Listy od czytelników nr 47/2018

Listy od czytelników nr 47/2018

Dozorca z pensją wiceprezesa
Jako uczestnik zdarzeń opisanych w tekście „Lewica wygrywa w bastionie PiS”, z uwagą przeczytałem artykuł, którego bohaterem jest mój młodszy kolega Łukasz Kulik. Rada Miasta Ostrołęka, o której kolesiowskich, niezgodnych z prawem, ale zgodnych z interesami lokalnego układu poczynaniach pisze autor, ma na swoim sumieniu jeszcze jeden co najmniej kwiatek – utrzymywanie, wbrew wyrokom sądów, na posadzie, z której został usunięty uchwałą rady nadzorczej, byłego wiceprezesa Zarządu Ostrołęckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Ostatnio był on zatrudniony na stanowisku dozorcy, z wynagrodzeniem wiceprezesa. Dariusz Artur Bralski jest fenomenem na skalę światową, a styl, w jakim przez przeszło trzy lata pokonuje wszelkie prawne pułapki dzięki pomocnej dłoni większości pisowskich, ale nie tylko, radnych mógłby zostać wpisany do księgi rekordów Guinnessa, gdyby nie to, że kosztuje ZUS i spółdzielnię, czyli kilka tysięcy osób, sporo ponad 300 tys. zł. Warto bliżej to poznać.

Grzegorz Oracz, przewodniczący Rady Nadzorczej
Ostrołęckiej Spółdzielni Mieszkaniowej

Rozważania na stulecie
Serdecznie dziękuję za artykuł Ludwika Stommy „Rozważania na stulecie” (PRZEGLĄD nr 45). Kolejny raz się okazało, że poglądy autora podzielam w 100%. Chcę tylko dodać, że jeśli chodzi o stosunek do PRL, nieodmiennie zadziwia mnie jedna rzecz – że najbardziej krytyczni i przepełnieni niechęcią czy wręcz nienawiścią do minionego systemu są często ludzie (mam tu na myśli również polityków rządzącej opcji), którzy zawdzięczają mu najwięcej. Którzy – gdyby nie całe to „lewactwo” i „czerwona hołota” – mogliby jedynie pomarzyć o miejscu, jakie obecnie zajmują w społeczeństwie, i o roli, jaką odgrywają. Ci sami ludzie bezkrytycznie wychwalają II Rzeczpospolitą, zupełnie ignorując fakt, że gdyby po II wojnie powróciła tamta rzeczywistość, ich obecne życie wyglądałoby zgoła inaczej.

Ewa Królikowska

Czy Tusk wie, że to jego rządy doprowadziły do władzy PiS?
PiS do władzy doprowadził Adrian Zandberg, który – rozbijając głosy lewicy – spowodował, że żadna partia lewicowa nie weszła do Sejmu, co umożliwiło samodzielne rządy nadprezesa. Obecnego składu personalnego lewicy nie trawię w żadnej konfiguracji, ale lepszy już Miller z towarzyszami w Sejmie niż rządy absolutne PiS.

Krzysztof Grabczak

Do rządów PiS doprowadził wyłącznie Leszek Miller, który zamiast łatwo wprowadzić do Sejmu 20 posłów, wolał iść pod szyldem koalicji. I zabrakło głosów do progu.

Konrad Boryczko

PiS i PO to jedno i to samo. Trzeba być naiwnym, żeby sądzić, że te partie będą sobie nawzajem szkodzić. Ta cała niby-wojenka między nimi to po prostu część planu mającego za zadanie stworzyć duopol polityczny na wzór demokratów i republikanów w USA. Tam też partie niby walczą ze sobą, ale w rzeczywistości praktycznie niczym się nie różnią.

Michał Czarnowski

Teraz wszyscy są winni rządów PiS. A przecież oni sami się nie wybrali do parlamentu, nawet sami sobie nie zapewnili większości – to wyniki wyborów. W ich założeniu rok 2015 to miał być skok na PO, z powodu którego powstały Nowoczesna (dzisiejsza przypinka PO) i Kukiz’15. Jednak wyborcy – co pokazują wszystkie dane – upodobali sobie naprzemienne rządy prawicy, która dysponuje jedną monetą. Jej awers to PO, a rewers PiS (lub odwrotnie). Wszystko inne będzie efektem rzutu tą monetą.

Piotr Januszek

W mojej ocenie PiS trzy lata temu doszło do władzy dzięki trzem kobietom i jednemu facetowi. Najmniej przyczyniła się do tego, paradoksalnie, szefowa tego cyrku z ramienia PiS, czyli Beata Szydło. Za to spory udział miała w tym liderka Zjednoczonej Lewicy i jednocześnie współprzewodnicząca Twojego Ruchu, który też startował w wyborach – Barbara Nowacka. A największy udział w zwycięstwie PiS miała Ewa Kopacz wzywająca – zresztą ramię w ramię z Adrianem Zandbergiem – do niegłosowania na Zjednoczoną Lewicę. Pani Kopacz mówiła o zmarnowanych głosach oddanych na ZL i rzeczywiście trafiła w punkt. Dziwi tylko, że nie wiedziała, że kiedy część tych wyborców zagłosuje na PO, to zdobędzie ona trzy-cztery mandaty więcej, ale PiS dostanie ponad 20.

Ryszard Domin

Donald Tusk ma taką świadomość, ale Grzegorz Schetyna – nie. A to on – niestety – rozdaje karty po opozycyjnej stronie. I jest to smutne, ponieważ mentalnie niewiele różni go od PiS.

Jan Kołkowski

Nie uważam, żeby rządy Tuska doprowadziły PiS do władzy. Jest pewne następstwo czasowe, to znaczy po rządach Tuska, a ściślej Ewy Kopacz, nastała władza PiS, ale nie jest to żadna wina Tuska, nie ma tu bezpośredniej relacji przyczynowo-skutkowej. Partia PiS objęła władzę, bo głosowali na nią wyborcy, którzy jej zaufali, z bardzo różnych powodów. Każda władza w jakiś sposób się zużywa i pojawia się pragnienie głosowania na opozycję, a akurat dostępną, najlepiej zorganizowaną i gotową do przejęcia władzy opozycją było PiS. Można odbić piłeczkę: dlaczego lewica nie była równie silna, a doszło nawet do tego, że wylądowała kompletnie poza parlamentem. Poczekamy, aż niedługo z lewej strony będzie się mówić, że winą PiS jest spodziewany powrót do władzy PO.

Wojciech Nockiewicz

Gdyby nie iluś niekompetentnych, aroganckich i leniwych ministrów (np. pani Kluzik-Rostkowska vel „Drożdżówka”, Katarzyna Hall, Radosław „Twitter” Sikorski czy Sławomir Nowak – zresztą to głównie spady z PiS), decyzja o straszeniu w kampanii w 2015 r. PiS i jednoczesnym wystawieniu na listach PO połowy rządu Kaczyńskiego z lat 2006-2007 (Dorn, Kluzik-Rostkowska, Sikorski, Kamiński, Giertych itd.), to jedni wyborcy nie zostaliby w domu, a drudzy nie zagłosowaliby na PiS.

Włodzimierz Zielicz

Niepodległa babci Stasi
Dwudziestoletnia Stasia, córka robotnika folwarcznego, w 1907 r. wyszła za mąż za Stanisława Sikorskiego, syna parobka. Zaraz po ślubie młodzi wyjechali za chlebem do Niemiec. Dziadek dostał pracę w kopalni w Habinghorst w Westfalii, babcia rodziła i wychowywała dzieci. Rodzina szybko się powiększała, a tęsknota za krajem i bliskimi ciągle rosła. Sikorscy starali się jak najszybciej uszponować trochę grosza na powrót do Polski. Mama wspominała, że zawsze w Wielkanoc, gdy dzieci prosiły o jajka, babcia obiecywała, że jak wrócą do Polski, nagotuje pełną miskę jajek, tyle ile teraz pyrek, by dzieci mogły się najeść do syta. W 1918 r. w rodzinie była już piątka dzieci: cztery córki i syn Stanisław.

Babcia opowiadała, że bardzo pragnęli wrócić do swoich i w 1918 r. optowali za Polską. Kiedy dziadek wrócił z wojny (służył w wojsku pruskim), od razu podjął starania o powrót do kraju. Wrócili w 1920 r. i zamieszkali w Bydgoszczy, w dwuizbowej oficynie przy śmietniku, z wychodkiem na podwórku. Dziadek nie mógł znaleźć pracy w kraju, więc wyjechał do kopalni we Francji. Babcia nie tylko wychowywała dzieci, ale zarobkowo podejmowała się prania bielizny w bogatych domach. Jesienią jeździła na wykopki do Borka, skąd pochodziła, za co otrzymywała ziemniaki, które w workach wysyłała pociągiem do Bydgoszczy, by dzieci zimą miały co jeść. Po jakimś czasie dziadek wrócił z Francji. Zdobył pracę wozaka. Rozwoził węgiel i roznosił go w workach do poszczególnych mieszkań. Była to praca wcale nie lżejsza niż w kopalni.

W Polsce babcia urodziła jeszcze dwoje dzieci, stale jednak musiała dorabiać praniem. Swoich chlebodawców wspominała nie najlepiej. Opowiadała, ile to musiała się nachodzić z prośbą, żeby jej zapłacono za wykonaną pracę. Usługę prania zamawiała pani domu, a płacił pan, często ociągał się z regulowaniem należności. Babcia czuła się upokarzana, płakała, ale przyjmowała następne zlecenie, bo nie miała wyjścia. Radość sprawiało jej to, że dzieci mogą chodzić do polskiej szkoły powszechnej. Najbardziej dumna była z syna Stanisława, który pełnił służbę w wojskach lotniczych w Toruniu. Tam, jeszcze przed wojną, uległ wypadkowi lotniczemu. Leczony był w szpitalu wojskowym w Warszawie. W 1939 r. brał udział w obronie stolicy i poległ 26 września. Babcia do ostatnich dni życia nie wierzyła w jego śmierć. Ciągle czekała na ukochanego syna. Taka była odrodzona Polska babci Stasi i taki jej obraz mi przekazała.

Dziadka faszyści wywieźli do obozu pracy. Wrócił krótko przed końcem okupacji, ciężko chory na gruźlicę. Zmarł w lutym 1945 r. Pamiętam jeszcze babcię siedzącą przy kołowrotku – przędła owcze runo na włóczkę, z której robiła skarpetki i rękawiczki dla całej rodziny. Zmarła w 1974 r.

Teresa Rzytka, Opole

Wydanie: 47/2018

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy