiowych doświadczeń, w tym wojny i powojennej ograniczonej suwerenności Polski oraz okresu transformacji ustrojowej. Są w Europie kraje (np. Belgia), gdzie pójście do wyborów parlamentarnych i municypalnych jest obowiązkowe – i nikt nie zarzuca tym krajom ograniczania swobód demokratycznych. Ograniczaniem wolności obywatelskiej byłoby zmuszanie wyborcy do głosowania na określoną opcję polityczną i jej kandydata, jak u nas w przeszłości, co zamykało się w haśle: „Głosuj na listę Frontu Jedności Narodu”.
Jestem zwolennikiem konstytucyjnego wprowadzenia obowiązku udziału w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Obowiązkowo pójdź do wyborów i głosuj na kogo chcesz. Nikt ci nie może narzucić, kogo masz wybierać. Tego rodzaju rozwiązanie prawne jest potrzebne szczególnie w Polsce, gdzie poglądy społeczeństwa są zróżnicowane: prawica – konserwatywna i liberalna, centrolewica i lewica.
Chciałbym jeszcze przed odejściem z tego świata przekonać się, która opcja przeważa w moim narodzie. Jeśli do wyborów parlamentarnych poszłoby któregoś dnia 91-96% uprawnionych i zwyciężyłaby konserwatywna prawica, niech triumfuje i rządzi, ale mądrze i dla dobra Polski. Twierdzę jednak, że po ostatnich wyborach zwycięzcy nie mają podstaw do triumfalizmu i głoszenia, że rządzą w imieniu całego narodu, lecz tylko do zadowolenia z wyniku, gdyż ten wynik do następnych wyborów muszą respektować wszyscy.
Tomasz Blecharczyk, Krosno

Wydanie: 2016 4/2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy