Listy od czytelników nr 45/2016

Listy od czytelników nr 45/2016

Zakłamywanie historii
Słusznie napisał red. Jerzy Domański (PRZEGLĄD nr 43), że politycy PO i PSL „bardzo przykładali się do stworzenia załganej historii PRL”. Nawet w najostrzejsze spory z PiS obie partie wplątywały szkalujące oceny poprzedniego ustroju. Upodabniają się tym do katolickich kaznodziejów, którzy po wstępnym wygłoszeniu stricte religijnych tekstów przechodzą do rzucania anatem na ateistów (nazywanych bezbożnikami) i na polityków niekierujących się w głosowaniach wytycznymi Episkopatu, aby po chwili powrócić do kwestii miłosierdzia bożego i miłości bliźniego.

Charakterystyczną cechą stosowanej obecnie narracji jest całkowite wyrugowanie z obiegu, głównie przez polityków i publicystów pisowskich, postanowień Wielkiej Trójki w Teheranie i Jałcie w kwestii podziału wpływów w powojennej Europie. Ustawicznie oskarża się tymczasowy rząd lubelski o bezprawne zagarnięcie władzy w 1944 r. Prawica usiłuje wmówić Polakom, że nie mając chętnych do objęcia władzy wśród „komunistów”, Stalin zaprosiłby do Lublina „prawowity rząd polski” z Londynu.

W ocenach PRL prawicowcy skupiają się na latach 1944-1953, czyli okresie stalinizmu, kiedy ingerencja „starszego brata” w sposób rządzenia i metody działania UB była największa. Ówczesną Polskę traktują jak kraj położony na samotnej wyspie na środku oceanu. Istnienie pozostałych sześciu państw socjalistycznych, posiadających potężne armie, skrzętnie przemilczają. W jakim celu tak postępują? Odpowiedź nie jest trudna. Chodzi im o wciskanie do głów młodzieży (starsi nie dadzą się na to nabrać) tezy, że wyłącznie od woli rządzących, a nie uwarunkowań zewnętrznych, zależało to, czy Polska będzie niezależna, czy musi pozostać w Układzie Warszawskim, aż pojawią się w całym obozie, a głównie w ZSRR, odpowiednie ku temu warunki.

Kazimierz Pietuchowski, Warszawa

Przeszczepy to życie
Poruszyła mnie rozmowa z prof. Markiem Krawczykiem (PRZEGLĄD nr 44) o problemach transplantologii, a zwłaszcza o tym, że w Skandynawii połowa przeszczepów nerek pochodzi od żywych dawców, u nas to zaledwie kilka procent. I że stacje dializ nie informują pacjentów o możliwości przeszczepu od kogoś z rodziny. To nieludzkie! Oczywiście zawsze istnieje ryzyko dla dawcy, ale jeśli jest ono na poziomie ułamka procenta, to sądzę, że wiele osób dla kogoś bliskiego takie ryzyko by poniosło.

I druga sprawa, która w tej rozmowie się przewija. Dyskusja o tym, kiedy umieramy, o tym, czy śmierć mózgu jest naprawdę śmiercią, podważanie medycznej definicji śmierci. Staram się zrozumieć uczucia bliskich osoby, która znajduje się w stanie śmierci klinicznej. Bardzo często są w szoku. Trudno im się dziwić, że do końca będą trzymali się myśli, że ten człowiek wyzdrowieje, będzie nadal z nimi. Dlatego tym bardziej podziwiam postawy takie, jak opisywanej kiedyś w PRZEGLĄDZIE pani Teresy Banach spod Kolna, prostej kobiety, która pozwoliła pobrać organy od swojego syna, dzięki czemu uratowano życie i zdrowie bodaj dziewięciu osób.

Gdyby było więcej takich postaw, ileż istnień ludzkich można by uratować.

Joanna

Wydanie: 45/2016

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy